2015.08.30 / Niedziela / 16:14 - Regał Kaspian złożony

Kolejny mebel z masowej produkcji firmy Black Red White stanął dziś w moim domu. Składanie tym razem potrwało jakieś dwie godziny i było oczywiście prostsze niż złożenie łóżka, ale nie obyło się bez incydentów - półka upadła mi na ścianki boczne i porysowała je w dwóch miejscach, bo w takim meblu wystarczy jedno mocniejsze uderzenie, by od razu zrobiła się dziura. Regał stanął po prawej stronie ściany znajdującej się po prawej stronie łóżka i już widzę, że taki sam powinien stanąć po lewej, bym między dwoma takimi regałami mógł ustawić jakąś szafę lub coś w tym stylu. Ogólnie jestem zadowolony i wszystko na regale mam już ładnie ustawione - płyty według kolejności alfabetycznej i książki według rozmiaru. Okazało się, że książek nie mam ani za dużo, ani za mało, tylko dokładnie tyle, by wypełniły one dwie dolne półki. Jeśli po lewej stronie ściany postawię taki sam regał to oczywiście znajdą się na nim płyty z filmami. W sumie wszystko wskazuje na to, że czeka mnie jeszcze zakup trzech mebli w Black Red White. Cena tego regału bez promocji to 399 złotych.

Fajnie, mój pokój nareszcie zaczyna wyglądać jak przestrzeń mieszkalna normalnego człowieka. Aż szkoda, że to nie nasz dom i kiedyś będziemy go musieli opuścić.


2015.08.30 / Niedziela / 16:09 - Wizyta Gosi i Rysia w Truskawiu

Wolną sobotę poświęciłem głównie na odebranie swojego nowego regału ze sklepu. Zanim jednak to się stało, pojechałem z siostrą po zakupy do Truskawia, a następnie udałem się do Warszawy, tym razem autobusem, by spotkać się z Gosią, która miałą mi dostarczyć mebel. Nie trafiliśmy do sklepu Black Red White od razu, bo wcześniej odwiedziliśmy Leclerc i Castoramę, w celach zakupowych. Zabraliśmy ze sobą kotka, który nigdy nie był umnie w lesie, jeśli nie liczyć dnia, w którym go znalazłem.

Mebel zmieścił się do samochodu i wieczorem dotarliśmy szczęśliwie do mojego domu w lesie. Na podwórku czekał na nas mój kot, który początkowo reagował na małego, przestraszonego Rysia dosyć agresywnie. Później kotki jako tako się pogodziły i Ryś zaczął szaleć po drzewach, wspinając się przede wszystkim na rozłożystego orzecha rosnącego tuż przed domem.

Nie mieliśmy gałęzi na ognisko, więc nie urządzaliśmy sobie takiej atrakcji, ale za to zjedliśmy pyszny obiadek zrobiony i podany przez starszą siostrę. Gdy na dworze zrobiło się zimno, weszliśmy do domu i obejrzeliśmy z Gosią dwa filmy w moim nowym łóżku - "Lucy" Luca Bessona, który ostatnio ominął Gosię w kinie, oraz "W pogoni za Amy" Kevina Smitha, który kupiłem sobie kilka dni temu na Allegro. Ogólnie spędziliśmy miło połowę dnia i cały wieczór, a Gosia jak zwykle wyjechała ode mnie po północy. Kiciuś najpierw biegał i wspinał się jak szalony, a później przez kilka godzin spał jak kamień w moim łółżku, razem z nami. Wszystko słodko.



2015.08.29 / Sobota / 12:00 - Perła na smyczy

Wolny weekend, sama radość. Przedwczoraj po pracy odwiedziłem Gosię i pomogłem jej wnosić do mieszkania ciężki i długi blat do kuchni. Później pojechaliśmy razem na pizzę do tej samej pizzerii na Ochocie, gdzie mogłem się najeść całkiem za darmo. Na koniec Gosia kupiła mi dwa pyszne rogale, które zjadłem na kolację i na śniadanie u siebie w domu.

Wczoraj po pracy także odwiedziłem Gosię i tym razem już niczego nie pomagałem wnosić, tylko przewiozłem Gosię na bagażniku swojego roweru, gdy wybraliśmy się razem po kotkę Perłę do mieszkania siostry Gosi. Wracaliśmy bardzo długo, bo Perła szła na smyczy, choć słowo szła niezbyt dobrze opisuje to co kicia wyprawiała. Najczęściej leżała przestraszona, albo właziła w krzaki, by ukryć się przed otaczającym ją światem. Podobno mały kiciuś o wiele sprawniej chodzi na smyczy, choć on z kolei próbuje po drodze wdrapać się na każde drzewo.

Właśnie dostałem informację ze sklepu meblowego, że czeka już na mnie mój regał, a Gosia wcześniej mówiła, że mi go przewiezie swoim samochodem, więc najwidoczniej dzisiaj wieczorem znowu się spotkamy.

Po serii zdjęć z pięknymi kolorami, zrobionymi lustrzanką, wrzucam zdjęcie zrobione kompaktem, którym kręcę filmy. Różnica w kolorystyce jest jak dla mnie powalająca. Czy ktoś zauważa jak blade są tutaj kolory i jak prześwietlone jest zdjęcie? ;)


2015.08.26 / Środa / 19:37 - Na rowerach jak za dawnych lat

Trzy dni wolne szybko mi minęły. W poniedziałek przyjechała do nas starsza siostra, we wtorek przejechałem się rowerem po okolicy, a dzisiaj pojechałem do Warszawy po rzeczy dla Taty oraz do kolegi na Muranów. Po powrocie do domu zjadłem pyszne kotlety z ziemniakami, a później wyruszyliśmy z siostą na rowerową wycieczkę do Zaborowa i nieco dalej. W latach osiemdziesiątych często tam jeździliśmy razem na rowerach i dzisiaj było zupełnie tak jak wtedy, choć siostra jest teraz nieco większa. Sporo wspomnień, fajna przejażdżka, szkoda, że jutro muszę jechać do pracy, bo chętnie wybrałbym się na kolejną wycieczkę z siostrą.

Przed chwilą dowiedziałem się od kolegi, który razem ze mną został teamleaderem, że dostaliśmy tylko po siedem dyżurów liderskich na cały wrzesień. Oznacza to, że jak będę chciał, to mogę mieć duuużo wolnego. Super, ale jeśli chcę coś zarobić, powinienem wpisać się na normalne dyżury na smsach. Oczywiście wpiszę się na nie, ale myślę, że i tak zostawię sobie sporo wolnych dni... Taki już ze mnie miłośnik relaksu.

Przede mną liczne wydatki, więc pieniądze bardzo się przydadzą. Nowe meble, wymiana okna, ubezpieczenie samochodu, kurewsko drogi bilet kwartalny, a przede wszystkim jakieś 6000 złotych potrzebne na wyprawę rowerową dookoła Niemiec. Zdaje się, że będę musiał na ten cel odkładać co miesiąc 600 złotych, by do maja uzbierać odpowiednią sumę. Nie mam więc wyboru, muszę pracować. Do tego wszystkiego zamarzył mi się projektor, na który mam miejsce w swoim odnowionym pokoju...

Z siostrą dojechaliśmy dzisiaj w okolicę, z której całkiem niedaleko jest do mojego dawnego przyjaciela Jacka którego nie widziałem już dwa lata. Zdaje się, że w weekend wsiądę wreszcie na rower i ponownie go odwiedzę, jeśli będzie miał wtedy czas.


2015.08.23 / Niedziela / 11:31 - Brakujące numery Bajtka

Ostatnio zabrałem się za kupowanie na Allegro brakujących numerów pierwszego polskiego czasopisma poświęconego tematyce komputerowej, pt. "Bajtek". Tata kupował praktycznie od początku, od roku 1986, więc Bajtek był w moim życiu zawsze. Pierwsze cztery numery, czarno-białe, warte są łącznie jakieś 200 złotych, ale nie zamierzam ich kupować, gdyż interesują mnie tylo te tanie, za 4-6 złotych, z lat 1986 - 1996. Ja najintensywniej kupowałem "Bajtka" w latach 1994-1995, gdy w dniu wydania nowego numeru wsiadałem na rower wcześnie rano i jechałem do kiosku w Izabelinie. Na powyższej liście kółeczkami zaznaczyłem te numery, które już posiadam, więc jeszcze sporo zostało mi do kupienia. Wczorajszy wieczór spędziłem właśnie na czytaniu Bajtka. Ach, dziś już nie ma niczego podobnego... W roku 1996 "Bajtek" z powodu bankructwa banku stracił całe swoje pieniądze i czasopismo przestało istnieć, tak samo jak wydawany przez to samo wydawnictwo "Top Secret".

Za pół godziny wsiadam na rower i jadę do pracy, za to od jutra mam trzy dni wolne. Przyjeżdża siostra z Puław, która już bardzo dawno u nas nie była. Gosia wczoraj mnie nie odwiedziła, ale podobno zrobi to we wtorek lub w środę.


2015.08.22 / Sobota / 17:38 - Łóżko otoczone dźwiękiem

Wróciłem do domu o północy, mijając po drodze wielkiego dzika, i od razu zabrałem się za montaż prawego wieszaka. Wywierciłem cztery kolejne otwory i po jakichś trzydziestu minutach wszystko było zainstalowane jak należy. Efekt końcowy mnie zadowala, więc nie pozostaje mi teraz nic innego jak tylko leżeć i oglądać filmy z dźwiękiem przestrzennym.

Wypróbowałem też materac, który okazał się być raczej niewygodny, bardzo twardy, a zarazem zalatujący nieco chemicznym zapachem. Same wady i tylko jedna zaleta - cena. Zapewne kiedyś zamienię go na coś lepszego... Niemniej samo łóżko jest bardzo fajne i cieszę się, że wybrałem sobie tak szerokie.

Póki co zamówiłem pierwszy regał w Black Red White, na którym będę trzymał płyty z muzyką. Stanie on w rogu pokoju, tam gdzie na zdjęciu widać zlew. Zlew sprzedałem dzisiaj na Allegro za 20 złotych i wkrótce przyjedzie po niego jakaś pani z Legionowa, która go kupiła. My nigdy go nie zainstalowaliśmy, bo nie pasował do naszej kuchni. Taki mały zakup-pomyłka...

Wszystko świetnie, tylko szkoda, że znowu strasznie rozbolała mnie głowa i dostałem zawrotów... Ech. :(



2015.08.21 / Piątek / 11:24 - Jeden wieszak zamontowany

O godzinie 7:00 rano pojechałem po materac i po pierwszych próbach myślę, że jest on całkiem w porządku jak za tak niską cenę. Prawdziwy test przeprowadzę dopiero w nocy.

Po rozłożeniu materaca zabrałem się wreszcie za montaż wieszaków na tylne kolumny do kina domowego. Zrobiłem pomiary, zaznaczyłem ołówkiem miejsca na osiem otworów i zabrałem się za wiercenie. Taty nie było, bo pojechał po klamkę do naszego Fiata Punto, bo poprzednia znowu się urwała, więc pierwszy raz w życiu wierceniem otworów w ścianie musiałem zająć się sam. Wszystko poszło dobrze, wykonałem połowę roboty jak należy, drugą połowę zostawiają csobie na jutro, bo za pół godziny muszę wyjechać do pracy. Niniejszym ogłaszam, że dzisiaj stałem się mężczyzną, mogę wiercić otwory w ścianach wszystkich chętnych kobiet. ;)

Wieszaki niemieckiej firmy B-Tech są wykonane rewelacyjnie i bardzo wyglądają elegancko, choć wszystko nieco zbrzydnie, gdy do kolumn podłączę kable, które będą nędznie zwisać w dół. Może powinienem je jakoś przymocować do ściany? Hmm... Póki co jutro będę musiał dokończyć pracę, a wywiercenie otworów w czterech różnych miejsach, dokładnie tam gdzie powinny się znajdować, nie jest wcale łatwe. Wystarczy zejść parę milimetrów w bok i wszystko będzie sknocone. Koszt takich wieszaków to niecałe 200 złotych.

Wybywam do pracy na łatwy, liderski dyżur na tak zwanej bieżni. Jutro wolna sobota, którą podobno będę spędzał z Gosią, gdy mnie tu odwiedzi. Najgorzej jeśli Tata zatrudni mnie do montowania klamki w drzwiach samochodu, bo zajmuje to jakieś... Pięć godzin. Całe drzwi trzeba rozkręcać...


2015.08.20 / Czwartek / 21:53 - Z trzema dziewczynami w kinie

Po załatwieniu wszystkich sprawn na Śródmieściu wsiadłem na rower i dostałem się na Plac Wilsona, gdzie pod kinem Wisła spotkałem się z Ewcią. Gosia nie mogła do nas dołączyć, bo spała, ale wkrótce dołączyły dwie koleżanki Ewci - Słowaczka Janka, ze Słowacji oczywiście i widoczna na powyższym zdjęciu Kasia, podobna nieco do Gillian Anderson, czyli Scully z "The X Files". Podobieństwo widać zwłaszcza z profilu, którego jednak nie uwieczniłem. Zrobiłem sobie zdjęcie z tą 21 latką, by wzbudzić w Gosi zazdrość, by zaczęła o mnie walczyć z całych sił i zapragnęła już nigdy nie oddać mnie żadnej innej kobiecie. Takie rozwiązanie byłoby dla mnie bardzo dobre. Niestety rozsądek podpowiada mi, że Gosia zgodnie ze swoimi słowami nie ma zamiaru być ze mną w żadnym poważnym i sensownym związku, więc najwidoczniej zostaniemy niebawem zwykłymi... Przyjaciółmi.

To gdzie ta moja żona? Gdzie te moje dzieci? Gdzie to moje przeznaczenie? Całe życie szukam kogoś na całe życie, jak mówił Cezary Pazura w świetnym filmie Koterskiego, który kupiłem sobie ostatnio na dvd. Kupiłem też serial "Alternatywy 4", którego nigdy w całości, a nawet w większej części nie widziałem. Wskakuję do wyrka, naciskam play i oglądam.

Swój materac przywiozę do domu jutro, bo jak się dzisiaj okazało, czeka on na mnie już od dwóch dni w sklepie w Truskawiu, gdzie zostawił go kurier. Problemem będzie tylko upchanie tak dużego materaca do Fiata Punto...


2015.08.20 / Czwartek / 21:41 - Za miesiąc zmieniamy piętro

Widziałem już nowe biuro, do którego przeniesiemy się we wrześniu. Widok z okna nie będzie już tak okazały, ale pomieszczenie będzie większe i niemal wszystko będzie w nim nowe. Z jednej strony fajnie, z drugiej szkoda, że opuścimy obecne miejsce, do którego już się przywiązałem, uwiecznine na powyższym zdjęciu.

W trakcie dyżuru Gosia dała znać, że nie wyrobi się na wspólne wyjście do kina o godzinie 18:00, bo będzie wtedy spać. Biedaczka musiała pracować przez całą noc i kawał dnia, by ogarnąć jakieś skomplikowane zadanie wymagające dużego wysiłku umysłowego.

Gosia padła zmęczona, a ja po pracy poszedłem do NFZ'u, by po raz trzeci zdobyć dla Taty kartę, dzięki której otrzymuje woreczki stomijne za darmo. Zgadałem się z pewną starszą ode mnie panią prawnik poznaną na Sympatii.pl i zrobiliśmy sobie szybkie spotkanie. Nie jest ona zupełnie w moim guście, bo w sumie nie jest atrakcyjną kobietą, ale skoro chciała się spotkać, bym ocenił czy ma jakieś szanse u facetów to zgodziłem się, oceniłem i posiedzieliśmy razem kilkadziesiąt minut na ławce. Całkiem rozsądna kobieta, wyraźnie naznaczona po pierwsze przez nieśmiałość, a po drugie przez nerwy, które pewnie jakoś łączą się z tym pierwszym. Zrobiłem jej zdjęcia swoją lustrzanką, by mogła je sobie wstawić na Sympatię, ale cóż to da? Gdy ktoś nie miał szczęścia w trakcie rozdawania przez naturę urody to niewiele może na to poradzić, tak samo jak ja nic na to nie poradzę, że jestem taki chudy. Ot, taka to niesprawiedliwość.

Skoro o urodzie mowa to pora na mały zachwyt. Do firmy przyszła dziś na test młoda dziewczyna będąca pod względem wyglądu skrzyżowaniem Doroty z Lidią, zdecydowanie jedna z najciekawszych jakie w ogóle w życiu widziałem. Niestety jej kariera nie trwała długo, gdyż po przeczytaniu pierwszego smsa, który pojawił się na ekranie monitora, wstała, podeszła do szkolącego ją lidera i podziękowała, opuszczając nas na zawsze. Jaka szkoda... :) Godzinę po tym wydarzeniu ochłonąłem i znowu mogłem pracować.

Nawiązując do tematu urody i tematu wieku mogę napisać, że Gosia moim zdaniem wygląda teraz lepiej niż w młodości. Widziałem jej zdjęcia sprzed lat i obecnie, w wieku 36 lat, ma w swojej urodzie jakiś czynnik, którego wcześniej brakowało. Kto wie, może i ja za kilka lat wypięknieję? ;) Urośnie mi brzuszek i będę miał nowy czynnik...


2015.08.20 / Czwartek / 21:29 - Kabanoski

Ostatnio w pracy żywię się kabanoskami. Podczas wyprawy rowerowej kabanoski były moim podstawowym pożywieniem obok serków waniliowych, choć nigdy wcześniej ich nie jadałem. Niestety te ze zdjęcia, drobiowe Partyczaki firmy Morliny, są zupełnie bez smaku, pewnie dlatego, że kosztowały tylko po 2,49 zł za paczkę. Dwa dni temu kupiłem takie za ponad 7 złotych, wieprzowe, a może wołowe, i były one pyszne. Nie warto oszczędzać na kabanoskach.


2015.08.19 / Środa / 19:18 - Nibyścieżka rowerowa

Podczas pierwszej w tym roku wycieczki rowerowej do Warszawy, w lutym, cieszyłem się, że na al. Jana Pawła II za skrzyżowaniem z al. Solidarności powstaje wreszcie ścieżka rowerowa, bardzo potrzebna w tym miejscu. Mamy sierpień, ścieżka rowerowa niby powstała, ale nie została oficjalnie oddana do użytku, nie jest oznakowana i teoretycznie nie można nią jeździć. Każdy rozsądny rowerzysta olewa te zakazy ryzykując na każdym skrzyżowaniu zderzenie z samochodem.

Tutaj na przykład, w miejscu widocznym na powyższym zdjęciu, rowerzysta korzytający z tej nibyścieżki jest zmuszony do przekroczenia w poprzek podwójnej linii ciągłej. Rowerzyści mają pierwszeństwo przed samochodami, na wszystkich normalnych, oddanych do użytku ścieżkach, ale ta jeszcze do nich nie należy, więc pierwszeństwo mają tak naprawdę kierowcy. Ogólnie przez durne władze miasta, które nie potrafią zsynchronizować w normalny sposób dwóch modernizacji, zrobiło się zamieszanie i jest dosyć niebezpiecznie, a trzeba przyznać, że ze ścieżki, która nie jest jeszcze ścieżką, korzysta każdego dnia mnóstwo ludzi.

Kolejny dzień w pracy za mną. Po dyżurze chciała się ze mną spotkać Ewcia, ale nie zdążyła na umówioną godzinę, więc na nią nie czekałem, tylko pojechałem do domu. Widzimy się za to jutro, gdyż idziemy razem do kina na film "Lucy" Luca Bessona, który już widziałem, i który mam na dysku twardym. Razem z Ewą przyjdą jej dwie koleżanki, a razem ze mną być może zjawi się Gosia, jeśli wyrobi się na czas z pracą. Tym sposobem nawiedzę kino Wisła w towarzystwie czterech kobiet.

Materaca nadal nie mam, choć sprzedawca zapewniał mnie, że wysyłka nastąpiła wczoraj. Póki co sypiam na dwóch materacach pożyczonych z łóżka siostry, mniejszych o 20 centymetrów od mojego łóżka, ale mimo wszystko nadających się na tymczasowe legowisko.

Na zdjęciu, w tle, widać powstający właśnie biurowiec, który bardzo ładnie wpasował się w śródmiejski krajobraz odmianiając całą okolicę. To już niemal Manhattan.


2015.08.18 / Wtorek / 20:55 - Na Miedzianej bez MNI

Nie lubię rano wstawać, ale ostatnio niestety często mi się to zdarza, bo jako teamleader mam dyżury zaczynające się od godziny 8:00. Oznacza to dla mnie pobudkę około godziny 4:45, bo już o 6:00 muszę wyjeżdżać z domu. Jedyną zaletą takich dyżurów jest to, że już o 16:00 kończę pracę i mam trochę czasu wieczorem.

Swój wolny czas poświęciłem dziś na wiercenie wiertarką otworów w łazience, by możliwe było zamontowanie naszego nowego lustra. Pierwszy raz wierciłem otwory w ścianie i nie bardzo mi się ta czynność spodobała, a przecież będę wkrótce musiał wywiercić osiem otworów w ścianie swojego pokoju, by zamontować wieszaki na tylne kolumny. Ech...

Poranne zdjęcie zrobiłem na ulicy Miedzianej, na której pracowałem, w tym budynku po prawej, w latach 2009 - 2011. Moja młodsza siostra też miała okazję pracować w tych nieco skandalicznych, ale tak naprawdę całkiem sympatycznych warunkach. Firmy MNI niestety nie ma już w tym miejscu, gdyż przeniosła się do piękniejszego biurowca blisko Ronda ONZ. Po lewej stronie widać oczywiście słynną kamienicę, w której mieszkał mój Tata, dawno, dawno temu... Kto by pomyślał, że w przyszłości jego dzieci będą pracowały tuż obok, po drugiej stronie ulicy.

Jeżdżę sobie tędy często, gdy mam jeszcze trochę czasu do dyżuru i chcę sobie wydłużyć trasę. Już zawsze będę to miejsce darzyć sentymentem, choć przecież na początku w ogóle mi się tam nie spodobało... Obecnie cała okolica zmienia się w szybkim tempie, powstają nowe biurowce, wszędzie wdziera się standardowa współczesność.

Postanowiłem robić przynajmniej jedno zdjęcie dziennie, by następnie móc przynajmniej raz dziennie dodawać notkę na blogu. Trzeba go przywrócić do życia, nawet jeśli nie mam za bardzo o czym pisać.

Już prawie godzina 22:00, będę więc musiał iść spać, choć przed snem obejrzę sobie kolejny odcinek "Married with Children". Już chyba wolałbym pracować stale na nocki niż na ranki.


2015.08.17 / Poniedziałek / 20:32 - Kiciuś walczący o życie

Kto widzi kiciusia na powyższym zdjęciu? Pomocna może się okazać ikonka lupki znajdująca się pod zdjęciem, po lewej stronie. :)

W niedzielę miałą miejsce niezwykła akcja. Kiciuś postanowił przejść przez dziurę w drewnianym płocie na teren sąsiadów, któzy mają czarnego psa. Pies szybko przybiegł, gdy tylko wyczuł, że po jego terenie pałęta się jakaś mała, bezbronna istota. Kotek musiał się ratować ucieczką na drzewo - jego umiejętność bardzo mu się tu przydała i można powiedzieć, że ocaliła mu życie. Tym razem wdrapał się znacznie wyżej niż zazwyczaj, bo z miejsca, do którego dotarł spokojnie mógł obejrzeć cały dach domu i całą okolicę. Zerkał z przerażeniem w dół na szczekającego psa, trzymał się mocno swoimi łapkami, a ja nieco panikowałem, po części spisując już kotka na straty. Tylko Gosia była dziwnie spokojna, jakby w sumie nie bała się o życie swojego ukochanego zwierzaczka.

Myślałem, że kiciuś już nigdy stamtąd nie zejdzie, że trzeba będzie wzywać straż pożarną, ale okazało się jednak, że nie jest on głupiutki i gdy pies odszedł na dobre, Ryś zaczął powoli zchodzić z drzewa, swoją sprawdzoną metodą, czyli tyłem. Uwieczniłem ową akcję na filmie, ale nie wrzucam go na YouTube, więc nie mogę go tutaj pokazać. :)

Wszyscy cali i zdrowi wróciliśmy do Warszawy wczoraj po północy. Między Piasecznem a Ursynowem fotoradar sfotografował samochód Gosi, jadący o jakieś 40 kilometrów na godzinę za szybko. Mignął flesz i nagle Gosia stała się biedniejsza o kilkaset złotych. Co za strata...

Ach tak, w tym miejscu mogę dodać, że w naszym Fiacie Punto zepsuły się hamulce. Tata pojechał do Izabelina, do lekarza i hamulce po prostu wysiadły. Do domu wrócił korzystając jedynie z hamulca ręcznego, a jutro będzie musiał dojechać w ten sam sposób do warsztatu.

Nadal nie mam swojego materaca, bo nadal mi go nie wysłano, ale jak dobrze pójdzie to jeszcze w tym tygodniu się go doczekam. Starsza siostra wkróce zaczyna urlop. który spędzi oczywiście u nas. Nawet będziemy mieli kilka wspólnych dni wolnych, więc może wsiądziemy na rowery i przejedziemy się po okolicy, jak za dawnych, dobrych lat naszego dzieciństwa.


2015.08.17 / Poniedziałek / 20:23 - Mama kiciusia

Jakby na to nie patrzeć, wpłynąłem na życie Gosi przynajmniej w ten sposób, że podarowałem jej kotka, który zostanie z nią i jej rodziną na długie lata. Kto wie, być może kiciuś będzie żył nawet dłużej niż ja? Na szczęście moje węzły chłonne ostatnio znowu się zmniejszył, co oczywiście nie oznacza, że nie umieram. ;)

Kolejne zdjęcie kicusia, kolejne zdjęcie Gosi, kolejne zdjęcie jakiegoś odcinka mojego życia. Mam coraz więcej zmarszczek i coraz częściej zdaję sobie sprawę z tego, że starość to nie tylko teoria, że to nie tylko temat związany z przyszłością, ale coraz częściej także teraźniejszość.

Postarzałem się ostanio, gdy zobaczyłem odmienioną, dojrzałą Róisin Murphy, któa po ośmiu latach przerwy ponownie wydała płytę. Chyba jeszcze nie byłem nigdy świadkiem tak wyraźnej przemiany - najpiękniejsza piosenkarka świata, która zawsze kojarzyła mi się w jakiś sposób z młodością, jest obecnie po prostu nieco... Podstarzała. Ja też.

Gosia za to dobrze się trzyma, niby jest starsza ode mnie, ale tak naprawdę nigdy tego nie czuję. Niemniej jedyną młodą istotą a naszym towarzystwie jest... Kiciuś.


2015.08.17 / Poniedziałek / 20:16 - Na pizzy w barze U Aniołów

Jakieś dwa kilometry od domku Gosi znajduje się bar "U Aniołów", który w sobotnie wieczory jest nawiedzany przez liczne tłumy ludzi wypoczywających w okolicy. Zamówiliśmy pizzę, która była tylko w miarę dobra - jak na mój gust miała nieco za mało składników i brakowało w niej sosu pomidorowego. Najedliśmy się, napiliśmy i po jakiejś godzince wróciliśmy do domu.

Stosunek Gosi do mnie jakby uległ pewnej zmianie, jakby oddaliła się ona ode mnie, więc może Gosia szykuje się ona na zbliżające się pół roku naszej znajomości, które będzie innym etapem niż dotychczasowy, być może naprawdę wyłącznie koleżeńskim? Bez przytulania i bliskości? Jeśli tak to chyba wolę już Gosię, która sama nie wie czego chce, niż taką, która wie, że chce być tylko moją koleżanką...

Czy nie mogłoby już być normalnie w moim życiu? :) Pewnie nie, bo sam nie jestem zbyt normalny... Choć jakoś szczególnie nienormalnie też teraz nie jest.


2015.08.17 / Poniedziałek / 20:11 - Kot udający wiewiórkę

Specjlanością kiciusia jest wspinanie się po drzewach. Potrafi wdrapać się na jakieś dwa metry, choć w niedzielę udowodnił, że jest w stanie wdrapać się znacznie wyżej... Ale o tym w dalszej notce. Z tego co wiem to nasz kotek Tymotek raczej nie chodzi po drzewach, podobnie zresztą jak Perła, której nie w głowie takie wyczyny.



2015.08.17 / Poniedziałek / 20:06 - Wypoczynek w Wildze

Gosia wypoczywała mniej niż ja, bo musiała się oddawać pracy. Ja po przyjeździe poszedłem spać, a po kilku godzinach spędzonych wieczorem na nogach ponownie się położyłem. W ogóle przez cały weekend spałem tyle ile nigdy nie zdarza mi się w domu. Co kilka godzin robiłem sobie jakąś drzemkę - może taki wpływ ma na mnie świeże powietrze.

W sobotę przeszedłem się do sklepu, zjadłem sobie loda, posiedziałem przed domem, pospacerowałem po podwórku z kotkiem, pobawiłem się z nim, a wieczorem wybraliśmy się z Gosią na pizzę do pobliskiego baru.

Gosia nareszcie założyła krókie spodnie, co niestety robi rzadko, mimo że ma świetną figurę. Znacznie częściej chodzi w długich sukienkach, które swoją drogą też są ładne. Prawdziwa laska z tej Gosi. :) Niziutka, tak jak zawsze lubiłem.


2015.08.17 / Poniedziałek / 19:58 - Kotek Ryś ma się dobrze

Kiciuś rośnie zdrowo, wydłuża mu się ogon, powiększają mu się uszy i łapki. Jest już chyba ponad dwukrotnie większy niż w dniu, w którym trafił na nasze podwórko. Gosia jest już podobno w pełni zadowolona z tego, że go przygarnęła i nie ma żadnych wątpliwości, że była to dobra decyzja. Druga kotka, czarna Perła, nadal nie jest zachwycona tym, że mały kiciuś stał się nowym członkiem rodziny i odmienił jej życie.

Na zdjęciu widać szyszkę, ulubioną zabawkę kiciusia. Wystarczy, że znajdzie jedną taką i ma zabawę na pół godziny - uderza łapką w szyszkę, a następnie ją goni. Gania też muchy i inne owady, a także Perłę, której w ogóle się to nie podoba.

Bardzo przyjemny umilacz czasu z takiego kiciusia. Gdybym kiedyś z jakiegoś tragicznego powodu miał mieszkać sam to sprawiłbym sobie takiego kotka, by nie być jedyną żywą istotą w mieszkaniu lub domu.


2015.08.17 / Poniedziałek / 19:54 - Gosia na swoim nowym osiedlu

W takich okolicznościach żyje obecnie Gosia. Bardzo ładne, nowoczesne osiedle przy Polu Mokotowskim. Jeśli miałbym się w tym miejscu doszukiwać jakichś wad to mógłbym zwrócić uwagę na ciasnotę, bo bloki stoją naprawdę blisko siebie, ale mi się to nawet podoba.

Zapakowaliśmy dwa koty do samochodu, wsiedliśmy i pojechaliśmy do Wilgi. Był to mój trzeci wyjazd do Wilgi, tym razem zupełnie bezbolesny, w przeciwieństwie do pierwszego, który do dziś kojarzy mi się głównie z bólem dziąsła po wyrwanym zębie.


2015.08.17 / Poniedziałek / 19:50 - Z siostrą do pracy na rowerach

Siostra nadal pracuje w naszej firmie, choć ostatnio więcej czasu spędza w domu niż w pracy, szczególnie, że właśnie zabiera się za dalszą część remontu. Tym razem będzie malować przedpokój na górze. Mi by się nie chciało...

W czwartek pojechałem z siostrą na nockę do pracy i właśnie wtedy mogliśmy sobie porobić te nocne zdjęcia, które wyszły oczywiście marnie. Wcześniej podjąłem decyzję dotyczącą zakupu materaca do swojego łóżka, a raczej zwykłej gąbki, tańszej od materaca o kilkaset złotych. Obecnie na takiej śpię i zupełnie nie narzekam, a nawet chwalę, więc może ta nowa też okaże się być wystarzająca. Cena prawdziwego materaca za bardzo mnie niepokoiła. Jak można wydać tyle kasy na sprężyny? Lepiej mieć zwykłą gąbkę, bez sprężyn. Właściwie czy lepiej to się jeszcze okaże...

W czwartek zaczeliśmy dyżur, siostra normalny, na smsach, a ja liderski, na kontrolowaniu wszystkiego i dogadzaniu osiemnastoletniej Ukraince, która jest obecnie największą atrakcją naszej firmy, godną następczynią zeszłorocznej Lidki, która wybyła do Anglii. W ogóle sporo Ukrainek chce u nas ostatnio pracować... Dobrze, że nie mamy jeszcze najazdu Islamistów, choć z tego co wiem to jeden już przysłał nam swoje CV, a na nazwisko miał nie inaczej jak właśnie Islam.

Rano siostra pojechała do domu, a ja do Gosi, skąd dosyć szybko wyruszyliśmy do Wilgi jej samochodem.


2015.08.11 / Wtorek / 15:00 - Łóżko złożone

Po czterech godzinach pracy łóżko mogę uznać za złożone. Teraz pozostaje jeszcze tylko kupić do niego materac, który niestety będzie drogi ze względu na rozmiar łóżka wynoszący 160 na 200 centymetrów. Nie wziąłem pod uwagę tego, że im większe łóżko tym droższy materac. Niemal cała moja pensja przepadnie.

Mój nowy mebel to tandeta, masowy wyrób posiadający kilka drobnych ubytków. Nie da się tego badziewia porównać do mebli, które robił Tata, ale jeśli dobiorę wygodny materac to może będę zadowolony. Gorzej będzie, gdy wybiorę zły...

Niewiele miejsca na inne meble zostało mi w pokoju, ale pod ścinę wstawię jakieś trzy półko-regało-szafki. Na razie jednak nie stać mnie na nic, szczególnie na wymianę okien. Chyba pożyczę na ten cel pieniądze od siostry i będę ją spłacał aż do zimy.


2015.08.09 / Niedziela / 11:05 - Bundy today

Ostatnio oglądam po kolei wszystkie odcinki "Married with children", pierwszy raz w wersji oryginalnej, bez lektora, co jest bardzo ciekawym doświadczeniem. Syn Ala Bundy'ego ma obecnie tyle lat ile miał Al w czasach emisji trzeciej serii serialu, czyli 42. Ed O'Neil grający Ala ma obecnie 69 lat. We are old together.


2015.08.08 / Sobota / 00:14 - Burn like fire

Dojazd do pracy był urozmaicony i nietypowy, za sprawą pożaru szalejącego na Woli. W pracy też było ciekawie, a tymczasem lecę do wyrka, bo jutro znowu praca.


2015.08.06 / Czwartek / 18:11 - Plan wyprawy dookoła Niemiec

Tak mniej więcej. Ciekawe co z tego wyjdzie. Ile to może kosztować? 5000 zł?


2015.08.06 / Czwartek / 12:48 - Multilanguage

Po majowej wpadce na terenie Niemiec, gdy nie umiałem powiedzieć niczego poza links, auf Wiedersehen i es tut mir Leid, uczę się nie tylko niemieckich słówek, ale także czeskich i hiszpańskich. Taki sposób jest naprawdę skuteczny, a przynajmniej tak mi się wydaje. To jak? Dziesięć słówek dziennie po niemiecku, czesku i hiszpańsku? W sumie trzydzieści nowych na dzień?

Jeśli uzbieram kasę to w przyszłym roku czeka wyprawa rowerowa przez całe Niemcy, z odwiedzeniem każdego kraju graniczącego z Niemcami. W Holandii mieszka mój kolega ze szkoły, wielki podróżnik rowerowy, który planuje przejechać rowerem całą Afrykę w roku 2020, i który powiedział, że chętnie dołączy do mojej wyprawy wokół Niemiec na kilka dni.

Szkoda tylko, że moje zdrowie tak szwankuje. Chyba zaraz wezmę kolejny Ibuprom...


2015.08.04 / Wtorek / 14:35 - Plątanina kabli

Od frontu kino domowe wygląda całkiem ładnie, za to z tyłu... Kupiłem wieszaki do kolumn tylnych, więc wkrótce będą one wisieć nad moim nowym łóżkiem. W tym celu będę musiał wywiercić w ścianie osiem otworów, a jeszcze nigdy nie wierciłem wiertarką w ścianie. Kolejne nowe doświadczenie mnie czeka. Niestety mam za krótkie kable do tylnych głośników, więc będą one musiały iść przez środek pokoju zamiast naokoło. Oczywiście tymczasowo...


2015.08.04 / Wtorek / 02:55 - Gosia mieszka już na Mokotowie

Gosia mieszka już na Mokotowie co bardzo mi się podoba. Co prawda Białołękę też lubiłem, ale długo się tam jechało, a teraz będę mógł wpadać do Gosi po pracy w ciągu 10 lub 15 minut. Będę miał też do niej bardzo blisko po skończonym koncercie w Stodole, gdy ucieknie mi ostatni autobus lub po skończonym seansie w kinie Iluzjon. Same zalety. ;)

Wsiadłem na rower, zabrałem do sakwy skromny prezent, który kupiłem Gosi z okazji przeprowadzki i spędziliśmy razem parę godzin. Przejechaliśmy się rowerami do pizzerii, którą Gosia dobrze zna, bo mieszkała w jej okolicy przez jakieś dziesięć lat. Pizza była tania i smaczna, piwko także, a po najedzeniu się i napiciu pojechaliśmy dalej, pod Górkę Szczęśliwicką, której jeszcze nigdy tak naprawdę nie widziałem. Posiedzieliśmy na ławce, a gdy zrobiło się ciemno wróciliśmy z Ochoty na Mokotów i miałem okazję doprowadzić do czystości szafę w przedpokoju Gosi, w miejscach, do których Gosia z powodu swojego niskiego wzrostu nie sięga.

Przyjemnie, miło i cieplutko. Do domu wróciłem przed północą, ciesząc się z sierpniowej, ciepłej nocy.