2014.04.29 / Wtorek / 22:23 - Trasa wycieczki do Dęblina

Na koniec mapka z trasą. Najchętniej ruszyłbym już w Polskę rowerem i możliwe, że zrobię to już niedługo. Chciałbym też w końcu pobić rekord 200 kilometrów przejechanych w ciągu jednego dnia, by następni móc bić kolejne rekordy. Rower siostry nadal spisuje się dobrze, choć wymaga kilku drobnych poprawek. Najważniejsze, że mnie już prawie nic nie boli i nie muszę sikać co pięć minut. Wszystko zdaje się wrócić do normy, a ja zamiast raka zwiastuję już tylko problemy z woreczkiem żółciowym. Podobno kolki biorą się właśnie stąd... Idę spać. Przed snem poczytam tę marną książkę o swojej branży. Przeczytałem dopiero dwa rozdziały, ale juz mam ochotę kopnać autora w dupę za marudzenie i krytykowanie, zupełnie bez powodu. Ja bardzo lubię i wysoko cenię swoją obecną firmę, natomiast on jej nienawidził. Ech, marudy z tych ludzi...


2014.04.29 / Wtorek / 22:12 - Do Puław przez Gniewoszów

Do Puław wróciłem przez Gniewoszów, czyli inaczej niż zwykle. Przez Wisłę przejechałem już w Dęblinie, wypocząwszy wcześniej pod liceum, gdzie objadałem się rogalami z czekoladą, obserwując licealistki. Nie wiem czemu, ale te dęblińskie są ciekawsze od warszawskich. W ogóle mam duży sentyment do tego liceum, z którym przecież nie mam prawie nic wspólnego. Na szczęście nie próbowałem żadnej podrywać, ... Głównie dlatego, że chodzą one w kilkuosobowych, zorganizowanych grupach. :P

Po drugiej stronie Wisły też jest pięknie, otwarte przestrzenie, malownicze krajobrazy, których jednak nie chciało mi się fotografować. Sfotografowałem za to martwego bobra, zabitego przez samochód, ale nie będę go tu pokazywał. Był to pierwszy bóbr jakiego widziałem w życiu. Co ciekawe, kilka godzin później, podczas spaceru z siostrą po Puławach, zobaczyłem na kinie plakat filmu "Zabić Bobra". Cóż za zbieg okoliczności. :P

W sumie przejechałem prawie 70 kilometrów, nie męcząc się przy tym wcale. Jadąc na koniec z Gniewoszowa do Puław dotarłem do punktu, z którego widać puławskie Azoty, kościół w Gołębiu, oraz bloki w Dęblinie. Wszystko na jednym ujęciu... ;)

Najgorsze, że zapomniałem o urodzinach siostry. Skończyła ona dzisiaj 36 lat, a ja nie zauważyłem, że jest juz 29 kwietnia. Nie dość, że nie kupiłem jej prezentu, to jeszcze nie złożyłem życzeń, wstyd i hańba. Wszystkiemu winny mój telefon Nokia, którego już nie uzywam - zawsze to on przypominał mi o wszelkich urodzinach i innych okazjach. Cóż, siostrze życzę, by w jej życiu nic się nie zmieniało, jeśli dobrze jej tak jak jest. Jeśli nie - niech się zmieni wszystko...

Koniec mojego pobytu w Puławach, pora wrócić do stolicy, pora spędzić po raz pierwszy noc w mieszkaniu Gosi.


2014.04.29 / Wtorek / 21:59 - VideoBlog z Dęblina

Mój VideoBlog to szajs, wiem o tym, ale i tak będę go nagrywał, dla samego siebie. Tak w ogóle to wczoraj po raz pierwszy zapoznałem się z kanałem Abstrachuje i zmiejsca stał się on moim ulubionym. Szczególnie odcinki o chorych mężczyznach i o hipsterach przypadły mi do gustu. Gorąco polecam ludziom mającym gust podobny do mojego. :P

Opuszczając Lotnisko zatrzymałem się nad stawem, by nagrać kolejny odcinek VideoBloga. Miałem cztery podejścia, każde z nich było dobre, ale musiałem wrzucić ostatnie, gdyż tylko na nim wiatr nie zagłuszał tego co mówiłem. :P Wielka szkoda, że aparat ma rysę na obiektywnie, bo ogólnie psuje to efekt, a sprzęt bardzo stracił na wartości. Ech...



2014.04.29 / Wtorek / 21:53 - Kolorowiej

Jeszcze jedno kolorowe zdjęcie, z kolorowego miasta. Po wizycie na Lotnisku pojechałem na ulicę Warszawską, przy której dostrzegłem fenomen - centrum miasta, a facet orze traktorem pole. Takie rzeczy możliwe tylko w Dęblinie. :P Panie w sklepie, w Groszku, jak zwykle były przemiłe, tak samo jak w poprzednich latach, gdy robiłem u nich zakupy. Jest to chyba sklep z najmilszą obsługą pod słońcem. Dostałem torebkę foliową, choć nie chciałem. :P

Tu, w tym bloku po lewej, ponad pięć lat temu ostatni raz spojrzałem w te, niekoniecznie dobre, oczy...


2014.04.29 / Wtorek / 21:39 - Park na Lotnisku zmodernizowany

Co oni zrobili z moim parkiem? Lubię, gdy rzeczy, które lubię, się nie zmieniają, gdy pozostają na zawsze takie same. Niestety ktoś wpadł na pomysł zmodernizowana mojego ukochanego parku na Lotnisku, dlatego obecnie dawne alejki oglądać można już tylko na moich starych zdjęciach i filmach, spośród których jeden znajduje się nawet na YouTube. ;) Teraz jest ładniej, pewnie, ale ja wolałbym, by zostało tak jak było dawniej... Dorota też zresztą powinna już zawsze mieć siedemnaście lat, tak samo jak ja dwadzieścia-sześć... Prawdę mówiąc, gdy jeżdżę na osiedle Lotnisko w Dęblinie, zawsze czuję się tak jakbym był dzieckiem, jakbym znowu miał kilka lat. Nie wiem za bardzo czemu, bo przecież jako dziecko żyłem gdzie indziej, ale podejrzewam, że osiedle Lotnisko w Dęblinie posiada ten sam klimat, który posiadały moje Sójki z dzieciństwa. Dokładnie, podczas mojej pierwszej wizyty na Lotnisku przypomniałem sobie właśnie to - swoje dzieciństwo. Zobaczyłem dużo młodszą ode mnie dziewczynę, zakochałem się, zapragnąłem być młodszy... Jeszcze raz powtarzam, to jest o wiele bardziej skomplikowane zagadanienie, niż może się wydawać. ;) Prawdziwe zakochanie zawsze jest bardzo proste i zarazem bardzo skomplikowane. Ach, gdybym był tak zakochany w Gosi... Gosia też pokazała mi fajne miejsce z tym samym klimatem, swoje osiedle z dzieciństwa, ale w jej oczach nie dostrzegłem swojej drugiej młodości. Może po prostu nadeszła już pora na to, by się zestarzeć?


2014.04.29 / Wtorek / 21:19 - Na Lotnisku kolorowo

Ponownie znalazłem się w swoim raju. To się chyba już nigdy nie zmieni, ten mały świat ukryty za drzewami zawsze będzie dla mnie wyjątkowym miejscem. Zawsze będę się w nim czuł inaczej niż wszędzie indziej, zawsze będę tam dotykał swojego alternatywnego życia, niespełnionego marzenia. Pewnie dlatego jest tak idealne, bo niespełnione... W każdym razie teraz jest tam o wiele bardziej kolorowo, za sprawą nowych barw bloków. Jedynie Jubilat-kwadrat oraz blaszak na osiedlu wyglądają jak dawniej. Trzepak gdzieś zniknął, juz go nie ma, tak samo jak Doroty...


2014.04.29 / Wtorek / 21:19 - Na Lotnisku kolorowo

Ponownie znalazłem się w swoim raju. To się chyba już nigdy nie zmieni, ten mały świat ukryty za drzewami zawsze będzie dla mnie wyjątkowym miejscem. Zawsze będę się w nim czuł inaczej niż wszędzie indziej, zawsze będę tam dotykał swojego alternatywnego życia, niespełnionego marzenia. Pewnie dlatego jest tak idealne, bo niespełnione... W każdym razie teraz jest tam o wiele bardziej kolorowo, za sprawą nowych barw bloków. Jedynie Jubilat-kwadrat oraz blaszak na osiedlu wyglądają jak dawniej. Trzepak gdzieś zniknął, juz go nie ma, tak samo jak Doroty...


2014.04.29 / Wtorek / 21:08 - Trening Dęblińskich Orląt

Zawsze podobało mi się to, że nad Dęblinem lata tyle helikopterów i samolotów, które widać z daleka, gdy dojeżdża się do miasta, ale dzisiaj było najlepiej, bo nad okolicą latały samoloty Iskra, na których szkolą się Dęblińskie Orlęta. Piloci ubarwili niebo czerono białymi liniami, a ja próbowałem uchwycić ich aparatem w kadrze, co było zdecydowanie niełatwym zadaniem. Przez cały mój pobyt w Dęblinie samoloty hałasowały co kilka minut, przelatując nad miastem. Rewelacja. :P Prawie jak Top Gun. ;)


2014.04.29 / Wtorek / 21:01 - Ukochana trasa

Po drodze wszystko pięknie kwitło, choć akurat na tym zdjęciu nie widać ani jednego kwiatka, więc nikt mi nie uwierzy. Rzepak kwitł na żółto, a stokrotki na biało, tak samo jak kwiaty na drzewach owocowych. Po drodze zrozumiałem, że na rowerze o wiele łatwiej jest robić zdjęcia małym, poręcznym kompaktem, niż ciężką, wymagającą uwagi lustrzanką, co poskutkowało tym, że Nikon, którego wiozłem ze sobą na ramieniu, nie przydał mi się prawie do niczego. Każdorazowe zatrzymywanie się, wyciąganie go z pokrowca i zdejmowanie zatyczki z obiektywu jest na tyle męczące i czasochłonne, bym rozważał całkowite odstawienie lustrzanki podczas wypraw rowerowych. Kompakt Canona spisuje się rewelacyjnie, szkoda tylko, że zarysowałem mu obiektyw, tak samo jak poprzedniemu kompaktowi tej samej firmy, za równie duże pieniądze. Fotograficzna psuja ze mnie. :(


2014.04.29 / Wtorek / 20:50 - Do Dęblina po dłuższej przerwie

Drugiego dnia mojego pobytu w Puławach pogoda jednak dopisała, dlatego napompowałem opony w rowerze, nasmarowałem łańcuch, przetarłem kierownicę, bo lepiła się od tłuszczu z kuchni i wyruszyłem na wyprawę. Na początku zaliczyłem cmentarz z Babcią i Dziadkiem, następnie cmentarz z Mamą, na którym przybyło mnóstwo nowych nieżywych ludzi do towarzystwa, i w końcu mogłem po dwuletniej przerwie pojechać do swojego ukochanego Dęblina. Prowadzi do niego moja ukochana trasa, którą dzisiaj jechało się rozkosznie, ze względu na pogodę i widoki. Nikt nigdy nie zrozumie jak bardzo kocham te swoje rowerowe wyprawy do Dęblina...


2014.04.28 / Poniedziałek / 12:39 - Przywiozłem siostrze audio-graty

Pierwszy dzień mojego puławskiego wypoczynku. Za oknem przez cały poranek było deszczowo i nieprzyjemnie, teraz jednak pogoda jakby się poprawiła, dlatego wyjdę z mieszkania i udam się na zakupy ubraniowe do kilku sklepów, w których pewnie i tak niczego nie kupię. Siedzę przed laptopem i ściągam z Internetu filmy oraz seriale, w tym na przykład oryginalny, stary "The Twilight Zone", lub "Twin Peaks" Davida Lyncha, którego nigdy jeszcze nie oglądałem. Ściągnąłem też wszystkie Jamesy Bondy, by zapoznać się także z tą częścią historii kina. Ostatni Bond, czyli "Skyfall" bardzo mi się spodobał i szkoda, że nie poszedłem na niego do kina. Jeszcze bardziej żałuję, że nie poszedłem do kina na "Życie Pi" Anga Lee, w 3D, które ostatnio obejrzałem, i którym się zachwyciłem. Zbyt łatwo unikam kina...

Nie miałem czego sfotografować, więc zrobiłem zdjęcie starych sprzętów audio, które wczoraj przywiozłem do Puław. Wzmacniacz Harman/Kardon, bardzo przeciętny, niepotrzebnie kupiony przez moją młodszą siostrę, oraz odtwarzacz CD firmy Sony, brzmiący sztucznie, daleko od analogowego brzmienia, ale za to mający bardzo przyjemną obsługę. Teraz przydałyby się siostrze jeszcze jakieś fajne, małe kolumny... ;)

Jutro wsiądę na rower i pojadę na oba cmentarze, niezależnie od pogody. Jeśli pogoda dopisze, pojadę dalej, do Dęblina. Jeśli w drugim tygodniu maja pogoda będzie dobra, będę chciał wreszcie pojechać do Kutna. Dzisiaj spędziłem przy laptopie godzinę na szukaniu noclegów w takich miastach jak Ciechanów, Szczytno i Giżycko, przez które będę przejeżdżał rowerem, najprawdopodobniej w czerwcu.

Gosia zaprasza mnie do siebie na noc ze środy na czwartek, po moim powrocie z Puław. Przyjąłem jej zaproszenie, więc w domu będę dopiero przed północą, w czwartek, po dyżurze. Pierwsze cztery dni maja spędzę w pracy. Zakochanie Gosi podobno nie przemija, zastanawiam sie jak mogę jej pomóc... Przecież jestem sobą, więc powinna się szybko odkochać. :P


2014.04.27 / Niedziela / 20:35 - Lidia tu była

Rano w firmie znalazłem to co zostało po Lidii... ;) Po krótkim i lekkim, sześciogodzinnym dyżurze udałem się do Puław. Przede mną dwa dni wolne, które miały być słoneczne i ciepłe, ale chyba takie nie będą... Nie szkodzi.


2014.04.26 / Sobota / 18:01 - Mieszkałbym na Lazurowej

Przejeżdżając dzisiaj o 6:00 rano obok bloku Gosi, zrobiłem zdjęcie ulicy Lazurowej, która w przyszłości ma być zmodernizowana. W Gosi nawet to jest dobre, że jej mieszkanie znajduje się przy mojej codziennej trasie do pracy, a przynajmniej przy jednej z możliwych tras, bo mam przecież kilka do wyboru. Mieszka tak blisko mnie, a w dodatku nie jest żadnym "słoikiem", tylko dziewczyną z Warszawy, co przecież zawsze uważałem za zaletę, jako nadęty Warszawiak. ;) Gosia to naprawdę dobra opcja, w zasadzie rewelacyjna, dlatego żałuję, że nadal nie jestem zakochany. Buu. :P

Pomyślałem ostatnio, że ja także nie jestem wcale tak marną opcją dla dziewczyny. Weźmy na przykład jedną z moich poważnych wad - brak własnego mieszkania spowodowany tym, że przez ostatnie osiem lat bardzo skutecznie trwoniłem wszystkie zarabiane przez siebie pieniądze, nie oszczędzając ani grosza. Owszem, pozornie jest to okropne, ale ta cecha przestaje mieć duże znaczenie, gdy trafiam na dziewczynę z własnym mieszkaniem. Można by powiedzieć, że głupi i rozrzutny Pan Michał nie ma prawa wprowadzać się do mieszkania pracowitej, rozsądnej dziewczyny, ale wolę patrzeć na to inaczej - jeśli owa dziewczyna wzięła kredyt na mieszkanie i będzie go spłacać przez najbliższe trzydzieści lat, to ja, jako jej partner, mieszkając u niej mogę wszystkie zarobione pieniądze przekazywać właśnie na spłatę kredytu. Jakaż to dla niej wygoda! Taki układ można nazwać całkiem uczciwym - mężczyzna oddaje kobiecie wszystkie zarobione przez siebie pieniądze. W zasadzie w moim domu panowała zawsze taka zasada, Tata zawsze oddawał swoją wypłatę Mamie, która skutecznie się z nią rozprawiała, napełniając nasze brzuszki różnymi pysznościami. ;)

Jak więc widać, nie jestem jeszcze stracony, muszę tylko trafić na kobietę tak idealną jak Gosia, tak we mnie zakochaną, gotową dla mnie zgłupieć. :P Koledzy z pracy, gdy dowiedzieli się, że zakochała się we mnie dziewczyna na poziomie, mająca dobrą sytuację materialną i życiową, od razu polecili mi związanie się z nią, bez żadnych namysłów, twierdząc, że miłość przyjdzie po ślubie. ;) Gdybym miał taką postawę jak oni, czy byłbym lepszym człowiekiem? Nadal uważam, że mój beznadziejny romantyzm jest jednak właściwy, że nie można pójść inną drogą niż tą wskazaną przez własne serce.

Po dyżurze, w drodze powrotnej do domu, mokłem przez półtorej godziny na rowerze. Tym sposobem zaliczyłem pierwszą w tym roku jazdę podczas intensywnego deszczu, zastanawiając się jak będzie wyglądało moje podróżowanie rowerem po Polsce i świecie, gdy trafię na kilka mokrych dni? Trudno, każdy podróżnik musi sobie z tym radzić. Jeśli ktoś nie wierzy, że kiedyś będę podróżował rowerem po Europie to... Nie wiem. To niech czyta mojego bloga i przekona się, że naprawdę tak się stanie. :P Yu-Hsing Chen zmotywowała mnie do tego, bym sięgał dalej, nie tylko myślami, ale także czynami.

Jutro po pracy jadę do Puław, dociążony wzmacniaczem stereo i odtwarzaczem płyt kompaktowych - dwoma nieudanymi zakupami mojej młodszej siostry. Posiedzę w Puławch do środy, wypocznę, odwiedzę groby, pojeżdżę na rowerze, jeśli pogoda dopisze... Będzie jak zwykle fajnie. Wciąż jednak ubolewam nad tym, że nie zakochałem się w Gosi. Dziewczyna chyba naprawdę coś do mnie poczuła, bo przecież inaczej nie byłoby tych łez... Ech. Cholera, tak naprawdę powinienem ją bardziej doceniać.

Moje serce jest nierozumne. ;) Całkowicie przestaje bić na widok krótkich włosów u dziewczyny. :P Nawet super tyłek i zgrabne nogi w pończochach nie pomagają. ;)


2014.04.25 / Piątek / 07:56 - Pracuję w piekle?

No proszę, nie wiedziałem, że pracuję w piekle! ;) Jakich to mądrych rzeczy się człowiek dowiaduje z książek... Sam planowałem taką książkę napisać, choć nigdy się za to nie zabrałem. Wsiadam na rower i jadę do piekła. Książkę będę mógł zrecenzować dopiero wtedy, gdy ją przeczytam, ale skoro napisał ją człowiek, który przepracował w branży zaledwie sześć miesięcy to o czym my tu w ogóle mówimy? Moim zdaniem po tak krótkim czasie nie miał on prawa jej napisać. Przecież dopiero po dwóch latach występuje u moderatora zanik empatii, zanik jakiegokolwiek współczucia i dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. ;) Ciekawe jakim człowiekiem będę po trzydziestu latach pracy w branży. Hmm. :P


2014.04.24 / Czwartek / 14:05 - Ciepło i zielono

Piękna pogoda, piękna zieleń, piękna Warszawa. Przejazd przez Bielany uzmysłowił mi jak wiele się zmieniło w dobrze mi znanych miejscach. Cieszy to co nowe, ale będę tęsknił za starą, dobrą Warszawą, jaką pamiętam z dzieciństwa.

Gosia się załamała, ale jest to zjawisko dosyć powszechne u zakochanych. Rzadkim zjawiskiem jest na pewno kobieta zakochana we mnie, więc chyba powinienem się cieszyć z tego, że na taką trafiłem, ale z czego tu się cieszyć, skoro moje serce pozostaje niewzruszone?

Rozchorowałem się, dopadło mnie przeziębienie, dlatego musiałem zrezygnować z noclegu u Gosi w mieszkaniu. Wyjaśniłem jej, że źle się czuję i będę musiał zostać w domu, ale Gosia nie przejęła się tym za bardzo, po prostu wyjaśniła mi, że bardzo chętnie przyjedzie na noc do mnie. Jak zapowiedziała, tak zrobiła, a ja ugościłem ją z uśmiechem na twarzy, przyjmując zakochaną kobietę w swoim łożu. Mieliśmy oglądać film, ale ponownie nic z tego nie wyszło, zajeliśmy sie czym innym, by wreszcie dwie godziny po północy pójść spać.

Po nocy spędzonej z zakochaną we mnie dziewczyną miałem jeszcze większą pewność, że ja nie jestem zakochany, a szansa na to, że jakimś cudem się zakocham spadła z pięciu procent do trzech. Gosia to dziewczyna dosyć wrażliwa, dlatego pobyt u mnie i to czego się tu dowiedziała mógł być dla niej dosyć trudnym doświadczeniem, ale cóż na to poradzę, takie jest życie. Ja kiedyś także cierpiałem z powodu tego, czy tamtego zakochania, ale obecnie jestem już uodporniony i mam nadzieję, że Gosia także znajdzie w sobie odporność na takie sytuacje. Trzeba być silnym człowiekiem, nawet jeśli ma się wrażliwe, romantyczne serce. :P

To naprawdę świetna dziewczyna, ale nie ma w niej tego, co mogłoby mnie przyciągać, tego co byłoby dla mnie jakimś uczuciowym punktem zaczepienia.


2014.04.22 / Wtorek / 16:12 - Tata nadal spaceruje po lesie

Po powrocie wypatrzyłem Tatę idącego drogą do lasu, dlatego dołączyłem do niego i razem się przeszliśmy. Towarzyszył nam Kajtek, który zawsze uwielbiał i nadal uwielbia chodzić na spacery po lesie. Dawno temu chodziliśmy po tutejszych szlakach całą rodziną, choć Mama raczej nigdy nie polubiła otaczającej nas puszczy. Tata oczywiście kocha las całym sercem i jest jego wielkim znawcą. Wspominam te nasze spacery z łezką w oku, wiedząc, że tamte czasy już nigdy nie powrócą. Najważniejsze, że Tata całkiem dobrze się czuje i całkiem zdrowo wygląda. Kajtek też jeszcze chyba nie wybiera się na tamten świat. Nawet ja odzyskałem ostatnio zdrowie, choć i tak twierdzę, że mam raka. :P

Powinienem spacerować już raczej ze swoją kobietą u boku, ze swoją własną rodziną, której jeszcze nie mam... A przecież mógłbym mieć.


2014.04.22 / Wtorek / 16:07 - Ride with me

Zdjęcia zrobiła mi młodsza siostra, natomiast starsza nadal zastanawia się czy jechać ze mną do Sójek. Bierze pod uwagę możliwość dostania się tam razem ze mną na rowerze, ale nie sądzę, by zrealizowała ten pomysł. Co najwyzej podjedzie do Kutna pociągiem, a stamtąd do Sójek autobusem numer 7, czyli pamiętną "siódemką".

Chudy jestem jak patyk, ale nie przeszkadza mi to w ogóle, a nawet pomaga w czasie jazdy na rowerze. Patrzenie na mnie jest dosyć nieprzyjemnym doświadczeniem, więc może powinienem się jutro pokazać Gosi całkiem nago, by się ostatecznie odkochała. ;) Najgorzej będzie, gdy ja się kiedyś w niej zakocham, gdy już nie będzie mnie chciała. To zresztą całkiem prawdopodobne, bo jako człowiek przekorny, robiący zawsze wszystko na odwrót, kocham tylko wtedy, gdy sam nie jestem kochany. ;) Dramat musi być... Nie tylko w oczach...

Idę zjeść jakiś smaczny, pożywny obiad. Oby nie rozbolał mnie po nim brzuch, bo funkcjonowanie bez bólu brzucha jest rewelacyjnym doświadczeniem. Zupełnie inaczej się wtedy jedzie na rowerze, tak normalnie.


2014.04.22 / Wtorek / 16:02 - Drobne problemy w rowerze

Dopatrzyłem się kilku drobnych problemów w swoim rowerze, na przykład stukania w suporcie, które zresztą pojawiało się w tym rowerze już wcześniej, albo omykania się łańcucha podczas ruszania ze zbyt wysokiego biegu. Nadal nie mam błotników, na wypadek opadów deszczu, ale zajmę się ich nabyciem już wkrótce. Sakwy spisują się dobrze, choć główną zaletą tylnej jest jej wygląd, nieco gorzej z jej funkcjonalnością. Przednie są świetne, ale ich metalowe haki trochę hałasują, gdy jedzie się po nierównym terenie. Tak czy siak poczułem już ducha wyprawy i chciałbym wyruszyć gdziekolwiek jak najszybciej. Niestety na wieczór przewidywane są opady deszczu. Najtrudniej będzie wyruszyć na Mazury tak, by całkowicie uniknąć opadów.


2014.04.22 / Wtorek / 15:57 - Próba sprzętu rowerowego

Mimo lekkiego przeziębienia wsiadłem założyłem obcisły strój, wypełniłem sakwy różnymi przypadkowymi przedmiotami, wsiadłem na rower i pojechałem na krótką, osiemnastokilometrową wycieczkę po okolicy. Ponownie odczułem, że jazda z wypełnionymi sakwami różni się od zwykłej, lekkiej jazdy bez żadnego obciążenia, ale szybko się do tego przyzwyczaiłem i w okolicach Zaborowa mknąłem już z odpowiednio dużą prędkością. Ciekawostką było to, że inni rowerzyści machali mi radośnie, gdy ich mijałem, myśląc zapewne, że jadę z bardzo daleka. :P Bardzo lubię tą całą rowerową społeczność, szkoda tylko, że nie mam nikogo z kim mógłbym wyruszyć w przyszłości za granicę. Cóż, może kiedyś znajdę kogoś chętnego, może namówię kolegę, choć najpierw sam muszę zaliczyć kilka krajowych wypraw. Mam nadzieję, że w maju uda się znaleźć ze trzy pogodne dni, podczas których będę mógł wreszcie odwiedzić Sójki.


2014.04.21 / Poniedziałek / 23:48 - Pan Michał nie do zdobycia

Gosia pod koniec spotkania stwierdziła, że jeszcze się zastanowi czy na pewno jest we mnie zakochana. Dzisiaj przysłała mi maila, w którym opisuje różnice między zakochaniem, a kochaniem kogoś. Dla mnie wszystko to jest zrozumiałe, ale uważam, że kochanie musi się czymś rozpocząć, nie może tak po prostu się pojawić po jakimś czasie, konieczny jest impuls, który można nazwać właśnie zakochaniem, impuls, który wszystko zapoczątkuje. Potrzebny jest silnik, który byłby odpowiednim napędem, bez niego nigdzie się nie zajedzie, a ja w tej chwili najzwyczajniej w świecie nie jestem w Gosi ani trochę zakochany, a szanse na to, że mógłbym się zakochać w przyszłości, oceniam na jakieś 5%. Po prostu w oczach Gosi nie widzę niczego co miałoby mnie przyciągać, nie widzę naszej wspólnej przyszłości, nie czuję przy niej tego, co czułem przy innych dziewczynach i nie pomoże tutaj żadna jej zaleta, a ma ich naprawdę mnóstwo.

Moje życie z Gosią byłoby dla mnie niezwykle wygodne, spełniłyby się moje marzenia, o których tyle opowiadałem swoim wcześniejszym dziewczynom. Pewnie byłbym w jakiś sposób szczęśliwy, ale nie czułbym w sercu tego co powinienem czuć. Miłość jest dla mnie bardzo ważna, jestem niezwykle uczuciowym facetem, ale w tym przypadku tej miłości po prostu we mnie nie ma. Nie ma zauroczenia, nie ma zachwytu, nie ma szybszego bicia serca.

Ze strony Gosi faktycznie coś jest, zdaje się być dosyć poważnie opętana przez uczucie, najwidoczniej naprawdę się jej spodobałem, ona prawdopodobnie czuje przy mnie to co ja powinienem czuć przy niej. Niestety, nie ma tego we mnie i nie sądzę, by kiedykolwiek miało się pojawić, bo niby jakim cudem? Nawet przy Marzence czułem w sercu coś więcej, niż przy Gosi, nie wspominajac już o innych dziewczynach, które po prostu kochalem, i które kocham do dziś. Pewnie zostaniemy z Gosią tylko przyjaciółmi, a mnie ominie naprawdę świetne życie u jej boku... Wyjaśniam, że Gosia jest praktycznie idealna, ma takie podejście do życia, które bardzo mi odpowiada, posiada wszystkie te cechy charakteru, których szukałem, ma bardzo fajną rodzinę, świetną córkę i rewelacyjne mieszkanie, w miejscu, które uwielbiam. I wszystko to na nic...

Przede mną dwa dni wolne. W środę wieczorem mam zawitać w mieszkaniu Gosi po raz kolejny, tym razem zostając tam na noc. W niedzielę po pracy pojadę do Puław, z których wrócę w środę. Nareszcie odwiedzę grób Mamy, a jeśli pogoda dopisze, także Dęblin, który podobno nieco się zmienił.

"Nigdy nie chciałbym należeć do klubu, który miałby za członka kogoś takiego jak ja.
Do tego sprowadzają się moje relacje z kobietami."

Woody Allen


2014.04.21 / Poniedziałek / 23:43 - Kolacja w mieszkaniu Gosi

Ból brzucha minął. W sobotę nadszedł kryzys, podczas którego myślałem, że będę musiał jechać do szpiala na ostry dyżur. Wziąłem wtedy lek na wzdęcia, który początkowo nie przyniósł żadnego efektu. Następnego dnia bólu już praktycznie w ogóle nie było, a ja zacząłem się na nowo cieszyć życiem. Dobrze jest odzyskiwać to co się straciło... Ogólnie jednak moje objawy są bardzo niepokojące.

Dwa dni świąteczne spędziłem w pracy, załapując się na bonusy. Jakkolwiek duże by one nie były to za kwiecień i tak zarobię bardzo mało, czym oczywiście prawie w ogóle się nie przejmuję. Postaram się zarobić więcej w maju...

W niedzielę, w drodze do pracy podjechałem pod blok, w którym mieszka Gosia i stojąc pod balkonem poznałem jej czteroletnią córeczkę, bardzo sympatyczną, bardzo wesołą, bystrą i zabawną. To kilkuminutowe spotkanie było niezwykle przyjemne, poczułem po nim, że Gosia nie jest tylko zwyczajną, samotną dziewczyną, ale ma swoją rodzinę, córeczkę, co dla mnie, człowieka bardzo ceniącego rodzinę, ma duże, pozytywne znaczenie.

W poniedziałek, po dyżurze, ponownie zjawiłem się pod blokiem, a nawet zostałem zaproszony do środka. Co prawda Gosia ma swoją teorię, mówiącą o tym, że jej córka nie powinna poznawać żadnego faceta-kolegi swojej mamy, dopóki mama nie będzie miała pewności, że ów facet będzie w przyszłości jej partnerem. Trudno, teoria pozostała tylko teorią, a w praktyce córka Gosi już zdążyła mnie troszeczkę polubić, jak mi się wydaje, tak samo jak zresztą ja polubiłem ją. W mieszkaniu zostałem poczęstowany kolacją, którą sobie "zamówiłem" - kanapkami z pasztetem i herbatą. Od córki Gosi dostałem w prezencie deserek - czekoladkę. ;) Najlepiej było się jednak dowiedzieć, że moja Mama tańczy teraz w niebie z Panem Bogiem i dwiema babciami Gosi. :P

Gosia zmieniła nieco fryzurę, idąc za moją radą i moim zdaniem wygląda teraz lepiej niż z poprzednim "irokezem". ;) Ogólnie widać, że Gosia robi wszystko, by mi się spodobać, co jest bardzo miłe i co oczywiście doceniam. Najważniejsze było poranne wyznanie Gosi, która stwierdziła, że się we mnie zakochała. Szybko doszła do takiego wniosku, bo przecież widzieliśmy się do tego czasu dopiero trzy razy. Najważniejsze, że ja nie mogę odpowiedzieć równie przyjemnym wyznaniem i nie sądzę, bym w przyszłości mógł to zrobić.

Dostałem zaproszenie od mamy Gosi na pogrzeb, który odbędzie się w środę. Po pogrzebie będzie miała miejsce stypa, na której poznałbym całą rodzinę, łącznie z byłym mężem Gosi, ale odrzuciłem to zaproszenie, gdyż nie czuję się na tyle zaangażowany, by tam iść. Poza tym nie miałbym nawet w co się ubrać. ;)

Po godzinie pożegnałem się z Gosią i wróciłem do domu, w którym ponownie dopadł mnie ból brzucha, w jednej chwili, tak potworny, że z trudem się rozebrałem i położyłem do łóżka. Na szczęście w chwili, gdy piszę te słowa, bólu znowu nie ma.


2014.04.20 / Niedziela / 07:33 - Gosia jako studentka

Wrzucam zdjęcie Gosi zrobione podobno w okresie jej studiów, przedstawiające ją z włosami-sprężynkami. :P Wygląda tu dużo lepiej niż obecnie, co nie jest tylko i wyłącznie zasługą młodości uwiecznionej na zdjęciu. Tak, wiem, jestem okropny, gdy piszę wszystko to co myślę, ale tak to widocznie już jest - albo pełna szczerość, albo niepełna, która nie jest wiele warta...

Oczywiście ja sam byłem, jestem i będę piękny, szczególnie moje krzywe zęby są śliczne. ;) Siwe włosy, których jest coraz mniej, także jedynie dodają mi uroku. :P Zaraz wsiadam na rower i jadę do pracy, na dyżur z bonusem. Jutro będę miał drugi taki dyżur, a następnie przez dwa dni będę wypoczywał. Zastanawiałem się, czy nie powinienem pojechać do Puław razem z siostrą, ale raczej tego nie zrobię, bo na jeden dzień nie za bardzo się opłaca. Pomyślę nad tym jeszcze... Ból brzucha dzisiaj jest troszkę mniejszy, ale do lekarza pewnie i tak będe musiał iść.

Gosia podobno jest mną zauroczona... Czy ktoś potrafi odpowiedzieć na pytanie - dlaczego? Przecież jestem wręcz niemiły... Niemiły poprzez szczerość. Na miejscu Gosi nie interesowałbym się kimś takim jak Pan Michał.


2014.04.18 / Piątek / 18:22 - Skarpetki Specialized

Do domu wróciłem rowerem przez swój ukochany WAT, czyli teren Wojskowej Akademii Technicznej. Niewiele się tam zmieniło, nadal jest tak jak za czasów moich licznych wagarów, które tam spędzałem. Aż mi się łezka w oku zakręciła, gdy ponownie to wszystko zobaczyłem... Dawne czasy...

W Izabelinie wstąpiłem do sklepu rowerowego, w którym kupiłem sobie rękawiczki Specialized na lato, gdyz poprzednie zniszczyła mi Mama podczas swojej choroby. Mama używała rękawiczek rowerowych do ochrony skóry dłoni przed twardymi rączkami kul, o których się poruszała. Te stare rękawiczki były czarno-czerwone, a nowe, droższe, wyższy model, są czarno-białe. W tym roku panuje moda na dużą ilość białego koloru w ubraniach rowerowych, co jest trochę niepraktyczne. Kupiłem sobie także skarpetki wiosenno-jesienne firmy Specialized, oraz dętkę, łatki, łyżki i smar do łańcucha. Nie wiem po co zrobiłem te zakupy, skoro i tak nie mam ochoty na żadne wycieczki, z powodu bólu brzucha. Ciężko mi było dojechać do domu i ból nadal się utrzymuje, już od 24 godzin.

We wtorek zapiszę się wreszcie do lekarza... Czuję się tak jakbym w żołądku miał ciężką kulę armatnią. Żołądek boli podczas kasłania i naciskania go ręką... Występuje u mnie także dziwne drżenie całego brzucha i pulsowanie różnych części ciała w jego okolicy. Tymczasem pogoda jest taka piękna, chciałbym wsiąść na rower i gdzieś pojechać, najlepiej ze starszą siostrą. Gdybym zgodnie z planami pojechał do Sójek, miałbym całkiem ładny wyjazd, choć musiałbym wracać pod dosyć silny wiatr wiejący prosto w twarz, który solidnie dałby mi w kość.

Gosia po przeczytaniu mojego maila wyjaśniła mi jak się zapatruje na to co o niej myślę, wyjaśniła mi czego oczekuje, opisując wszystko bardzo mądrymi słowami. Naprawdę mądra z niej dziewczyna, najmądrzejsza ze wszystkich jakie poznałem. Przysłała mi także swoje zdjęcia sprzed lat, na których ma długie włosy, w innym kolorze. Śmiem twierdzić, że na wszystkich tych zdjęciach wygląda po prostu bardzo ładnie, zupełnie inaczej niż obecnie. Chętnie zaprezentowałbym tu choć jedno takie zdjęcie, jeśli wyrazi na to zgodę. :P Póki co idę zwijać się w łóżku z bólu... :(


2014.04.18 / Piątek / 18:17 - Gosia weszła na drzewo

Dziewczynę poniosło. ;) Na zdjęciu widać mur z drutem kolczastym, którym kiedyś otoczone było całe osiedle. W dawnych czasach mieszkali na nim radzieccy budowniczowie Pałacu Kultury i Nauki. Zdaje się, że później mieszkała tam w akademiku moja ciocia, co oznacza także, że odwiedzała je także moja Mama. Niestety nie mogę już zapytać Mamy, czy naprawdę tam bywała i czy coś pamięta... Zapytam niebawem, gdy sam umrę na raka żołądka, lub jelit.

Mniej więcej po godzinie spędzonej na Osiedlu Przyjaźń pożegnaliśmy się, wyznaczając wstępnie czas kolejnego spotkania, tym razem u Gosi w mieszkaniu. Jej były mąż opiekuje się córeczką dwa razy w tygodniu, dzięki czemu Gosia ma trochę czasu dla siebie samej, lub dla mężczyzny, takiego jak ja. Zobaczę jeszcze jak będzie, póki co wykazuje się chęcią kolejnego spotkania, nie wiedząc jednak do czego to wszystko zmierza. Pewnie jak zwykle u mnie, do niczego. :P Może po prostu do przyjaźni?

Przy moim obecnym bólu brzucha wszystko i tak wydaje mi się mało ważne i krótkoterminowe... Zostanę na tym świecie jeszcze tylko chwilę i zniknę. :P

Zresztą, o czym my tutaj mówimy. Jestem tak chory, że nawet seksu nie mogę uprawiać. Wszystko w moim organizmie zaczęło się rozpadać na jesieni zeszłego roku, mniej więcej w listopadzie... Wcześniej moje życie było jednak piękne i zazwyczaj bezproblemowe. Teraz nie mam siły na nic...


2014.04.18 / Piątek / 18:15 - Gosia i Michał na ławeczce

Po kilkunastominutowym spacerze poczułem się zmęczony, postanowiłem więc usiąść i posiedzieć z Gosią na ławce. Osiedle Przyjaźń stało się od razu jednym z moich ulubionych miejsc w Warszawie, nie miałem pojęcia, że coś tak fajnego znajduje się dosłownie pod moim nosem. Szkoda, że podczas spotkania doskwierał mi ból brzucha, który skutecznie odbiera radość wszystkiemu co się robi. Posiedzieliśmy jednak na ławce, poprzytulaliśmy się i zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Nie wywołuje ono u mnie takiej radości jak inne moje zdjęcia z innymi dziewczynami, a ja zapewne nie jestem na nim tak radosny, jak na innych tego typu zdjęciach. To wszystko może po prostu oznaczać, że Gosia nie jest tą dziewczyną, której poszukiwałem, jako nieco dziecinny, ale mądry romantyk, który goni za prawdziwym zakochaniem. A może to tyko przez tę fryzure? ;) Już słyszałem, że Gosi jest w stanie zapuścić dla mnie włosy, choć sama lubi właśnie takie krótkie. :P Ogólnie jej zaangażowanie w znajomość ze mną jest bardzo duże, praktycznie idealne. Od razu jednak uprzedziła, że nie chciałaby być drugą Marzenką... Chyba powinienem stworzyć nowe określenie - syndrom Marzenki. ;) Ciekawe co u niej tak w ogóle...


2014.04.18 / Piątek / 18:15 - Gosia na starym placu zabaw

Na Osiedlu Przyjaźń od razu bardzo mi się spodobało, ma ono bowiem niezwykły klimat, przypominający mi Sójki z mojego dzieciństwa, albo osiedle Lotnisko w Dęblinie. Ma się wrażenie, że czas się tam zatrzymał, wszystkie domki są stare i zarazem bardzo ładne, całość otoczona jest piękną zielenią. Na początku udaliśmy się do domu rodzinnego Gosi, do którego weszliśmy, i w którym miałem przyjemność poznać tatę mojej towarzyszki. Szybko stwierdziłem, że jest to najfajniejszy ojciec jakiego poznałem, człowiek bardzo kulturalny, mądry, ciepły, ale też zabawny i radosny. Wysłuchałem opowieści o pożarze, który strawił połowę domu kilkanaście lat temu, dowiedziałem się, że jestem chudy i po kilkunastu minutach poszliśmy dalej. Nie chciałem poskakać na trampolinie stojącej przed domem, ponieważ od rana bolał mnie brzuch - mocniej niż dotychczas.

Zaraz po wyjściu z domu napotkaliśmy idącą na spacer z dziećmi siostrę Gosi. Gosia ma trzy siostry i każda z nich ma przynajmniej jedno dziecko, jest to więc duża, solidna rodzina przez duże R. ;) Poznałem więc tatę i siostrę, ale nie poznałem mamy, która znajdowała się gdzie indziej. Fajnie, miło, sympatycznie. Rodzina Gosi zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, a ja zawsze zwracam uwagę na rodzinę dziewczyny, którą poznaję.

Po kilku minutach doszliśmy na stary plac zabaw, bardzo podobny do placu zabaw z mojego dzieciństwa, znajdującego się przy mojej dawnej podstawówce. Świetnie było zobaczyć miejsca, w których Gosia spędziła swoje dzieciństwo. Wszystko to było dla mnie dosyć... Bliskie. Najwidoczniej podobnie postrzegamy świat.


2014.04.18 / Piątek / 18:07 - Z Gosią na Osiedlu Przyjaźń

Swój drugi dzień wolny mogłem spędzić z Gosią, dzięki temu, że zaprosiła mnie ona do Warszawy. Wyszła z pracy przed południem, ze względu na święto i dzięki temu o 12:00 rozpoczęła się nasza druga randka w Wola Parku, w którym dotychczas byłem tylko raz, z równie niską Ewcią. Na miejsce przyjechałem rowerem, choć pogoda z rana wydawała się być dosyć kiepska. Na miejscu jednak rozpogodziło się, znikły chmury i zaczęło być po prostu rewelacyjnie.

W Wola Parku najpierw wstąpiliśmy do sklepu Triumph z bielizną, w którym Gosia postanowiłą zrobić większe zapasy. Zdaje się, że miałem pełnić rolę doradzy, ale ostatecznie czekałem przed wejściem do sklepu, gdy Gosia przymierzała staniki i majtki różnego rodzaju. Gdy po kilkunastu minutach wyszła z przymierzalni i zabrała wybrane rzeczy do kasy, okazało się, że zapłaci za nie więcej niż ja wydałem na bieliznę przez całe swoje życie! Wystarczyłoby dołożyć trochę więcej, by mieć całkiem fajny, markowy rower, taki jak ten, który służy mi dobrze od ośmiu lat. :P

Ze sklepu z bielizną poszliśmy do sklepu z ubraniami, w którym doradziłem Gosi, którą miniówkę powinna wybrać, ładując się razem z nią do przymierzalni. Na koniec wizyty w tym handlowym kolosie poszliśmy do Auchan, w którym Gosia kupiła wszystko to co mogłaby kupić szybko i sprawnie w małym osiedlowym sklepiku. Spędziliśmy w tym wielkim hipermarkecie jakies 30 minut, po to by włożyc do koszyka kilka produktów i zapłacić za nie przy kasie. Osobiście bardzo nie lubię hipermarketów i staram się ich unikać.

Rower zostawiłem pod Wola Parkiem, a sam pojechałem z Gosią jej samochodem na pobliskie Osiedle Przyjaźń, którego dotychczas nie znałem. Mijałem je tylko w drodze do pracy, widząc parę kolorowych, niskich domków, takich jak te z powyższego zdjęcia. Gosia całe swoje dzieciństwo spędziła na tym osiedlu, tutaj bowiem mieszkali, i nadal mieszkają, jej rodzice.


2014.04.17 / Czwartek / 22:13 - Michał gra Für Elise

Najfajniejsza aplikacja na tablet! Nauczyłem się grać "Für Elise" Beethovena i zapragnąłem zostać pianistą! Młodszej siostrze także bardzo spodobało się granie na wirtualnym pianinie? Może mamy talent? Ja na pewno mam odpowiednio długie palce. :P Od razu sprawdziliśmy ile trzeba wydać na keyboard - około 2000 złotych. Na prawdziwe pianino około 5000 złotych, ale o kupnie prawdziwego nie myslimy.

Zresztą, tak naprawdę zagranie "Für Elise" jest dziecinnie proste, po kilku minutach każdy by umiał. Oczywiście mam tu na myśli początek utworu. :P Zapewne nawet gdybym miał prawdziwe pianinu, lub keyboard, nie grałbym na nim odpowiednio często, bo jestem zbyt leniwym człowiekiem. ;)

Tabletem nadal się zachwycam i zauważam, że potrafi on skuteczniej integrować ludzi niż zwykły komputer. Tablet jest jakby bliższy człowiekowi, wchodzi się z nim w taki... Intymny kontakt. Kontakt z tabletem jest bardziej namacalny niż z komputerem, co jest oczywiście zasługą ekranu dotykowego. Ekran dotykowy to moim zdaniem jeden z najważniejszych wynalazków rozpowszechnionych w ostatnich latach.

Stęskniłem sie już za Gosią i jutro znowu się widzimy, na zakupach w Forcie Wola. :)


2014.04.17 / Czwartek / 17:25 - Zdjęcie profilowe Gosi

Ludzie często ustawiają sobie zdjęcia robione przeze mnie jako swoje profilowe, na Facebooku i innych diabłach. ;) Gosia tak zrobiła z tym zdjęciem, które podobno dobrze ukazuje cechy jej charakteru. Zdjęcia dobrze ukazuje także fryzurę Gosi, którą mogę tylko i wyłącznie krytykować, dosłownie za wszystko. :P Taka fryzura może się spodobać najwyżej jakiejś lesbijce, natomiast każdy normalny mężczyzna powinien się czuć w obowiązku skrytykowania jej pod każdym możliwym względem. Kobiety! Opamiętajcie się! Nie obcinajcie włosów! :P Na starym zdjęciu, z długimi, kręconymi włosami, Gosia dużo, dużo lepiej, po prostu ładnie! :)


2014.04.17 / Czwartek / 13:32 - Mysz też człowiek

Żyje sobie taka myszka w lesie i martwi się o swoją przyszłość... W lesie także było pięknie tego dnia. Jeszcze nie wykluły się komary, jeszcze nas nie terroryzują, można więc swobodnie iść na spacer po puszczy. Jeśli ktoś ma zamiar to zrobić, niech pamięta, że ma czas tylko do maja. Od maja zacznie się horror, jak zwykle. Resztę swojego wolnego dnia spędziłem w domu, robiąc to i owo, oglądając bardzo dobry film Sydneya Pollacka pod tytułem "Czyż nie dobja się koni?", oraz tęskniąc nieco za Gosią. Miło jest ją mieć obok siebie, fajnie się z nią rozmawia i zajmuje niewiele miejsca w łóżku. ;)


2014.04.17 / Czwartek / 13:23 - Skwer ks. Jerzego Popiełuszki

Jedno z moich ulubionych miejsc w Warszawie. Podczas powrotu rowerem do domu nadkładam niekiedy kilkaset metrów tylko po to, by tędy przejechać. Podczas spaceru minąłem się tutaj z dziewczyną, której chętnie zrobiłbym zdjęcie, ale powstrzymałem się przed składaniem jej takiej propozycji, pamiętając o Gosi. Miałem w tym roku założyć fotobloga ze zdjęciami pięknych dziewczyn, które fotografowałbym na ulicy, i które wyraziłyby zgodę na umieszczenie ich wizerunku w Internecie. Póki co jeszcze nie rozpocząłem realizacji swojego planu i być może nigdy tego nie zrobię. Czasami mam zwyczajnie dość tego, że piękne dziewczyny często okazują się być po prostu puste i głupie. Są tylko efektowną powłoką, kryjącą dosyć okropną zawartość.

Oczywiście są i wyjątki, dosyć liczne zresztą. Piękno idzie u takich w parze z innymi wartościami, ale najczęściej są one od dawien dawna zajęte...


2014.04.17 / Czwartek / 13:20 - Wiosna zamieszkała w Warszawie

Wciąż jeden z moich ulubionych wieżowców. W innych miastach w ogóle nie ma takich budynków, choćby w Siedlcach, Toruniu, Krakowie, czy Lublinie. We Wrocławiu stoi taki jeden, wyższy nawet od każdego warszawskiego wieżowca. To dlatego wszystkie inne miasta wydają mi się w ogóle nie być prawdziwymi miastami. Jako nadęty warszawiak patrzę na wszystkich innych z góry, nie zważając na to, że warszawiakiem w ogóle nie jestem. ;)

Nie tylko opowiedziałem Gosi o swoich byłych dziewczynach, ale pokazałem je jej na tych swoich nieszczęsnych "teledyskach". Po jakimś czasie napisałem jej także, że nie mogę opisywać jej przymiotnikiem "piękna", który zarezerwowałem dla innych dziewczyn. Chciała bym był przede wszystkim szczery, więc jestem. W zasadzie ja zawsze taki jestem.... Szczery, dosyć podły, dosyć bezwzględny. Taka zwykła pusta menda ze mnie, ale szczera przynajmniej. :P

Gosia podchodzi do tego wszystkiego z zadziwiającą mnie mądrością. Spodziewałem się reakcji typowej dla wszystkich innych kobiet, ale Gosia widocznie nie jest taka jak wszystkie inne... Aż mi jest głupio, jak przystało na głupka. :P Nie, bez przesady... Wcale nie jestem głupkiem.


2014.04.17 / Czwartek / 13:18 - Warsaw Trade Tower

Wciąż jeden z moich ulubionych wieżowców. W innych miastach w ogóle nie ma takich budynków, choćby w Siedlcach, Toruniu, Krakowie, czy Lublinie. We Wrocławiu stoi taki jeden, wyższy nawet od każdego warszawskiego wieżowca. To dlatego wszystkie inne miasta wydają mi się w ogóle nie być prawdziwymi miastami. Jako nadęty warszawiak patrzę na wszystkich innych z góry, nie zważając na to, że warszawiakiem w ogóle nie jestem. ;)

Nie tylko opowiedziałem Gosi o swoich byłych dziewczynach, ale pokazałem je jej na tych swoich nieszczęsnych "teledyskach". Po jakimś czasie napisałem jej także, że nie mogę opisywać jej przymiotnikiem "piękna", który zarezerwowałem dla innych dziewczyn. Chciała bym był przede wszystkim szczery, więc jestem. W zasadzie ja zawsze taki jestem.... Szczery, dosyć podły, dosyć bezwzględny. Taka zwykła pusta menda ze mnie, ale szczera przynajmniej. :P

Gosia podchodzi do tego wszystkiego z zadziwiającą mnie mądrością. Spodziewałem się reakcji typowej dla wszystkich innych kobiet, ale Gosia widocznie nie jest taka jak wszystkie inne... Aż mi jest głupio, jak przystało na głupka. :P Nie, bez przesady... Wcale nie jestem głupkiem.


2014.04.17 / Czwartek / 13:14 - Tu powstaje Warsaw Spire

Budynek IPN'u, niewidoczny na tym zdjęciu, ale obecnie już opuszczony, będzie wyburzony. Tuż obok powstaje już Warsaw Spire - kolejny wielki, efektowny biurowiec. Okolice mojej dawnej firmy zmieniają się, wkrótce zakończy się budowa stacji metra i ta cześć Woli będzie bardziej cywilizowana, niż za moich czasów.

Pogoda tego ranka była piękna, więc trochę żałowałem, że nie wyruszyłem do Sójek, zgodnie ze swoimi wcześniejszymi planami. Nadal jednak byłem nieco przeziębiony, więc może dobrze, że zostałem na miejscu. Po spotkaniu z Gosią byłem uśmiechnięty, ale nie czułem ani zauroczenia, ani tym bardziej zakochania, które przepełniałoby mnie tą jedyną w swoim rodzaju dawką energii, która potrfi sprawić, że zupełnie inaczej patrzymy na świat. Wiedziałem, że poznałem jedną z najlepszych dziewczyn w swoim życiu, bardzo wartościową, której można zaufać, ale wiedziałem też, że zakochanie pewnie nigdy nie nadejdzie, tak jak kiedyś w przypadku Marzenki.

Rozmyślając o tym wszystkim ruszyłem pieszo przez Ochotę w kierunku Muranowa. Miałem ze sobą lustrzankę, więc robiłem zdjęcia, mijając ludzi idących do pracy. Cieszyłem się tym, że rozpoczęły się moje trzy dni wolne i tym, że poznałem fajną dziewczynę. Dobre, wartościowe kobiety naprawdę istnieją i w dodatku mogą być mną zainteresowane! Tylko gdzie jest mego serca mocne bicie?


2014.04.17 / Czwartek / 12:30 - Poranek z Gosią

Gosia zdziera, Michał pomaga, robiąc zdjęcia. ;) Obudziliśmy się po pięciu godzinach snu. Rozpoczęły się moje trzy dni wolne, ale Gosia musiała jechać do pracy na godzinę 8:00. Tak w ogóle to dowiedziałem się, że Gosia wcale nie jest panią leśnik, wcale nie ukończyła SGGW, tylko jest polonistką po filologii polskiej na UKSW. Moje wcześniejsze informacje na temat jej wykształcenia były więc efektem pomyłki - źle spojrzałem na pewną stronę internetową z jej profilem. :P

Nie jedliśmy nic na śniadanie, zapakowaliśmy tyłki do samochodu Gosi i ruszyliśmy razem do Warszawy. Najpierw wpadliśmy na chwilę do nowego mieszkania Gosi, które kupiła niedawno, zaciągając kredyt, który będzie spłacać przez najbliższe trzydzieści lat. Mieszkanie znajduje się na Jelonkach, które są częścią Bemowa, przy jednej z ulic, którą znam bardzo dobrze, bo setki razy jeździłem nią do pracy. Wszystko na miejscu bardzo mi się spodobało, a sam poczułem się trochę jak leniwy nędzarz, który nigdy do niczego nie dojdzie, dowiadując się, że Gosia zarabia co najmniej trzy razy więcej ode mnie. Strasznie pracowita i ambitna z niej dziewczyna, czym oczywiście bardzo mi imponuje.

W mieszkaniu nie było czteroletniej córeczki, ponieważ znajdowała się już w przedszkolu, odwieziona tam przez swojego tatę, czyli byłego męża Gosi, który oczywiście mieszka gdzie indziej. Z Jelonek pojechaliśmy na Ochotę, której dotychczas dobrze nie znałem, ale która poznałem jeżdżąc tam razem z Mają na jej uczelnię. Gosia pracuje niedaleko uczelni, na której tak często bywałem przez ostatnie pół roku, w budynku, w którym byłem już w wieku ośmiu lat, razem z Tatą. Pożegnaliśmy się, ustaliliśmy termin kolejnego spotkania i tak zakończyła się nasza pierwsza, dwudniowa randka. Gosia poszła do pracy, a ja ruszyłem na spacer, nie zważając na ból prawej stopy, utrzymujący się od czasu mojej wizyty w Toruniu.


2014.04.17 / Czwartek / 06:38 - Noc z Gosią

Na Gosię poczekałem chwilkę w pobliżu ratusza dzielnicy Bemowo, gdzie kilka minut przed czasem zjawiła się swoim samochodem. Wsiadłem, przywitałem się i zaczeliśmy się poznawać. Stwierdziłem, że jestem głodny, bo prawie przez cały dzień nic nie jadłem, dlatego po drodze wstąpiliśmy do Mc Donalda na Bielanach. Posiliłem sie szybko razem z Gosią i ruszyliśmy dalej, do mojej mrocznej puszczy. Przez las musieliśmy przejechać osobno, ja swoim samochodem, który zostawiłem w Truskawiu, a Gosia swoim. W domu szybko położyliśmy się do łóżka, by teoretycznie obejrzeć film Allena. W praktyce skupiliśmy się na rozmawianiu, a po pewnym czasie także na przytulaniu. Od razu zaznaczam, że do żadnego seksu nie doszło, żeby nie było niezdrowych domysłów. :P Jesteśmy kulturalnymi ludźmi, poznawaliśmy się tylko, a po jakichś trzech godzinach po prostu poszliśmy spać. Szybko stwierdziłem, że Gosia ma świetne nogi, natomiast ogół jej obecnej urody oceniłem tak jak wcześniej, jako dosyć przeciętny, co jest przede wszystkim efektem nieszczęsnej fryzury. :P Zadziwiające było to jak szybko Gosia opowiedziała mi o różnych ważnych dla siebie, dosyć intymnych sprawach, co zresztą uznałem to za jej dużą zaletę. W sumie dopatrzyłem się w tej malutkiej dziewczynie ogromnej ilości zalet, których długo szukałem u wielu innych kobiet, z różnymi skutkami.

Oczywiście cała ta sytuacja było dosyć dziwna - pierwsza randka w łóżku nie jest raczej standardowym zachowaniem normalnych, cywilizowanych ludzi. Ja jednak lubię wszystko to co dziwne i nietypowe, a Gosia zaimponowała tym, że nie uznała mnie za zboczeńca i wariata, choć przecież nim jestem. :P To znaczy wariatem, a nie zboczeńcem. ;)


2014.04.16 / Środa / 19:17 - Skrzyżowanie

Siedząc w pracy wymieniałem się wiadomościami z Gosią i nagle, tak po prostu, zaprosiłem ją do swojego domu, choć przecież jeszcze nie poznaliśmy się na żywo. Chciałem przekonać się czy jest tak spontaniczną osobą jak ja i okazało się, że jest chyba nawet jeszcze bardziej spontaniczna ode mnie. ;) Gosia przyjęła zaproszenie, a ja dowiedziawszy się, że po pracy musiałbym poczekać trzy godziny na spotkanie w Warszawie zacząłem się trochę wahać, bo byłem dosyć mocno zmęczony. W końcu jednak podjąłem decyzję, że o godzinie 20:00 będę w wyznaczonym miejscu obok ratusza na Bemowie, spod którego pojedziemy razem samochodem Gosi do mojego domu.

Wyszedłem z pracy o 17:00 i okazało się, że koleżanka-blondynka także skończyła o tej porze dyżur. Powiedziałem jej, że mam za trzy godziny spotkanie z pewną dziewczyną, a ona zaproponowała bym przeszedł się z nią do jej mieszkania i tam poczekał, skoro nie mam gdzie się podziać. Na początku miałem ją tylko odprowdzić do Dworca Centralnego, ale tak się jakoś zgadaliśmy, że doszedłem z nią na skrzyżowanie Al. Solidarności z Al. Jana Pawła II, gdzie znajduje się jej mieszkanie, nad kinem Femina. Posiedziałem półtorej godziny, posłuchałem wszystkiego co koleżanka miała do powiedzenia, a miała do powiedzenia bardzo dużo, bo jest zdecydowanie gadatliwa, a raczej rozmowna. Stwierdziłem, że w sumie ma ona dosyć ciężkie życie, że ma sporo różnego rodzaju problemów, w tym problemy zdrowotne, na tle nerwowym. Jest jej tym ciężej, że nie ma faceta, co dla przyjezdnej dziewczyny, a jest ona ze Starachowic, może być faktycznie dosyć dużym utrudnieniem. Powiedziałem o swoich bólach brzucha, które pojawiły się jakiś miesiąc temu, na co odparła, że miała kolege Wietnamczyka, dwudziesto-pięcio-letniego, z którym wynajmowała mieszkanie i on także skarżył się na bóle brzucha, a później okazało się, że ma raka jelita. Uświadomiłem sobie, że niebawem umrę... :(

Na koniec do koleżanki przyszła klientka od tipsów, a ja udałem się na tramwaj, który zawiózł mnie pod ratusz na Bemowie, gdzie miałem poznać dobrze się zapowiadającą Gosię. :)


2014.04.15 / Wtorek / 21:08 - Gosia wkracza na scenę

Ostatnio najczęściej słucham Doroty Masłowskiej. Dziękuję Jackowi za wskazanie mi jej płyty. Niezwykły powiew świeżości na polskim rynku, moim zdaniem.

Dzisiaj musiałem odwołać rezerwację hotelu w Sójkach, ponieważ od wczoraj jestem przeziębiony. Mój wyjazd rowerowy został więc anulowany, co wydaje się być raczej rozsądnym pomysłem, jeśli weźmie się pod uwagę obecną sytuację pogodową Myślę, że Sójki odwiedzę w maju, jeśli będę wtedy jeszcze normalnie funkcjonował. Moje różnego rodzaju bóle utrudniają mi ostatnio życie i sprawiają, że jestem bardzo zaniepokojony. Oczywiście do lekarza jeszcze nie idę, sam nie wiem czemu... Pewnie przez ten niepokój właśnie. ;)

Do pracy pojechałem dzisiaj autobusem i wytrzymałem na dyżurze tylko sześć godzin, nie wyrabiając się w żadnej godzinie z ilością smsów. Po tym czasie poprosiłem o to, by puszczono mnie do domu. W autobusie i w metrze testowałem tablet, który w tych warunkach także spisuje się doskonale. Czas z tabletem w ręku tak szybko mija... Może nawet za szybko?

Po dyżurze poszedłem do salonu Plusa, w którym chciałem przedłużyć umowę. Zapoznałem się z obecnym cennikiem, obowiązującym dopiero od kilku dni i zauważyłem, że Plus nie oferuje już nielimitowanego dostępu do YouTube, wycofał się z tej możliwości, być może dlatego, że ludzie oglądający YouTube zbyt mocno przeciążali sieć. Uznałem, że jeszcze się zastanowię, czy na pewno chcę przedłużąc umowę w Plusie, czy może jednak przeniosę się do Play lub T-Mobile, które mają o wiele ciekawsze oferty cenowe. Za te same pieniądze miałbym dużo razy więcej gigabajtów na miesiąc.

W pracy nadal kręci się koło mnie koleżanka-blondynka, która zresztą jest całkiem sympatyczna, dzięki której dowiedziałem się na przykład, że istnieje coś takiego jak maszyna do robienia tipsów. Hmm... Ona robi tipsy za pieniądze. Koleżanka namawia mnie na jakikolwiek wspólny wyjazd, dokądkolwiek, a dzisiaj chciała bym poczekał aż skończy dyżur i napił się z nią kawy w jej mieszkaniu. Co więcej, zaproponowała żebym zrobił jej kiedyś naga sesję zdjęciową. Cholerka, ciężko odmówić, wziąwszy pod uwagę jej cielesność... Powinienem przecież rozwijać swoje zdolności. ;) Pomyślę o tym.

Najważniejsza jednak obecnie jest Gosia, o której już zdążyłem tutaj napisać, że wygląda dosyć przeciętnie. Zmieniam zdanie - przeciętnie wygląda tylko na swoim zdjęciu z Sympatii.pl, ponieważ na wszystkich innych wygląda zdecydowanie interesująco. Jest troszkę podobna do Kasi z firmy, tylko ma 150 centymetrów wzrostu, co oczywiście bardzo mi się podoba. Najbardziej jednak podoba mi się to co Gosia pisze, to co Gosia myśli, a jest osobą niezwykle ciekawą i bardzo mądrą. Posiada mnóstwo cech, które bardzo chętnie widziałbym u swojej partnerki, jak choćby duże przywiązanie do rodziny. Dowiedziałem się, że ukończyła leśnictwo na SGGW, tak samo jak mój Tata, a jej dziadek był na SGGW wykładowcą i w połowie lat sześćdziesiątych uczył mojego Tatę, a nawet oblał go na egzaminie. Tata pamięta go dobrze, opowiedział mi dzisiaj o nim, twierdząc, że był to bardzo solidny człowiek. Oprócz tego, że Gosia jest leśnikiem, jest także znawczynią języka polskiego, pracuje w swoim zawodzie, który zdobyła po ukończeniu filologii polskiej. Nareszcie jakaś dziewczyna, której nie musze wytykać błędów ortograficznych i gramatycznych. Miała męża, ale postanowiła wziąć z nim rozwód, a był to człowiek dosyć najwidoczniej nieco dziwny, ponieważ mimo trzydziestki na karku nigdy w życiu nie pracował. Podobno dobry był z niego facet, ale ich drogi się rozeszły, nadal jednak łączy ich czteroletnia córka - Kasia, rzucająca bardzo fajnymi tekstami. Mąż Gosi jest podobny do mnie, co zresztą Gosia dzisiaj sama zauważyła.

Cała ta sytuacja jest ogólnie bardzo interesująca i chętnie poznam Gosię jak najszybciej. Chciała ona spotkać się ze mną już jutro, ale jestem przeziębiony i nie chcę jej zarazić, a poza tym właśnie dzisiaj zmarła babcia Gosi. Spotkamy się więc w innym terminie...

Cholera, szkoda, że tak marnie się czuję. Mój obecny stan zdrowia nie pozwala mi nawet spełniać się w roli mężczyzny, gdyż różnego rodzaju dolegliwości dosięgły także mojej... Męskości. Może to już koniec seksu w moim życiu? Może to już koniec mojego życia?

Dzisiaj w nocy sniła mi się Maja, która miała już śliczną córeczkę. We śnie bardzo żałowałem tego, że rozstałem się z Mają i nie jest to nasze wspólne dziecko. Maja jednak wybaczyła mi, przytuliła mnie mocno i znowu poczułem się tak jak wtedy, gdy była obok mnie w rzeczywistości. Poczułem się kochany. Później zadzwonił budzik i przerwał sen w tym interesującym i pięknym momencie... We śnie był pociąg metra, do którego ja nie wsiadłem, a później czekałem na przyjazd kolejnego, lecz on nigdy już nie nadjechał. Nie wiem czemu, ale wiedziałem, że ten pociąg symbolizuje rodzinę i związek, dziecko i małżeństwo, które uciekło mi sprzed nosa...

Ciekawe jak będzie wyglądać dalszy rozwój wydarzeń z Gosią. Obecnie jest to najbardziej interesujący mnie punkt mojego życia, śmiem stwierdzić, że jeszcze żadna dziewczyna się mną tak nie interesowała. Chyba jako jedyna ever z całej Sympatii dodała mnie do tak zwanych ulubionych. Bardzo konkretna, bardzo ciepła i zarazem bardzo ciekawa babka. Będę się musiał nauczyć akceptować jej krótkie włosy. ;) Albo kupię jej perukę. ;)


2014.04.14 / Poniedziałek / 01:16 - Rower czeka cierpliwie

Drugi raz pojechałem do Warszawy czarnym rowerem, ale od jutra, a raczej od dzisiaj, bo jest już 1:00 w nocy, znowu zacznę jeździć czerwonym. Wyjazd do Kutna już w czwartek, a ja jestem do niego dosyć marnie przygotowany, dopiero dzisiaj tak naprawdę zapoznałem się z konkretną trasą, nadal nie mam zapasowej dętki, pompki, a rower nie jest jeszcze dokładnie wyregulowany i nie ma założonych sakw. Codziennie pracuję, więc nie bardzo mam czas, by się tym wszystkim zająć.

Koleżanka-blondynka już raczej dała mi spokój i nie będę musiał iść z nią na pizzę, natomiast pod koniec dyżuru ponownie miałem kontakt wzrokowo werbalny z Lidią, moje serce ponownie zaczeło mocno bić, dłonie zaczeły mi się trząść i nawet na chwilę zgubiłem swoją firmową kartę magnetyczną... Ach, brakuje mi takich wariactw w mojej głowie i w moim sercu. Nawet Yu-Hsing tak na mnie nie działała. :P Szkoda, że Lidia nie chciała ze mną jechać do Torunia. :P No ale wtedy nie poznałbym Yu-Hsing.

Po pracy musiałem poczekac dwie godziny na przyjaciółkę Ewę, pojechałem do Mc Donalda, w którym zjadłem jakiegoś dziwnego burgera, New York cośtam, kosztującego niemal 12 złotych, ale nie mającego żadnego charakterystycznego smaku. Zdecydowanie mało udany produkt Mc Donalda.

Z Ewą spotkałem się na Młocinach i w końcu naprawdę dostałem od niej pierwszą ratę spłaty długu! Zostało jej do spłacenia jeszcze dziewięćset złotych. :P Cóż, w roku 2009, gdy pożyczałem jej te pieniądze, za tysiąc złotych można było kupić więcej niż dziś. Posiedzieliśmy na ławce, pokazałem jej na tablecie teledyski z moimi byłymi dziewczynami i wróciłem do puszczy autobusem, wchodząc do niego z rowerem.

Tabletem zachwycam się coraz bardziej, jest to niezwykłe urządzenie, dzięki niemu naprawdę czuję, że jest już rok 2014, że nadeszła przyszłość i stała się teraźniejszością, nowoczesność stała się faktem. Bardzo efektowne i bardzo dobrze wykonane urządzenie.

Na Sympatii zauroczyła się mną pewna 31 letnia rozwódka, matka kilkuletniej córeczki, mieszkająca na Bemowie, czyli w bliskiej mi cześci Warszawy. Nie pamiętam jak ma na imię, ale pamiętam, że ma 150 centymetrów wzrostu i jest bardzo mądra. Jej gust filmowy jest rewelacyjny, a i z muzycznym jest nienajgorzej. Podoba mi się także wiele innych cech, których u wielu innych dziewczyn można szukać na próżno. W ostatniej wiadomości napisała mi, że bardzo fajnie jej się ze mną rozmawia. Miło, tylko szkoda, że pod względem wyglądu jest jak na mój gust po prostu przeciętna, szczególnie, że ma krótkie włosy, tak samo jak niegdyś Maja. Krótkie włosy psują dziewczynie urodę niemal zawsze... Nie rozumiem po cholere one sobie je obcinają. :P

Ach, taka Lidia jest jednak piękną dziewczyną... Dzisiaj sobie to przypomniałem. No cóż, idę zjeść coś na kolację, godzina 1:15 jest odpowiednią porą na kanapki z żółtym serem i pysznym kakao. Życzę sobie samemu dobrej nocy. Brzuch nadal mnie boli, to straszne.


2014.04.12 / Sobota / 19:25 - Co zrobiono z naszą drogą?

Zmodernizowano naszą drogę w lesie, naszą ulicę Borzęcińską, wysypując na nią kamienie. Nie wiem jak się teraz jedzie po niej samochodem, ale rowerem nie jest zbyt przyjemnie. Na szczęście takie kamienie wysypano tyko w odcinku drogi zwanej przez nas gąszczem, czyli tam, gdzie są największe bagna i zarazem najmniejsze drzewa.

Powróciłem do domu, zjem ziemniaki odsmażane z mlekiem. Młodsza siostra po raz drugi w życiu zrobiła kotlety mielone, ale podobno wyszły zbyt słone. Wcześniejszym też coś dolegało, aż bałem się próbować... Warto wspomnieć, że kilka dni temu pierwszy raz w życiu sam rozbiłem jajko! Tym sposobem mogłem sobie zrobić pyszną jajecznicę z dwóch jajek. Jestem z siebie bardzo dumny. :P Siostra nagrała nawet całe zajście aparatem.

Yu-Hsing wrzuciła na Facebooka zdjęcia zrobione wczoraj ze swoją tajską przyjaciółką w Warszawie, w Łazienkach, na Starym Mieście i w kilku innych miejscach. Jej przyjaciółka Yu-Wen Hsiao także jest piękną, delikatną a zarazem przebojową dziewczyną. Cholera, wszystkie one wyglądają świetnie, są niskimi brunetkami o czarnych, lub piwnych oczach i kącikach ust skierowanych w dół.

Wyjaśniło się kto do mnie wczoraj dzwonił, gdy nie rozpoznałem głosu. Była to moja przyjaciółka Ewa, która nadal jest mi winna 1000 złotych, ale podobno jutro mamy się spotkąc i mam otrzymać w końcu od niej pierwszą ratę - 100 złotych. Mam nadzieję, że tym razem jest to prawda... :P

Z tydzień święta wielkanocne. Przydałoby się wkrótce pojechać do Puław... Na grobie Mamy byłem ostatnio w grudniu.


2014.04.12 / Sobota / 19:20 - Wiosna zaczyna się robić zielona

Zieleń powoli wychodzi, wymarzony czas na podróż rowerową. Powyższe zdjęcie zrobiłem podczas powrotu do domu przez Izabelin południowy, czy jak się on nazywa. Dawno już tamtędy nie jechałem rowerem, a w dzieciństwie bywałem w tym miejscu bardzo często, także ze starszą siostrą. Fajnie się z nią jeździło w dzieciństwie po okolicy.

Tak jak przypuszczałem, w pracy zabrała się za mnie koleżanka, która zrezygnowała ze spotkania z polecanym jej przeze mnie Łukaszem. Jest blondynką, do tego dosyć typową, więc nie biorę jej pod uwagę jako ewentualej dziewczyny do randkowania, całkowicie się od siebie różnimy, jest jakby z innego świata, który w ogóle mnie nie interesuje, ale muszę przyznać, że ma świetne ciało i całkiem ładną twarz. :P Podczas dzisiejszego dyżuru otrzymałem od niej między innymi zaproszenie pod prysznic, zaproszenie do jej pokoju na noc, a także zaproszenie na jakąś imprezę dla singlii. Dowiedziałem się także o tym, że ostatnio przeprowadza zabiegi laserowej depilacji różnych ciekawych miejsc na swoim ciele. Hmm... Od razu dałem jej do zrozumienia, że jedyne co mogę z nią zrobić to pójść na koleżański spacer, lub na koleżeńską pizzę. Mieliśmy się nawet na nią wybrać po pracy, ale ona została godzinę dłużej, a mi nie chciało się czekać. Może innym razem...


2014.04.12 / Sobota / 19:14 - Poranne, zimne dojazdy do pracy

Dzisiaj rano mój licznik rowerowy wskazywał ujemną temperaturę, ale im bliżej byłem Warszawy, tym szybciej temperatura zaczynała rosnąć. Ostatnio sporo jeżdżę na rowerze, po 50 kilometrów każdego dnia pracy, a dzisiaj po raz pierwszy pojechałem do Warszawy czarnym rowerem, niedawno zmodernizowanym. Nowy osprzęt działa świetnie, ale menetki mają jedną poważną wadę konstukcyjną, pozstawiają za mało miejsca na palce, przez co są trochę mniej wygodne od poprzednich. Sam mechanizm działa jednak bardzo płynnie, aż nie mogę się doczekać wyjazdu do Sójek. Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze... Dobrze, że nie ukradziono mi czarnego roweru, gdy byłem w firmie przez 9 godzin.


2014.04.11 / Piątek / 15:31 - Nieudolne ptaszki

Zdjęcie przedstawia patyki, które spadają z wnęki okna od naszej łazienki, w której dwa ptaszki, a konkretnie sójki, próbują uwić sobie gniazdo. Codziennie muszą zaczynać od nowa, bo gniazdo stale spada im na ziemię, nie mając czego się trzymać. Cóż, nigdy wcześniej żadne ptaki nie próbowały tam wić gniazda, więc prawdopodobnie nie jest to dobry pomysł. ;)

Siedzę dzisiaj w domu, wypoczywam, daję odpocząć swoim obolałym nogom po wczorajszym spacerowaniu. Yu-Hsing zwiedza dziś ze swoją przyjaciółką Warszawę, ale nie polecałem się na przewodnika, by nie być wziętym za natręta. ;) W każdym razie mam ją teraz wśród znajomych na Facebooku. Ma całkiem podobnego do mnie chłopaka, tyle tylko, że jest on skośnooki. :P

Zadzwoniła dziś do mnie jakaś dziewczyna, nie przedstawiając się, stwierdzając, że powinienem wiedzieć kto dzwoni, skoro dałem jej numer telefonu. Niestety, numer telefonu dałem w ciągu ostatniego miesiąca kilku dziewczynom, więc skąd mam wiedzieć, która dzwoni? ;)

Podobno w tym roku może mnie odwiedzić w Warszawie Adrianna spod Szczecina. Zapraszam ją na zwiedzanie stolicy i puszczy, bo gościnny ze mnie człowiek.

Jeszcze tydzień temu na Sympatii miałem grono zainteresowanych mną dziewczyn, ale wszystkie zniechęciłem, przegoniłem, lub po prostu zaniechałem rozmów z nimi. Po wczorajszym, samotnym wyjeździe do Torunia wiem już jednak, że bez dziewczyny nie warto żyć, bo mało co ma wtedy sens. :P Dziewczyna to podstawa! Ale musi być ciekawa, mądra, piękna i w ogóle. :P

Koleżanka z pracy, która od tygodnia jest wolna, miała się dzisiaj spotkać z moim przyjacielem Łukaszem, którego jej podsunąłem. Niestety Łukasz zdążył ją zniechęcić do siebie w ciągu krótkiej rozmowy na odległość i spotkanie zostało odwołane. Mam wrażenie, że koleżanka chce teraz pójść na spacer ze mną, ale mnie tak bolą nogi... Nie nadaję się już do niczego. ;)

Urodzinowe pierniczki z Torunia posmakowały Tacie i mojej młodszej siostrze, która kończy dzisiaj 24 lata. Najważniejsze jednak, że mój blog kończy dzisiaj 6 lat! :) Jeszcze cztery lata będzie pełna dyszka. ;)


2014.04.11 / Piątek / 00:39 - Powrót do Warszawy z Yu-Hsing

Na toruńskim dworcu można czekać na zewnątrz, lub w środku. Ja uznałem, że lepiej będzie poczekać w środku, wszedłem więc po schodkach na górę, otworzyłem drzwi, spojrzałem na zajmujące całą poczekalnie ławki i szybko na jednej z nich ujrzałem ową dziewczynę ze wschodu, której szukałem po całej starówce! Nie wpadałem już w panikę, nie blokowała mnie nieśmiałość, zapragnąłem ją naprawdę poznać, porozmawiać, chciałem być blisko niej. Niestety nie było obok niej wolnego miejsca, a ona sama mnie nie zauważyła, gdyż była wpatrzona w swojego białego iPhone'a. Nie minęła minuta, a dwie dziewczyny siedzące po jej prawej stronie wstały i poszły, a ja natychmiast rzuciłem się w kierunku wolnego miejsca. Na mój widok dziewczyna uśmiechnęła się ponownie, przywitałem się i zaczeliśmy rozmawiać. :)

Po raz pierwszy musiałem się posługiwać angielskim językiem, ale nie stanowiło to dla mnie większego problemu, szybko dowiedziałem się, że dziewczyna także jedzie do Warszawy, tym samym Polskim Busem, którym jadę ja. Okazało się, że wcale nie jest Japonką, że urodziła się na Taiwanie, a pięć lat temu przeprowadziła się do Europy, do Belgii, w której właśnie ukończyła studia. Wyjasniła, że właśnie jest w trakcie podróży po Europie razem ze swoją przyjaciółką, która jednak rozchorowała się podczas pobytu w Warszawie i musiała w niej zostać. Chen, bo tak jej na imię, zostawiwszy koleżankę w warszawskim hostelu ruszyła pociągiem do Gdańska, w którym była dzień wcześniej. Dziwiła się, że ja, mieszkaniec Polski nigdy nie byłem w Gdańsku, a ja pomyślałem - faktycznie, to dziwne. :P Podczas swojej podróży odwiedziła z przyjaciółką Islandię, Norwegię, Finlandię, Estonię, Łotwę, Litwę i tak znalazła się w Polsce. Z Polski wybierała się jeszcze na Węgry i do Austrii, by na koniec powrócić do Belgii. Imponujące! Niezwykle mi się spodobała jej odwaga.

W ogóle bardzo przyjemnie i ciekawie się rozmawiało, udało mi się ją kilka razy rozśmieszyć, była ona przemiła, delikatna, ciepła, tak jak myślałem. Postanowiłem oczywiście, że wręczę jej "gift" i podarowałem jej piernik w kształcie serca, na co zareagowała jak zwykle z uśmiechem. Wyjęła swojego iPhone'a i zrobiła sobie zdjęcie razem ze mną i z sercem. Narzekała, że Polacy bardzo słabo mówią po angielsku i ciężko jest się dogadać, chwaliła mnie za to, że ja mówię po angielsku, nie zważając na moje błędy gramatyczne. Zapytałem czy chce bym wysłał jej te zdjęcia, które zrobiłem lustrzanką na ławkach, a ona zapytała jak to zrobię. Powiedziałem, że wystarczy mail, na co się zgodziła, wyrwała kartkę z notatnika i zapisała na niej swoje imię i nazwisko w formie fonetycznej - Yu-Hsing Chen. Wyjaśniła, że ma także europejskie imię - Chloe. Przez chwilę zastanawiałem się jak będzie wyglądał jej adres e-mail, czy aby na pewno będzie zapisany naszymi literkami? Na szczęście okazało się, że tak. :P

W autobusie siedzieliśmy obok siebie, ale oboje byliśmy zmęczeni, więc Chen usneła, zaczęła chrapać, a ja zacząłem oglądać "Przyjaciół" na tablecie. Tablet zdecydowanie świetnie się sprawdził jako sprzęt na podróże, jestem z niego zdecydowanie zadowolony, choć bateria mogłaby jednak trzymać dłużej. Yu-Hsing miała przy sobie tylko jeden niewielki plecak i był on jej jedynym bagażem podczas podróży po Europie. Czy to nie wspaniałe?

W Warszawie Chen chciała iść pieszo z Młocin na Powiśle, ale szybko wybiłem jej ten pomysł z głowy, wyjaśniając, że powinna pojechać metrem. Podeszliśmy do "ticket machine", przy której Chen chciała kupić bilet "reduced", czyli ulgowy. Zapytałem jaki ma dokument uprawniający ją do zniżki na co pokazała mi dokument pokryty chińskimi znaczkami. :) Powiedziałem, że jednak będzie musiała kupić normalny bilet, bo jej dokument nie jest tutaj ważny. :P Na ekranie pojawił się komunikat wyjaśniający ile trzeba będzie zapłacić, na co Chen wyjęła portfel, w którym znajdowały się przeróżne waluty, ale nie było wśród nich polskich złotówek w monetach. Miała jedynie 20 złotych w papierku, których automat oczywiście nie chciał przyjąć. Powiedziałem, że ja zapłacę, sprezentowałem jej bilet, zaprowadziłem do metra, życząc powodzenia w jej dalszych podróżach, dziękując za wszystko i mówiąc, że poznanie jej było dla mnie wielką "pleasure". :P To prawda, niezwykle przyjemnie było poznać Chan, dziewczynę z innej cywilizacji, pod wieloma względami zachwycającą. To było jak spełnione marzenie. Z żadną Polką nie mógłbym się tak poczuć. Poza tym bardzo fajnie jest móc z kimś porozmawiać po angielsku.

Na koniec czekała mnie jeszcze godzinna jazda rowerem do domu, a na miejscu przekonałem się, że Chan zaakceptowała moje zaproszenie do znajomych na Facebooku. W albumach ma niezwykłą ilość zdjęć, jak na polskie warunki - 2931! Już na dworcu w Toruniu rozmawiałem z nią o tym, że robi dużo zdjęć, i że własnie dlatego uznałem ją za Japonkę, ale wyjaśniła, że wszyscy ludzie na wschodzie kochają zdjęcia. Heh, chyba mam w sobie coś z nich. ;)

Dopiero teraz zrozumiałem, że Yu-Hsing to nazwisko, a nie imię, bo imieniem jest Chen. :) Niech jednak tytuł notki zostanie taki jaki był. :P Chen była zdecydowanie najjaśniejszym punktem mojego wyjazdu do Torunia, w sumie jedynym naprawdę ważnym. Miałem szczęście, że na nią trafiłem.


2014.04.11 / Piątek / 00:36 - Pożegnanie słonecznego Torunia

W chwilę po tym gdy dziewczyna ze wschodu znikła, znikły także wszystkie chmury znad Torunia, wyszło piękne słońce i zrobiło się ciepło. Była to godzina 16:45, a mój Polski Bus odjeżdżał o 18:10 z pobliskiego dworca autobusowego. Przez myśl mi przeszło, że może ta dziewczyna jest z Warszawy? To oznaczałoby, że może wracać do domu Polskim Busem, razem ze mną.

Szukałem jej na całej starówce przez ponad pół godziny, ale w końcu dałem sobie spokój, wróciłem w jedyne miejsce, w którym na sto procent po raz drugi by się nie pojawiła, czyli na ławki przy minie morskiej. Tam nareszcie zacząłem lubić to miasto, zauważyłem jakie jest piękne, gdy świeci słońce i jest ciepło. Wszystko było wtedy dla mnie piękne...

Zjadłem sobie na pocieszenie małe pierniczki - Katarzynki, bo obiad w postaci WieśMaka zjadłem kilka godzin wcześniej. Przez cały swój pobyt w Toruniu niczego nie piłem, ale i tak chciało mi się sikać, choć za drugim razem nie leciałem już mostem na drugi brzeg Wisły, tylko zapłaciłem 2 złote za możliwość skorzystania z ubikacji pod ziemią. Naprawdę coś nie tak jest z moim pęcherzem i z kilkoma innymi częściami mojego ciała, leżącymi blisko pęcherza.

Katarzynki okazały się być przepyszne, dlatego po zjedzeniu całej paczki uznałem, że powinienem dokupić trzy kolejne. Tak też zrobiłem, poszedłem po raz drugi do tego samego sklepu, a stamtąd już prosto na dworzec autobusowy, fotografując z daleka nogi kilku zgrabnych, wysokich dziewczyn. Pani z różowym parasolem widoczna na powyższym zdjęciu rozdaje ulotki klubu ze striptizem i wręczyła mi taką pytając się, czy nie chciałbym tam zajść, gdyż będzie otwarty już od 17:00. Nie, podziękowałem, gdyż striptiz nigdy nie był tym co mnie interesuje, mimo tego jak bardzo lubię kobiece ciała.

Piękne słońce wyszło dopiero na koniec mojego pobytu w Toruniu, ale najważniejsze jest to, że w ogóle zechciało wyjść, dzięki czemu udało mi się naprawdę docenić to miasto. Myślę jednak, że gdyby nie dziewczyna ze wschodu, moje samopoczucie byłoby marne, nawet po wyjścu słońca.

Dawno już nie czułem się taki samotny jak w Toruniu.


2014.04.11 / Piątek / 00:33 - Yu-Hsing zapozowała do zdjęcia

Dziewczyna usiadła na ławce obok mnie, trzymającego w jednej ręce kompakt, w drugiej lustrzankę, a na kolanach tablet. Z jakiegoś powodu poczułem do niej tajemniczą bliskość i zapragnąłem ją naprawdę poznać, a serce zaczęło mi bić mocniej. W sumie zawsze marzyłem o tym, by poznać dziewczynę ze wschodu, bo wydają się być one tak zupełnie inne od naszych polskich kobiet, delikatniejsze i cieplejsze. Wokół nikogo nie było, tylko ja, ona i ta mina morska. Oczywiście pojawił się mój naturalny, podświadomy odruch - zapragnąłem mieć jak najwięcej jej zdjęć! Po chwili zaczęły się do niej schodzić gołębie, które próbowała fotografować, wtedy przygotowałem się na zrobienie jej zdjęcia lustrzanką. Niestety gołębie uciekły, zauważając, że dziewczyna ze wschodu nie ma dla nich żadnego jedzenia. Minęły ze dwie minuty i skośnookie zjawisko zaczęło sobie robić iPhonem sweet-focie z ręki. Własnie wtedy uznałem, że to dobry moment, uśmiechnąłem się, wycelowałem w nią lustrzankę i pomachałem ręką, na co ona także zareagowała uśmiechem. Wstałem, podszedłem bliżej, zrobiłem trzy zdjęcia, a następnie pokazałem jej na ekranie jak wyszły. Uśmiechnięta powiedziała bardzo ładnie "thank you", dzięki czemu dowiedziałem się, że prawdopodobnie nie mówi jednak po Polsku, więc zapewne także nie mieszka w Polsce. Odpowiedziałem "you're welcome" i powróciłem na swoją ławkę nie wiedząc za bardzo co dalej robić, choć wszystko mi mówiło, że chciałbym się o tej dziewczynie dowiedzieć czegoś więcej. Niestety po minucie wstała z ławki, uśmiechnęła się do mnie raz jeszcze i poszła na starówkę, przechodząc przez Bramę Klasztorną.

Dzięki temu wydarzeniu nareszcie poczułem, że żyję, krew zaczęła we mnie szybciej pulsować i nagle cały świat zaczał mi się podobać. Po chwili jednak zdołowałem się, zadając sobie pytanie - czemu pozwoliłem jej odejść, czemu nie porozmawiałem? Kiedy nadarzy się okazja poznania innej dziewczyny ze wschodu? Przecież to była idealna sytuacja, tylko ja i ona, oboje z aparatami, oboje po raz pierwszy w Toruniu, oboje samotni. Po dwóch minutach rozmyślania stwierdziłem - gonię ją, to niewielkie miasto, więc może jeszcze natrafię na nią na jednej z uliczek. Pomyslałem - ale ze mnie gamoń, przecież miałem w plecaku pierniki, w tym duże serce owinięte czewoną wstążką, mogłem je jej dać za to, że zapozowała mi do zdjęcia! Niestety, nie mogłem jej nigdzie dostrzec, choć rozglądałem się na wszystkie strony. Już nawet chciałem zacząć wypytywać ludzi czy nie widzieli przypadkiem małej, skośnookiej dziewczyny, ale powstrzymałem się. Zrozumiałem, że przepadła, a ja zawaliłem sprawę, ale poczułem się i tak rewelacyjnie, w końcu mój pobyt w Toruniu nabrał jakiegokolwiek sensu. :) W końcu wydarzyło się coś ekscytującego... Ech, tylko kobiety mnie ekscytują. :P


2014.04.11 / Piątek / 00:31 - W końcu coś ciekawego

Około godziny 15:00 posiedziałem sobie z tabletem przy boisku, znajdującym się obok jakiegoś teatru. Tam także było dosyć fajnie, rodzice bawili się z dziećmi, mamy grały z maluchami w piłkę, a ja widząc to, że owe mamy są w moim wieku, albo młodsze ode mnie, znowu się zdołowałem, dochodząc do wniosku, że moje życie jako samotnego mężczyzny nie będzie mało sensu. Poderwałem się z ławki, poszedłem pod teatr, pod którym widziałem jednego znanego aktora, którego imienia i nazwiska jednak nie znam. ;) Wokół kreciło się wielu ludzi z profesjonalnymi kamerami, ponieważ akurat kręcono tam jakiś reportaż. Pomyslałem sobie, że bycie operatorem kamery jest bardzo fajnym zajęciem, o którym zawsze marzyłem. Tylko co z tego, skoro nigdy nic w tym kierunku nie zrobiłem. :P

Znowu zacząłem chodzić po mieście, rozgladając się za sklepem, w którym mógłbym kupić pierniki. Znalazłem odpowiedni przy ratuszu i wydałem 40 złotych, czyli więcej niż na podróż w obie strony, na pyszne pierniczki w różnych smakach, z różnym nadzieniem i bez nadzienia. Poszedłem w swoje ulubione miejsce, na ławki przy minie morskiej, usiadłem, nagrałem nieudany odcinek videobloga, wyjąłem tablet i nagle moim oczom ukazała się widoczna na powyższym zdjęciu dziewczyna ze wschodu. Od razu zwróciłem na nią uwagę, gdyż:

a) była skośnooka
b) była bardzo ładna
c) była bardzo zgrabna
d) była dosyć niska
e) miała przy sobie aparat i robiła nim dziesiątki zdjec
f) jako jedyna istota w tym mieście była sama, tak jak ja

Zrobiłem jej kilka zdjęć w taki sposób, by nie zauważyła, że ją fotografuję i jedno z nich jest widoczne powyżej. Widząc to ile robi zdjęć, uznałem, że musi być Japonką, zacząłem się zastanawiać, czy mówi po polsku i czy mieszka w naszym kraju. Nie chciało mi się wierzyć, że podróżuje po świecie całkiem sama. Przez myśl mi przeszło, że może odłączyła się od jakiejś większej wycieczki.


2014.04.11 / Piątek / 00:27 - Koło Krzywej Wieży

Na ten sympatycznej uliczce postanowiłem nagrać kolejny odcinek nie oglądanego przez nikogo videobloga. Do godziny 14:00 zdążyłem się nieco zdołować swoją samotnością, zacząłem rozumieć, że to nie miejsca są ważne, tylko ludzie, że nie to jest ważne co zrobię, ale z kim. Zacząłem nawet żałować, że w ogóle przyjechałem do Torunia, zadając sobie pytania po co mi to było. Pomyslałem, że skoro jest tu tyle ładnych dziewczyn, to może powinienem się odezwac do którejś z nich, ale żadna z nich nie była na tyle interesująca, bym to zrobił. Były to dziewczyny efektowne, owszem, ala ja chciałbym mieć przy sobie jakąś ciepłą, ciekawą, wzbudzającą pozytywne odczucia... Niską najlepiej. ;)



2014.04.11 / Piątek / 00:26 - Nie jest prosto

Krzywa Wieża specjalnie tak została wybudowana, jej przechył nie jest więc wynikiem... Przechylenia. ;) Wszyscy turyści idą ją zobaczyć, wszystkie wycieczki szkolne muszą zaliczyć to miejsce, a i ja wiele razy tam wracałem, bo ta część starówki podobała mi się najbardziej. Bardzo fajna jest zaciszna uliczka biegnąca pod Krzywą Wieżą.


2014.04.10 / Czwartek / 23:53 - Plan Starego Miasta w Toruniu

Stwierdziłem, że najbardziej podoba mi się nad Wisłą, więc najchętniej własnie tam spacerowałem, ale całą Starówkę okrążyłem kilkanaście razy, doprowadzając tym sposobem swoje nogi do bólu. Posiedziałem przy pomniku Kopernika, przy którym para dojrzałych ludzi porozmawiała ze mną, po tym jak zauważyli, że kręcę się po mieście od rana. Zapytali mnie jak podoba mi się Toruń, a ja nie miałem wtedy jeszcze wyrobionego zdania, choć paskudna pogoda i zimno sprawiały, że byłem bliski skrytykowania całego miasta. To bardzo mylące - nie można oceniac miasta po zwiedzaniu go w zimny, pochmurny dzień.


2014.04.10 / Czwartek / 23:51 - Krzywa Wieża w Toruniu

Starówka zrobiła na mnie dosyć pozytwne wrażenie, choć jednak ta krakowska jest o wiele bardziej efektowna. Nigdzie nie wchodziłem, niczego nie zwiedzałem od środka, kręciłem się tylko po uliczkach, przechodząc kilka, lub nawet kilkanaście razy przez te same miejsca. Nie miałem przy sobie żadnej mapy, po mieście chodziłem tak po prostu, na wyczucie. Po jakichś trzech godzinach zgłodniałem, a w ramach oszczędności zjadłem w Mc Donaldzie, zamawiając WieśMaka na wynos, którego zjadłem na ławce na plantach. Planty zdecydowanie skromne, nie tak fajne jak krakowskie.


2014.04.10 / Czwartek / 23:50 - Chmury nad Toruniem

Po wizycie na drugim brzegu Wisły i przekonaniu się, że biegnie tamtędy Nadwiślański Szlak Rowerowy, który w przyszłości ma biec przez całą Polskę wzdłuż Wisły, powróciłem na starówkę. Na początku udałem się pod Krzywią Wieżę, ponieważ właśnie do niej miałem od strony mostu najbliżej. Tak zaczęło się moje penetrowanie miasta, poznawanie go po kawałku, w zimny, pochmurny, mało przyjemny dzień. Turystów było całkiem sporo, nikt jednak nie spacerował samotnie, tylko ja jeden.


2014.04.10 / Czwartek / 23:49 - Kłódki na moście

Ludziska przypinają kłódki do barierki mostu, szczególnie ci zakochani w sobie. Tatiana i Konrad zafundowali sobie zdecydowanie najefektowniejszą kłódkę, z wygrawerowanym napisem. Ciekawe czy do dzisiaj są parą... Ja szybko odczułem, że znalezienie się w obcym mieście bez dziewczyny u boku jest doświadczeniem raczej mało przyjemnym. Miałem wstępnie umówione spotkanie z dziewczyną z Sympatii mieszkającą w Toruniu, którą na szybko poznałem dzień wcześniej, ale odpowiedziała mi na wiadomości i moje zaproszenia dopiero po kilku godzinach mojego szwędania się po mieście, wyjaśniając, że jednak ma za dużo zajęć, by móc mi towarzyszyć. Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby mieć przy sobie taką na przykład Maję...


2014.04.10 / Czwartek / 23:49 - Wizyta pod toruńskim mostem

Nowe, nieznane mi dotąd zjawisko, dosyć uciążliwe podczas podróżowania - w związku z moimi dolegliwościami zdrowotnymi, które nadal nie są zidentyfikowane, o wiele częściej chce mi się sikać. Pierwszą rzeczą o jakiej myslałem w Toruniu było znalezienie miejsca, w którym mógłbym się spokojnie i za darmo wysikać. Znalazłem je dopiero po drugiej stronie Wisły, pod mostem. :P Tak, przeszedłem szybko przez całą starówkę, stwierdzając, że nie jest zbyt duża, znalazłem most i przeszedłem przez cały, by zaznać odrobiny nietypowej turystyki, nie skupiającej się wyłącznie na powszechnie znanych obiektach. ;) Myślę, że niewielu turystów dociera pod most. :P


2014.04.10 / Czwartek / 23:48 - Mostem na drugą stronę Wisły

We wcześniejszych notkach przedstawiłem relację na żywo, robiąc zdjęcia swoim tabletem. Tak w ogóle to pomyliłem się i zmieniam zdanie - ten tablet robi naprawdę dobre zdjęcia i kręci naprawdę ładne filmy w zwykłym HD. Tak będe robił podczas swoich wypraw, będę wrzucał tu zdjęcia zrobione tabletem. Teraz pora na opisanie mojego pobytu w Toruniu już po powrocie, wykorzystując do tego zdjęcia zrobione lustrzanką i czarnym kompaktem Canona.

Po wyjechaniu z Warszawy Polski Bus minął wypadek samochodowy w Łomiankach, na przeciwnym pasie ruchu, który totalnie zablokował wszystkie samochody zmierzające w kierunku stolicy. Korek był bardzo efektowny, ludzie powychodzili z samochodów zmartwieni tym, że nie zdążą do pracy.

Przed Płońskiem można oglądać coś czego nie ma w znanych mi dotychczas rejonach Polski - dużą ilość wiatraków produkujących energię elektryczną, czyli tak zwane elektrownie wiatrowe. Tata twierdzi, że coś takiego strasznie szpeci krajobraz, ja sam nie wiem czy wiatraki faktycznie można uznać za uciążliwe dla oczu, ale zdecydowanie są one dosyć dziwnym elementem scenerii. Przede wszystkim są naprawdę duże, nie spodziewałem się takich rozmiarów.

Pogoda po drodze cały czas była marna, ale przynajmniej przestało padać, natomiast w samym Toruniu było zimno i pochmurno, więc sam początek mojego pobytu nie wyglądał dość zachęcająco. Na szczęście szybko zwróciłem uwagę na to, że toruńskie dziewczyny są w dużej mierze efektowne.


2014.04.10 / Czwartek / 16:38 - Chcę dziewczynę ze wschodu

I nagle, właśnie w tym miejscu, moim ulubionym miejscu w Toruniu, gdy wyszło słońce i smutek pezeminął, doznałem oświecenia - nie chcę Polki, chcę dziewczynę ze wschodu! Właśnie w tej chwili polubiłem to miasto.


2014.04.10 / Czwartek / 13:57 - Gdzie ja jestem?

Zmęczyłem się tym samotnym oglądaniem Torunia, więc postanowiłem sobie usiąść przy jakimś boisku. Na obiad zjadłem typowo toruńską potrawę - WieśMaka. :P


2014.04.10 / Czwartek / 12:06 - Siadłem w Toruniu nad Wisłą

Wszędzie dobrze, ale nad Wisłą najlepiej. :)


2014.04.10 / Czwartek / 06:23 - Pogoda raczej nie dopisała

Wstałem o 3:30, a godzinę później jechałem juź rowerem przez las, moknąc na deszczu, który niestety postanowił padać akurat w dniu mojego wyjazdu do Torunia. Po godzienie dojechałem lekko przemoczony na Młociny, na których zostawiłem rower, i na których wziadłem do nietypowego, bo pomalowanego na biało, Polskiego Busa. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że Polski Bus tak naprawdę nie jest polską firmą, tylko bodajże holenderską. Cóż, bilet kosztował tylko 18 złotych, czyli mmiej niź do Puław, wičc nie mam powodu, by narzekać. W Toruniu będę chyba musiał kupić sobie parasolkę. Moźe kupię tam też jakiś prezent urodzinowy dla Taty, bo dzisiaj kończy 71 lat. TYlko co można kupić Tacie w prezencie? Chyba toruńskiego piernika.


2014.04.09 / Środa / 07:39 - Zdjęcie zrobione tabletem

Aparat w tablecie zdjęcia robi dosyć przecietne. Zastanawiam się jak będę wrzucał tabletem zdjęcia na bloga robione podczas moich wypraw lustrzanką, skoro nie moźna do niego wkładać kart pamięci w standardosym rozmiarze. Chyba będę musiał używać karty micro SD z adapterem. Faktycznie, netbook jednak ma swoje własne zalety i w niektórych sytuacjach pokazuje swą przewagę nad tabletem.


2014.04.09 / Środa / 05:49 - Trasa wyprawy rowerowej do Sójek

Tędy będę jechał do Sójek, przez Sochaczew i Gąbin, w którym kiedyś znajdowała się najwyższa konstrukcja na świecie - masz radiowy mierzący 646 metrów wysokości. Widziałem go jeszcze przed zawaleniem się w 1991 roku, gdy przejeżdżaliśmy obok z Tatą samochodem.

Tymczasem jednak wsiądę na rower i dojadę nim do Warszawy, gdyż dyżur zaczynam już o 8:00 rano. Na niebie nie ma ani jednej chmurki. Przynajmniej tak twierdzi mój tablet, bo tak naprawdę to niebo zasnute jest szarymi chmurzyskami.


2014.04.08 / Wtorek / 20:49 - Za tydzień do Sójek

To był pierwszy naprawdę ciepły dzień tego roku. Dojazd do pracy był bajecznie przyjemny, na dyżurze posiedziałem tylko sześć godzin, bawiąc się stale tabletem, a w chwilę po wyjściu z firmy zmokłem, gdy dopadł mnie pierwszy deszcz tej wiosny, na szczęście niewielki.

W pracy zabrałem się za rezerwowanie hotelu w Sójkach, który mieści się w budynku mojej dawnej podstawówki. Okazało się, że pokój jednoosobowy będzie wolny od przyszłego czwartku, dlatego dokonałem rezerwacji na dwie noce - z czwartku na piątek i z piątku na sobotę. Będę miał więc cały jeden dzień na to, by spenetrować dokładnie dawną okolicę, łącznie z Kutnem. Proponowałem starszej siostrze, byśmy wybrali się tam razem - ja rowerem, ona pociągiem, ale po godzinie zastanawiania się stwierdziła, że nie ma na coś takiego ochoty, szczególnie przy tak drogim noclegu w pokoju dwuosobowym. Trudno, pojadę sam, co zupełnie mi nie przeszkadza i myślę, że będzie bardzo ciekawie obejrzeć to wszystko co ostatnio widziałem ponad dwadzieścia lat temu. Wiem, że to zadupie, ale przynajmniej jest to zadupie z mojego dzieciństwa.

Na powyższym zdjęciu Truskaw o zachodzie słońca, a konkretnie początek Truskawia, z przystankiem autobusowym, na którym wsiadają wszystkie najładniejsze dziewczyny. W niedzielę widziałem tam Natalię, pamiętną najpiękniejszą mieszkankę Truskawia, która zmieniła kolor włosów z ciemnego blond na rudy. Wygląda bajecznie, ale niestety nie mogę się z nią już więcej spotykać, gdyż ma chłopaka. Co prawda powiedziała, że możemy iść na pizzę w trójkę, ale... Nie, to raczej nie jest dobry pomysł. :P Hmm, kiedyś powiedziałem jej, że się w niej zakochałem i była to całkowita prawda...

Skoro o pięknych dziewczynach mowa to dzisiaj są urodziny Mai. Moja ex-dziewczyna skończyła właśnie 25 lat, czyli jak dla mnie nadal jest zdecydowanie młoda. Niestety nie podziękowała mi za życzenia, bo nie utrzymuje już ze mną żadnego kontaktu. Dla mnie to głupie, ale skoro ona tak woli... Nadal za nią tęsknię, ale skoro się już nie odzywa to znaczy, że niewiele dla niej musiałem znaczyć.

Warszawskie spotkanie z siedemnastoletnią Ilonką spod Puław musiałem przenieść na maj, właśnie z powodu wyjazdu do Sójek i braku wolnego czasu w ostatni weekend kwietnia, w który obiecałem wziąć dwa dyżury od kolegi.

Wszelkie inne dziewczyny z Sympatii stanowią na razie trudne do opisania kłębowisko, z którego pewnie nie wyłoni się ani jedna naprawdę ważna. Najciekawsza i najefektowniejsza jest Gabriela, ale ona mieszka w Cieszynie.

Jutro z domu wyjeżdżam już o 6:00 rano, a pojutrze już o 4:30, by zdążyć na Polskiego Busa do Torunia odjeżdżającego z Młocin o 6:15. Pospaceruję po Toruniu i nie jest mi smutno, że jadę samemu.

Nadal boli mnie brzuch.


2014.04.07 / Poniedziałek / 18:36 - Samsung Galaxy Tab 3 10.1

Ostatnia rzecz, której mi brakowało - tablet! Sprzedałem młodszej siostrze swojego netbooka za 250 złotych i kupiłem sobie tablet Samsung Galaxy Tab 3 10.1 w wersji z modemem. Ten piękny sprzęt odebrałem wczoraj w Komputroniku przed całonocnym dyżurem i zapoznałem się z nim już w pracy, stwierdzając jednoznacznie, że jest po prostu świetny. Jestem z niego bardzo zadowolony, choć to jeden z tańszych tabletów, należący do klasy budżetowej. Doceniam jego poręczność i jakość wykonania, a także to, że ekran ma bardzo ładne kolory, choć rozdzielczość nieco odstaje od współczesnej czołówki tabletów, mających więcej pikseli standard FullHD. Powyższy Samsung ma to czego brakowało mi w oglądanym podczas Sylwestra u znajomych Mai iPadzie, czyli modem, dzięki któremu stale mam połączenie z internetem. Jakość modemu jest na tyle dobra, że łapie on u mnie sygnał szybkiego Internetu bez jakiejkolwiek anteny zewnętrznej. Stary netbook w porównaniu z tabletem jest zdecydowanie mniej mobilny, ciężko go na przykład wyjąć z torby podczas wycieczki rowerowej, by sprawdzić dalszą trasę, ale ma swoje niepodważalne zalety, jak choćby duży dysk twardy, wygodną klawiature i system Windows. W tablecie rewelacyjnie działa gps, który na pewno przyda się podczas moich wypraw rowerowych, o ile dojdą do skutku. Ogólnie jest to cudowne urządzenie, które podoba się nawet mojemu Tacie. :P

Tak, wiem, miałem żyć oszczędnie, ale popatrzmy na to tak - wiosną i latem oszczędzę na nie kupowaniu dwóch kwartalnych biletów autobusowych więcej niż kosztował ten tablet. :P Można więc powiedzieć, że go sobie wypedałuję. ;)

Świetnie przegląda się teraz Sympatię.pl - jedno dotknięcie ekranu i widzę dziewczynę, z którą piszę, w tak rewelacyjnej jakości, jakby stała obok mnie. :P Trudniej za to napisać jakąś dłuższą wiadomość, posługując się klawiaturą ekranową. Trudniej też będzie pisać notki na blogu przy pomocy tabletu, ale może to i lepiej - będą krótsze. ;)


"Nie chcę, nie chcę z kiełbasą
I nie chcę, nie chcę z masłem
Zrób mi kanapki z hajsem
Ze smalcem i z hajsem
i z hajsem

Płaczą, płaczą wszystkie koleżanki
gdy żrę na przerwie moje kanapki
Daj choć gryza, daj polizać
Weź wpierdalaj swoje, bo moje są

Z hajsem, z tłustym hajsem
Z Egiptem, z Audi i ze smalcem
Z hajsem, z tłustym hajsem
Z szynką z amstafa i z hajsem
i z hajsem"

Mister D. "Hajs"


2014.04.05 / Sobota / 22:25 - Warszawa się modernizuje

Ulica Górczewska, zachodni wylot z Warszawy, lubiana przeze mnie dzielnica Bemowo. W dawnych czasach właśnie w tym miejscu słuchałem po raz pierwszy wielu ważnych płyt z muzyką, gdy kupowałem je tuż obok, w Media Markt. Idąc tędy z nowo zakupioną płytą wkładałem ją do discmana i naciskałem play. Często kierowałem się wtedy w prawo, ulicą Lazurową na WAT. Obecnie to miejsce wygląda inaczej, powstały nowe bloki, nowe chodniki i ścieżka rowerowa. Teraz jest zdecydowanie wygodniej i ładniej.

W pracy posiedziałem pięć godzin zamiast dziesięciu, bo skorzystałem z możliwości wczesniejszego wyjścia. Marnie się ostatnio czuję, nadal łapią mnie przeróżne bóle, więc chętnie uciekam z pracy tak szybko jak to możliwe.

Już w czawrtek mój wyjazd do Torunia, tymczasem podrywanie młodych dziewczyn i dojrzałych kobiet na Sympatii przybrało niespotykaną wcześniej skalę. Sam już nie wiem z kim mam spotkanie i kiedy. ;) Podobno po świętach spotkam się po raz drugi z siedemnastoletnią Iloną spod Puław, z którą w lipcu byłem w Kazimierzu Dolnym. Tym razem spotkamy się w Warszawie i mamy iść na wystawę trupów... A więc jednak wciąż mogę sobie poobcować z licealistką! Jeeeee. :P



2014.04.05 / Sobota / 09:28 - Tummy

Brzuszek boli, raz z lewej, raz z prawej, czasem u dołu, czasem u góry. Doszedłem nawet do wniosku, że mam w kiszkach tasiemca, tak samo jak mój świętej pamięci Dziadek. ;) Jeśli to nie tasiemiec to po prostu... Rak, jak zwykle.

Ale raka mam zawsze, dlatego przejdę do jakiegoś ciekawszego tematu... O właśnie, na Sympatii poznałem ładną i sympatyczną Beatę, która zgodziła się na wspólny spacer z Kazimierza Dolnego do Mięćmierza, w którym nigdy nie była. Nie byłoby w tym niczego niezwykłego, gdyby nie fakt, że Beata ma... 45 lat. Jest rozwódką, matką dwóch dorosłych córek. Hmm, może szuka fajego faceta dla jednej ze swoich córek? ;) W każdym razie ciekawa sytuacja. Lubię duże różnice wieku, choć zazwyczaj interesuje mnie różnica wieku w drugą stronę. ;) Chętnie umówiłbym się jednak jeszcze z jakąś licealistką. Najgorsze są studentki - na nic nie mają czasu, szczególnie jeśli poza studiowaniem oddają się także pracy. :P

Zrezygnowałem ze znajomości z 28 letnią, piękną Kasią ze sklepu zoologicznego, bo była jednak zbyt mało interesująca. Poza urodą niewiele miała do zaoferowania, lub po prostu za bardzo różni się ode mnie, może dlatego, że jest zodiakalnym lwem, choć ja oczywiście nie wierzę w horoskopy. :P

Tymczasem kącik ubóstwiania. Wczoraj w firmie przeszła obok mnie Lidia, której nie widziałem ze dwa tygodnie. Pojawiła się niespodziewanie i powiedziała cześć, a mi było gorąco przez następne dziesięć minut. Doszedłem do wniosku, że Lidia ma piękny głos, szczególnie samogłoskę "e" w słowie cześć. ;) Koniec kącika ubóstwiania.

Jak widać na powyższym zdjęciu, ostatnio przytyłem. Dziwnie się czuję taki ociężały i wielki. Chciałbym schudnąć. ;) Muszę mniej jeść.

Cholera, mój szybki internet prawie w ogóle nie działa. Chyba będę musiał kupić lepszą antenę, bo było wspaniale, a jest do kitu.

Wsiadam na rower i jadę do pracy. Poniżej zamieszczam link do najlepszego utworu obecnego roku, uzupełnionego świetnym teledyskiem. Zawsze uwielbiałem Dorotę Masłowską, ma idealne poczucie humoru. Edyta jest z osobowości i poczucia humoru właśnie taką Dorotą Masłowską. Pozdrawiam gorąco Edytkę. :)



2014.04.03 / Czwartek / 13:51 - Żyjemy w świecie kłamstw

Ustalmy to raz na zawsze, bo niektóre osoby, ogłupione przez media, do dziś patrzą na mnie jak na idiotę, gdy mówię, że 11 września 2001 roku nie doszło do żadnego zamachu terrorystycznego, tylko do największego kłamstwa naszych czasów. Na każdym amatorskim filmie nagranym tamtego dnia dokładnie widać eksplozje ładunków wybuchowych, umieszczonych wcześniej w budynkach, które były prawdziwą przyczyną zawalenia się wież. Trzeba być totalnym ignorantem i idiotą, żeby widząc eksplozje zaznaczone przeze mnie czerwonymi strzałkami, wierzyć w to co do dziś jest oficjalną wersją w naszej wspaniałej telewizji publicznej, TVN'ie czy Polsacie. Przeróżnych dowodów jest zresztą mnóstwo, wystarczy poszukać w Internecie i podobno już nawet 97% Amerykanów ma świadomość tego, że był to spisek ich własnego rządu. Okropność, rodziny stracili swoich bliskich, zginęły ponad 4000 ludzi, bo tak chcieli władcy tego świata, żydowsko-masońscy bogowie gotowi w przyszłości zniewolić nas wszystkich. Następnie zginęły dziesiątki tysięcy ludzi w Afganistanie i Iraku, a my, jako Polska, popieraliśmy to gówno. Muszę przyznać, że mam bardzo mądrego Tatę, który już 11 wrzesnia 2001 roku mówił, że to wcale nie jest zamach terrorystyczny, widząc jak w telewizji uparcie powtarzają to co im kazali - Bin Laden, Bin Laden, Bin Laden. Warto być mądrym człowiekiem i niekiedy twierdzić, że zwrot "spiskowa teoria dziejów" jest najbliższy prawdy.



2014.04.02 / Środa / 00:03 - Pięć lat seksu

Odtwarzałem wczoraj na telewizorze stare filmy nagrane aparatem i przypomniałem sobie jak przepiękną dziewczyną była Dorota. Dzisiaj jest już inna, zmieniła się, ma o pięć lat więcej, nie jest już ani siedemnastolatką, ani osiemnastolatką, choć nadal wygląda świetnie z tego co widzę tu i tam. Powyższy kadr pochodzi z filmu nagranego u niej w mieszkaniu w Dęblinie, gdy widzieliśmy się po raz ostatni. Było to 20 kwietnia 2009 roku. Świetny dzień.

Natomiast dokładnie pięć lat temu, 2 kwietnia 2009 roku, przestałem być prawiczkiem i stało się to w puławskim mieszkaniu mojej siostry. Sam akt był dosyć nędzny, ale najważniejsze, że stało się, po dwudziestu-sześciu latach życia zrobiłem w końcu to co każdy chłopiec powinien zrobić, by móc poczuć się jak mężczyzna. W dodatku zrobiłem to z dziewczyną, którą wtedy uważałem za ideał, tak samo zresztą jak i dziś... Cholera, miałem wielkie szczęście.

Dzisiaj podszedłbym do tego wszystkiego zupełnie inaczej, bo jestem zupełnie innym człowiekiem, co nie oznacza, że dzisiejsze podejście byłoby lepsze. Na pewno jednak korzystałbym z tego wszystkiego intensywnie, cieszył bym się tym co mam, wiedząc, że to tylko tymczasowy stan. To dosyć smutne, że moja pierwsza realna i wielka miłość była od początku skazana na klęskę, że od początku miałem świadomość jej tymczasowości. Z drugiej strony - życie każdego z nas także jest tymczasowe. Tymczasowa jest nasza młodość, tymczasowy jest każdy okres naszego życia, tymczasowe jest wszystko to co chcielibyśmy, by trwało wiecznie.

W tych oczach widziałem sens wszystkiego. Tęsknię za Dęblinem i niebawem ponownie się tam udam rowerem, usiąde na ławce w parku, nacieszę się tamtejszą atmosferą i przejadę pod blokiem, po widocznej na powyższym zdjęciu uliczce. Jeszcze raz przypomnę sobie to wszystko co tymczasowo miałem. Zawsze czułem dziwną, niemalże rodzinną bliskość, od samego początku, gdy zobaczyłem Dorotę po raz pierwszy na ruchomych schodach w puławskiej galerii, i gdy patrzyłem na nią następnego dnia w parku na osiedlu Lotnisko w Dęblinie. Widocznie już wtedy moja dusza podpowiadała mi, że to ta pierwsza.


"Miłość prawdziwa pali jak pożoga
Trafia prosto w serce, zabija jak wroga"

Maanam "Zapatrzenie"


2014.04.01 / Wtorek / 23:56 - Sto kilometrów dookoła puszczy

W sumie 101 kilometrów, choć stwierdzam to na podsawie mapy Google, gdyz na czerwonym rowerze nie mam licznika. Nie mogłem pojechać na swoim czarnym rowerze, ponieważ nie ma on założonego łańcucha, gdyż nadal czekam na sztyft łączący, który kupiłem na Allegro. Trasa na powyższej mapce nie jest zamknięta, ponieważ Google Maps dziwnie działa i nie chce przeprowadzić trasy tak jak tego oczekuję, zgodnie z prawdą. Zabrakło dwukilometrowego odcinka od Truskawia do naszego domu w Truskawiu Małym. Tak czy siak trasa jest tutaj dosyć ładnie zobrazowana.

Do Sochaczewa jechało się rewelacyjnie, w Brochowie zacząłem odczuwać pierwsze zmęczenie, powrót północną szosą był zdecydowanie męczący, natomiast od Kazunia zaczął się koszmar. Przypomniałem sobie dlaczego jeżdżenie na rowerze, gdy jeszcze nie ma się odpowiedniej kondycji, jest straszną mordęgą. Miałem ochotę położyc się w rowie i już nie wstawać. Przypomniałem sobie także jak w czerwcu odwiedziłem dom rodzinny Asi i wracałem stamtąd zupełnie chory, wykończony gorączką, wymiotując po drodze. Dzisiaj na koniec nie było dużo lepiej, po dziewięćdziesięciu kilometrach dopadł mnie problem z oddychaniem, który zawsze pojawia się u mnie na początku sezonu rowerowego, po dłuższej przerwie. Objawia się to tym, że dostaję męczącej czkawki i przy niemal każdym wydechy muszę kasłać, a przy okazji odczuwam ból w płucach. Prawdopodobnie bierze się to z tego, że mam małą pojemność płuc i musza mi się one przyzwyczaic do intensywnego oddychania. Na szczęście po kilku dłuższych wyjazdach moja kondycja znacznie się poprawia i mogę ruszać w naprawde długie trasy, nie odczuwając po drodze większego zmęczenia. Muszę nad sobą popracować, bo w takim stanie jak obecny ciężko mi będzie przejechać przez całe Mazury, zgodnie z planem.


2014.04.01 / Wtorek / 21:56 - Mała Wieś przy Drodze

Przy północnej szosie znajduje się taka oto wieś - Mała Wieś przy Drodze. Gdzie mieszkasz? W Małej Wsi przy Drodze... Ciekawe. Zastanawiałem się czy to nie prima aprilisowy żart. ;)

Nowy odtwarzacz mp3 spisuje się świetnie, a bateria wystarcza na każdą wycieczkę, choćby najdłuszą. Po wyjechaniu z domu w moich słuchawkach śpiewał Prince, na płycie "Purple Rain". Nie jest ona zbyt dobra, choć ludzie wysoko ją oceniają, ale sam utwór "Purple rain" faktycznie jest rewelacyjny. Gdy dojechałem do Leszna album Prince skończył śpiewać, a jego miejsce zajął Nick Cave ze swojej najnowszej, obecnie już w pełni przeze mnie docenianej płyty "Push the sky away". Nick towarzyszył mi aż do Kampinosu, by ustąpić tam miejsca nieznanemu mi wcześniej, bardzo dobremu francuskiemu zespołowi Le Peuple De L'herbe, którego utwór "History goes" dodał mi dużo energii. Przez Sochaczew przejechałem w towarzystwie bardzo ciekawych Francuzów, a po nich zaczeła śpiewać Kora z Maanamem, z którą dojechałem do Brochowa i jeszcze dalej, na północ. Kora śpiewała, że najpiękniejsza miłość to taka przez "Zapatrzenie". Czy to znaczy, że gdy widzę jakąś przepiękną dziewczynę, taką jak Lidia, lub dawno temu Dorota, i się nią zachwycam, to robię pierwszy krok ku najpiękniejszej miłości? Fajnie, tak właśnie myślałem. Na północnej szosie przypomniałem sobie jak doskonałym zespołem jest The Knife, dzięki ich cudownej płycie "Silent shout", której już dawno nie słuchałem. Płyta minęła, a ja byłem dopiero w połowie północnej szosy i wtedy powróciła Kora z Maanamem, tym razem z płytą "Single". Ten zespół stworzył jednak mnóstwo naprawdę pięknych utworów i chyba powinien być powszechnie uznawany za najlepszy polski zespół wszechczasów. Gdy dojechałem do Nowego Kazunia i przejechałem pod Szosą Gdańską, miejsce Maanamu zajął zespół, który początkowo, za sprawą głosu wokalistki, uznałem za Siouxie And The Banshees, ale po kilku utworach stwierdziłem, że jest on za kiepski jak na Siouxie And The Banshees i po spojrzaniu na ekran odtwarzacza zauważyłem, że mam rację - był to przeciętny zespół Delta 5, który po prostu wyłączyłem, powracając do Le Peuple De L'Herbe, po którym ponownie zaczęła śpiewać Kora z Maanamem, z którą dojechałem do samego domu.

O tak, dzięki muzyce wycieczka rowerowa nabiera większego sensu, a czas zdecydowanie szybciej mija. Poza tym dobrze jest mieć słuchawki w uszach, gdy jedzie się pod wiatr, bo wydaje się on wtedy być mniejszy i nie wpływa tak negatywnie na psychikę zmęczonego rowerzysty. Wspaniale, że nadal mam w miare dobry słuch i wspaniale, że w dzisiejszych czasach muzykę odtwarza się z lekkich i malutkich odtwarzaczy mp3. Podróżowanie z walkmanem i discmanem wiele lat temu było o wiele trudniejsze i o wiele mniej przyjemne. Zabierałem ze sobą tylko jedną płyte, lub tylko jedną kasetę, której podczas wycieczki słuchałem na okrągło, wiele, wiele razy. Pamiętam, że podczas pierwszej mojej wycieczki w te rejony miałem ze sobą kasetę The Cranberries "To the faithful departed". O tak, pamiętam to do dziś...


2014.04.01 / Wtorek / 21:55 - Jestem drogą

Najtrudniej było mi pokonać odcinek trasy biegnący wzdłuż Wisły, na północ od Puszczy Kampinoskiej, gdzie nie ma żadnego miasta, a każda wieś wygląda tak samo. Jasne, jest tam bardzo ładnie, choć także dosyć monotonnie, ale we znaki dawał mi się przede wszystkim męczący wiatr z północnego wschodu. Po drodze wstąpiłem do sklepu, w którym kupiłem picie, dwie parówki, bułkę i banana. Co prawda nigdy nie lubiłem bananów, ale podczas wycieczek rowerowych mogę je jeść, bo z jakiegoś powodu wtedy mi pasują. Gdy mijałem jeden z najbiedniejszych, najskromniejszych domów jakie w życiu widziałem, wyszedł z niego kilkuletni chłopczyk i pomachał mi z uśmiechem na twarzy, jakbym był jakąś atrakcją. Lubię to jak niektórzy ludzie reagują na rowerzystę w kasku i stroju kolarskim. Pod sklepem spożywczym w moim kierunku zaczął iść miejscowy pijaczek, ale nie dowiedziałem się czego mógł chcieć, gdyż zdążyłem odpiąć rower i uciec, zanim zdążył się do mnie odezwać, by wyłudzić dwa złote. Nie przepadam za tymi północnymi terenami, bo kojarzą mi się z długą, męczącą jazdą dosyć nudną szosą obiegającą całą puszczę. Byłem tam dzisiaj trzeci raz w życiu i w najbliższym czasie będę wybierał raczej inne, ciekawsze kierunki. Tak naprawdę nie znam dużej części swojej okolicy. Dotyczy to szczególnie południa. Pora je poznać.


2014.04.01 / Wtorek / 21:42 - Z boku kościoła w Brochowie

Kościół w Brochowie jest kościołem obronnym, co oznacza, że z wyglądu troszkę przypomina zamek, za sprawą trzech wież, z których sterczą działa, takie jak to widoczne na powyższym zdjęciu. W przypadku napaści Rosjan i Niemców na Polskę, ksiądz proboszcz będzie mógł bronić swoich parafian.

Przejazd przez Sochaczew doprowadził mnie do wniosku, że jest to zdecydowanie marne miasto, przypominające klasą mniej więcej Dęblin, choć jednak od niego większe. Kolejka wąskotorowa chyba nadal funkcjonuje, choć tory są mocno zardzewiałe i porośnięte trawą. Dwadzieścia lat temu, albo jeszcze dawniej, jechaliśmy sochaczewską kolejką wąskotorową prawie całą rodziną, ja i starsza siostra z Mamą i Tatą. Tata był wtedy jeszcze nadleśniczym i wspominam dzisiaj te czasy jako bardzo ciekawe, bo jeździło się jeszcze tu i tam. Dzisiaj po tych czasach pozostały już tylko wspomnienia, nie spisane w żadnym moim pamiętniku.


2014.04.01 / Wtorek / 21:37 - Bazylika obronna

Kościół w Brochowie jest kościołem obronnym, co oznacza, że z wyglądu troszkę przypomina zamek, za sprawą trzech wież, z których sterczą działa, takie jak to widoczne na powyższym zdjęciu. W przypadku napaści Rosjan i Niemców na Polskę, ksiądz proboszcz będzie mógł bronić swoich parafian.

Przejazd przez Sochaczew doprowadził mnie do wniosku, że jest to zdecydowanie marne miasto, przypominające klasą mniej więcej Dęblin, choć jednak od niego większe. Kolejka wąskotorowa chyba nadal funkcjonuje, choć tory są mocno zardzewiałe i porośnięte trawą. Dwadzieścia lat temu, albo jeszcze dawniej, jechaliśmy sochaczewską kolejką wąskotorową prawie całą rodziną, ja i starsza siostra z Mamą i Tatą. Tata był wtedy jeszcze nadleśniczym i wspominam dzisiaj te czasy jako bardzo ciekawe, bo jeździło się jeszcze tu i tam. Dzisiaj po tych czasach pozostały już tylko wspomnienia, nie spisane w żadnym moim pamiętniku.


2014.04.01 / Wtorek / 21:25 - Wnętrze kościoła w Brochowie

Lubię wnętrza kościołów, szczególnie wtedy, gdy jestem w środku zupełnie sam, w zwykły dzień, nie podczas mszy. Podczas mszy zresztą też jest dobrze, choć ostatnio w niedzielę do kościoła już nie chodzę, gdyż robiłem to tylko wtedy, gdy byłem w związku z Mają. Maja miała na mnie dobry wpływ. ;) Może moja kolejna dziewczyna także będzie mnie ciągnąć do kościoła, co zresztą uważałbym za odpowiednie dla mnie zjawisko.

Pomodliłem się o swoje zdrowie i bardzo bym chciał, by bóle, które odczuwałem przez kilka ostatnich dni, nie powróciły. Niestety nadal nie wszystko jest dobrze, kilka kilometrów za Brochowem znowu zacząłem odczuwać kłucie w pęcherzu, które po kilku kolejnych kilometrach minęło. Bardzo przyjemna była jazda do Sochaczewa, ponieważ wiatr nie tylko mi nie przeszkadzał, ale także mi pomagał, natomiast później, po skręceniu na północ poziom trudnści zdecydowanie się zwiększył, gdy musiałem już zmagać się z wiatrem wiejącym prosto w twarz.


2014.04.01 / Wtorek / 21:16 - Wycieczka rowerowa do Brochowa

Wczoraj, podczas powrotu rowerem z pracy, powiedziałem sobie, że jeśli dzisiaj pogoda będzie równie ładna, a mnie nic już nie będzie boleć, to wsiądę na rower i pojadę na dłuższą wycieczkę, by nacieszyć się wiosną i zacząć wreszcie naprawdę trenować. Dzisiaj miałem wolny dzień, a po obudzeniu się stwierdziłem, że faktycznie już prawie nic mnie nie boli, zjadłem więc śniadanie, przygotowałem się do wyjazdu i o godzinie 12:30 jechałem już rowerem w kierunku wyznaczonego celu - do Brochowa, leżącego na drugim końcu Puszczy Kampinoskiej. Pogoda dopisała, ale nie było bardzo ciepło, więc pomogły mi nowe rękawiczki rowerowe do jazdy w chłodne i zimne dni oraz czapka pod kask, która rewelacyjnie mi służy. Założyłem też swoją pomarańczową kurtkę, która bardzo skutecznie chroni przed chłodem i wiatrem. W uszy wetknąłem sobie kupione wczoraj małe słuchawki firmy AKG, które były mi potrzebne właśnie na wyjazdy rowerowe, ponieważ dużych słuchawek nie można używać razem z kaskiem. Tak uzbrojony, w ciepłą odzież i muzykę, wyruszyłem na zachód, przez Leszno, Kampinos i Żelazową Wolę do Sochaczewa, a następnie na północ, do samego Brochowa, w którym byłem tylko raz, jakieś dwanaście lat temu. Kościół w Brochowie słynie przede wszystkim z tego, że był w nim chrzczony sam Fryderyk Chopin. Jest to teoretycznie bardzo stara budowla, powstała w 1331 roku, ale to co widzimy na powyższym zdjęciu jest raczej czymś w stylu rekonstrukcji, ponieważ kościół został zniszczony najpierw podczas Pierwszej Wojny Światowej, a następnie podczas Drugiej Wojny Światowej i tuż po niej został odbudowany w nieco zmienionej formie. Szkoda.

Przysiadłem sobie w pobliżu kościoła na kilka chwil, by nagrać po niemal rocznej przerwie kolejny odcinek swojego marnego VideoBloga. Być może nagrywanie tych wszystkich filmików nigdy nie było dobrym pomysłem, ale mimo wszystko po latach bardzo miło jest mi do nich wracać, więc będę kontynuował ten zwyczaj.