2015.09.26 / Sobota / 19:44 - Pedro Armendáriz

Za 20 minut zaczynam kolejny dyżur w domu, który skończę o niewiadomej godzinie. Jutro jadę do Gosi i razem z nią odwiedzimy Black Red White, w którym czeka na mnie mój regał. W przyszłym miesiącu prawdopodobnie kupię sobie dwa kolejne regały, które będą pełniły u mnie rolę szafy. Wolę małe regały z półkami i drzwiami niż szafę, w której będzie tylko jedna półka i zupełnie mi niepotrzebny drążek na wieszaki.

Przed dyżurami oglądam sobie stare Bondy na blu-ray i dzisiaj zaliczyłem "From Russia with love". Występuje w nim aktor widoczny na zdjęciu, który w czasie kręcenia filmu dowiedział się o tym, że ma nieuleczalnego raka. Mimo bólu postanowił zagrać we wszystkich scenach zgodnie ze scenariuszem, a po zdjęciach udał się kliniki w Stanach Zjednoczonych, gdzie ostatecznie popełnił samobójstwo przy pomocy pistoletu. Może to dziwne, ale zawsze mam szacunek dla tych, którzy w czasie ciężkiej choroby popełniają samobójstwo. Zastanawiam się czy kiedyś mój Tata tak nie zakończy swojego życia... Albo ja.

Jaka szkoda, że w Polsce nie można łatwo zdobyć pistoletu... Z czasem jest to najpotrzebniejsza rzecz w życiu człowieka.


2015.09.26 / Sobota / 06:40 - Praca domowa

Właśnie kończę nocny dyżur na smsach, który tym razem odbębniłem w domu. Siostra od dwóch dni mamodem pracujący w zasięgu LTE, który doskonale się spisuje. Dzięki niemu praca w domu jest o wiele łatwiejsza, bo nie trzeba tak długo czekać na załadowanie się kolejnej wiadomości. Dobrze, że nie pojechałem do firmy rowerem, bo właśnie pada deszcz i musiałbym moknąć podczas powrotu do domu. Kończę dyżur o 7:00 i wtedy do komputera zasiada moja siostra, która akurat o tej godzinie rozpoczyna swój dyżur. Praca w domu, naprawdę fajna sprawa...

W życiu moim zaszło kilka zmian i teraz panuje w nim jeszcze większa pustka, a przede wszystkim jeszcze większy ból wszystkiego. Życie stało się mało przyjemne...


2015.09.19 / Sobota / 18:09 - Mactronic Walle

Moja wolna sobota zaczęła się dosyć tragicznie - rano obudziły mnie hałasy wskazujące na to, że z sufitu w łazience cieknie woda. Po raz drugi, tak jak kilka lat temu, Tata napalił za mocno w piecu, że zagotowała się woda, w efekcie czego zawór zabezpieczający przez jakimiś niezrozumiałymi dla mnie skutkami, puścił wodę do baniaka stojącego na strychu, a ta po prostu się tam rozlała i kilka chwil później zaczęła cieknąć z sufitu.

Sytuacja została już opanowana, ale woda kapała do misek przez pół dnia. Oczywiście na suficie w łazience mamy teraz żółte zacieki i całe malowanie, które siostra odstawiła ponad miesiąc temu, poszło na marne. Szkoda, ale tak się u nas dzieje, gdy za mocno napali się w piecu i dwa lata temu, gdy Tata był w szpitalu, a ja sam zajmowałem się piecem, byłem bardzo blisko tego samego wypadku.

Ja jestem jedynie zadowolony z tego, że u mnie w pokoju nic nie ciekło i nie kapało, woda nie zalała Marilyn Monroe i moich nowych mebli. Zabrałem się więc razem z Tatą za naprawienie klamki w moim oknie i za kilka dni, gdy klej wyschnie, przekonamy się czy mocno siedzi ona na swoim miejscu. Całe okno ledwo się trzyma, jest tak stare, że niemalże rozpada się w rękach, ale póki co wróciło ono z powrotem do ramy i schnie.

Po naprawie okna zabrałem się za smarowanie łożysk w piastach mojego czarnego roweru. Domyśliłem się, że smaru już dawno w nich nie ma, gdy podczas wyprawy nad morze zaczęły one dosyć dziwnie pracować. Faktycznie, po rozkręceniu piast okazało się, że kulki są zupełnie suche, dlatego nałożyłem na nie odpowiednio dużo smaru ŁT-43. Wtedy okazało się, że bez specjalnych kluczy do konusów nie da się piast skecić z powrotem, dlatego musiałem takie zamówić na Allegro i dokończę swoją robotę dopiero wtedy, gdy je dostanę.

Pogodę mamy wspaniałą, jest bardzo ciepło, dlatego po południu wsiadłem na swój czerwony rower i przejechałem się po okolicy. W sumie zrobiłem 52 kilometry, odwiedziłęm Palmiry, Dziekanów Leśny, Łomianki i Warszawę, ze szczególnym uwzględnieniem terenu Wojskowej Akademii Technicznej. Zatrzymałem się też ma chikkera z Mc Donalda, a także odebrałem z paczkomatu moją nową lampkę tylną marki Mactronic, model Walle. Lampka ta słynie z tego, że jest najjaśniejsza ze wszystkich tylnych lampek i świeci tak mocno, że światło widoczne jest nawet z jednego kilometra. Wygląda to bardzo efektownie i zachwyciłem się nią kiedyś, gdy w Warszawie przejechał obok mnie posiadający ją rowerzysta, ale tak silne światło ma też swoje minuty - oślepia rowrzystów jadących za nami. Kierowców samochodów być może też oślepia, ale podobno skutkuje to tym, że omijają oni tak oświetlonego rowerzystę szerokim łukiem.

Zostało mi jeszcze pół dnia wolnego, zabieram się więc za dalsze oglądanie "Słomianego wdowca" Billy'ego Wildera. Właśnie kończą się moje aukcje na Allegro, z bagażnikiem, sztycą i kołami. Zdaje się, że wszystko zostanie sprzedane i w sumie zarobię kilkadziesiąt złotych.


2015.09.18 / Piątek / 20:07 - Plakat Marilyn Monroe

Trzy liderskie dyżury nocne za mną. Wczoraj siedziałem w pracy 12 godzin, bo kolega chciał bym przyszedł wcześniej i wziął trzy ostatnie godziny jego dyżuru, ale nie szkodzi, bo liderskie dyżury i tak są łatwe, lekkie i przyjemne.

Teraz cieszę się swoimi dwoma dniami wolnymi, a raczej dwiema wolnymi nockami. Siostra za dwie godziny zaczyna kolejny dyżur w domu, a ja będę siedział obok, przy swoim retro-komputerze, grając w stare gry.

Kurier dostarczył mi już ramy do plakatów i same plakaty, dzięki czemu jeden z nich, ten największy, mogłem już zainstalować nad łóżkiem. Rama co prawda nie do końca trzyma się ściany tak jak powinna, z powodu mojego błędu, ale mam nadzieję, że Marilyn nie spadnie mi podczas snu na głowę. Mam pewne zastrzeżenia do jakości samego plakatu, ale ogólnie jestem zadowolony. Plakat ze Schwarzeneggerem w roli Terminatora stoi póki co na podłodze, bo jeszcze nie chce mi się instalować czterech plakatów, które trafią na boczną ścianę. Poza tym nadal brakuje mi dwóch z tych czterech i nie do końca wiem jakie wybrać. Zresztą wybór nie jest duży...

Zdaje się, że jutro będę z Tatą uszczelniał okno silikonem, a to oznacza, że najpierw muszę rozłączyć całe moje kino domowe i wynieść je z pokoju, by mieć dogodny dostęp do okna. Strasznie mi się tego nie chce robić, ale przynajmniej oszczędzę 2000 złotych...

Skoro potrzebuję 6000 złotych na objechanie Niemiec dookoła to powinienem zacząć już ciułać pieniądze na ten cel. Tylko sam jeszcze nie wiem czy w ogóle będę się wybierał tak daleko... Może najpierw zwiedzę Dolny Śląsk, który także mnie kusi i odwiedzę kawałek Czech? Okaże się w maju przyszłego roku...


2015.09.15 / Wtorek / 17:42 - Stojaki na płyty blu-ray

Po bokach mojego telewizora zamieszkały dzisiaj dwa eleganckie stojaki na płyty blu-ray. Wypełniłem filmami jeden cały i pół drugiego, więc jeszcze trochę miejsca na kolejne płyty zostało. Stojaczki musiałem kupić, bo na moim nowym regale, którego jeszcze nie mam, płyty blu-ray wraz z płytami dvd po prostu by się nie zmieściły.

Wczoraj przyszalałem także z aluminiowymi ramami na plakaty, zamawiając na Allegro trzy normalne ramy na standardowe plakaty filmowe i jedną dużą ramę 100x140 cm, na duży plakat z Marilyn Monroe, który zawiśnie nad moim łóżkiem. W sumie będę więc miał cztery plakaty filmowe po lewej stronie pokoju i jeden większy nad łóżkiem. Może będzie ładnie.

Widzę teraz tylko jeden problem - przy obecnym ustawieniu, ze stojakami po bokach telewizora, nie będę mógł postawić tam więszkego Sony, 55 calowego, gdy go kiedyś kupię! Tragedia. ;)

Przede mną trzy nocki w pracy. Siostra też ma nocki, razem ze mną, ale ona będzie chyba pracować w domu. Ja jako lider muszę być na miejscu, a są to właśnie nocki liderskie, bardzo przeze mnie lubiane.


2015.09.14 / Poniedziałek / 18:48 - Wymieniać okno, czy nie?

Siostra co prawda wróciła już do Puław, ale zostawiła mi pierożki, które każdego dnia zjadam na obiad lub kolację. Niestety zostały mi już tylko dwa woreczki, więc wkrótce pyszne jedzenie się skończy i znowu będę jadł byłe co.

Dzisiaj mam dzień wolny, który spędzam w domu. Obudziłem się z bólem szyi i głowy, ale później ból minął i mogłem pomóc Tacie w zainstalowaniu nowego słupka ogrodzeniowego, a raczej wielkiego słupa, bo ciężko ten kawał drewna nazwać po prostu slupkiem, a później zajeliśmy się razem wymianą klamki w samochodzie.

Naprawionym samochodem pojechałem do sklepu po śmietanę i kilka innych rzeczy, a później zająłem się przerzucaniem starych wpisów z bloga na moją stronę internetową. Jest to o wiele łatwiejsze, odkąd pomógł mi kolega Łukasz, który jakimś tajemniczym skryptem zrzucił wszystkie zdjęcia z mojego fotobloga na dysk.


2015.09.10 / Czwartek / 18:58 - Najlepsze pierożki świata

Tak wygląda zabytkowe okno mojego pokoju. Zastanawiam się ostatnio czy powinienem je wymieniać na szczelne, czy będzie to tylko zbędny wydatek, który nie przyniesie wiele dobrego. Czy zamknięte szczelnie nowe okno nie przyczyni się jeszcze bardziej do wzrostu wilgotności w moim pokoju? Czy faktycznie będzie dużo cieplej? Na razie jeszcze się zastanawiam, choć w każdej chwili siostra może mi pożyczyć pieniądze na tę inwestycję...

Mam dzisiaj dzień wolny, wypoczywam, wystawiam różne rowerowe rzeczy na Allegro, oglądam filmy z Marilyn Monroe, która wczoraj odkryłem, i którą się zachwyciłem. Póki co widzialem dwa - drmatyczne "Skłóceni z życiem" Johna Hustona i bardzo przyjemne "Pół żartem, pół serio" Billy'ego Wildera, ale jeszcze dzisiaj sięgnę po kolejne. Marilyn miała tyle lat co Gosia, gdy umarła...

Gosia przywiozłaby mi dzisiaj mój regał ze sklepu, gdyby nie to, że jeszcze go tam nie ma. Poczekam na mebel dłużej i spotkam się z Gosią w innym terminie. Na razie Gosia wypoczywa sobie w Wildze, wypełniając swój wolny czas... Pracą.

Ja też intensywnie oddaję się pracy - przedwczoraj i wczoraj pracowałem po 10 godzin, próbując ogarnąć wielki ruch, który mieliśmy w firmie. Wczoraj było ciekawie, bo po raz pierwszy pracowałem w domu, zdalnie, przez Internet. Jest to całkiem dobra metoda, nie trzeba wtedy poświęcać czterech godzin na dojazd do firmy i powrót do domu, nasza prędkość transferu w modemie jest w stanie obsłużyć aplikację, ale działa ona naprawdę bardzo wolno. Samo otwarcie kolejnego smsa zajmuje około 10 sekund, tak samo jak wyświetlenie katalogu ze zdjęciami. Z tego powodu jestem jednak zwolennikiem pracowania w firmie i w przyszłości raczej będę unikał dyżurów zdalnych, ale mojej młodszej siostrze takie dyżurzy przypadły do gustu i z tego co widzę, będzie ona teraz pracować głównie przez Internet.

Idę coś zjeść. Niestety pierożki już mi się skończyły, ale obiecałem sobie, że nauczę się je robić. Starsza siostra będzie mi musiała zrobić kurs lepienia pierogów. Hmm, posiadając tą umiejętnoćś będę mógł trafiać do serca każdej kobiety poprzez żołądek. Przynajmniej każdej, która uwielbia pierogi tak jak ja...


2015.09.08 / Wtorek / 21:51 - Palace of Culture and Science

Zdjęcie Pałacu Kultury dodałem przedwczoraj, a notkę piszę dzisiaj - w wolny czwartek. Będę więc mógł opisać także dzień wczorajszy, zaburzając ogólny porządek na moim fotoblogu. Dwa dni temu nie działo się nic szczególneg, pojechałem do pracy na zwykły dyżur na smsach, jak za dawnych lat, a przed pracą wstąpiłem do PZU w Izabelinie, by opłacić kolejny rok ubezpieczenia OC na samochód. Podzieliliśmy się tą opłatą po równo - ja, Tata i młodsza siostra - każde z nas dało na ten cel 200 złotych.

W drodze do pracy zlał mnie porządny deszcz, tak porządny, że moje ubranie przeciwdeszczowe zaczęło przeciekać w kilku miejsach. Podczas dyżuru zrobiłem widoczne powyżej zdjęcie, a na koniec wróciłem do domu bez żadnych opadów, choć w niskiej temperaturze.

Wczoraj podobnie - zimno w drodze do pracy, trzeba się ciepło ubierać, ale przynajmniej nie padało. Jest tak samo jak wtedy, gdy zaczynałem się spotykać z Gosią, gdy odwiedzałem ją rowerem na Białołęce, niekiedy marznąc przy tym niemiłosiernie. Gosię chciałem wczoraj zaprosić do kina Iluzjon, na swojego ukochanego "Człowieka z blizną" Briana de Palmy. Zarezerwowałem nawet bilety, ale do kina w końcu nie poszliśmy, bo miałem w pracy tak duży ruch, że nie wypuszczono mnie o odpowiedniej godzinie. Jeszcze bym jakoś zdążył, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu oboje, także dlateo, że Gosia miała jeszcze dużo pracy. Cóż, wybierzemy się do kina kiedy indziej, a "Człowieka z blizną" mam przecież na płycie blu-ray.

Wróciłem więc do domu, bo odczuć w nim, że jest już faktycznie zimno. Znowu zaczęło się marznięcie, znowu przez pół roku będziemy cierpieć przez to, że Tata sprowadził nas kiedyś do zimnego domu w lesie, którego nie ogrzewa tak jak się to powinno robić. Wtedy od razu nachodzą mnie myśli o wyprowadzeniu się stąd, ale skoro wyremontowałem pokój i inwestuję teraz w meble, a nawet w wymianę okna, to o ucieczce nie może być już mowy.

Zamówiłem drugi regał Kaspian i Gosia mi go dostarczy, gdy tylko będzie on gotowy do odebrania ze sklepu. Ciekawostką jest to, że w rogu pokoju już wyłazi pierwsza wilgoć, więc całe moje malowanie wkrótce pójdzie na marne. Najwidoczniej malowanie trzeba tutaj urządzać co rok, jeśli chce się mieszkać w normalnych, ludzkich warunkach. Ja pierdole...


2015.09.06 / Niedziela / 20:19 - Do Brwinowa, do Jacka

W końcu wybrałem się do Jacka, który od tego roku mieszka w Brwinowie. Ostatnio spotkałem się z nim dwa lata temu, ostatniego dnia sierpnia, gdy jego syn miał ponad roczek, a jego dziewczyna-narzeczona, była jeszcze zdrowa. Teraz syn Jacka ma już trzy lata, a narzeczona ma problemy ze zdrowiem, tak skomplikowane, że w końcu nie wiem jakie konkretnie, ale podchodzą one pod jedną konkretną kategorię - rak.

Starsza siostra, kończąca swój dwutygodniowy urlop, została zawiezione do autobusu przez Tatę, a ja wsiadłem na rower i mimo dosyć okropnej pogody ruszyłem na południe. Chłodno, nieprzyjemnie, mnóstwo ciemnych chmur na niebie, a przede wszystkim silny wiatr prosto w twarz, taki sam jak podczas wyprawy do Niemiec, a nawet gorszy. To przez wiatr jechałem ponad dwie godziny, choć do Jacka mam tylko 24 kilometry. Po drodze wiejskie, standardowe, nudne tereny, a w końcu samo miasteczko Brwinów, znacznie gorsze od poprzedniego miasteczka Jacka - Grodziska Mazowieckiego.

Na miejscu przywitał mnie Jacek i jego syn, który przez te dwa lata zupełnie się zmienił. Od razu poszliśmy do mieszkania, w którym przywitałem się także z narzeczoną Jacka, która oczywiście także się zmieniła. Mały dostał ode mnie ptasie mleczko, a dorosłym niczego nie przywiozłem, więc postanowiłem, że postawię wszystkim pizzę. Na zamówienie należało poczekać pięćdziesiąt minut, więc zdążyliśmy się jeszcze w czworkę przejść do pobliskiego sklepu, w którym kupiłem piwo.

Pizza była taka jakiej można się spodziewać po Brwinowie - nie było w niej żadnej szlachetności, ale dawała się zjeść i porządnie się nią posiliłem. Z Jackiem rozmawiałem głównie o jego pracy, a obecnie pracuje on w salonie Black Red White, choć w tym roku przechodził kilka razy z jednej firmy do jednej. Z tego co mówił wynika, że wszędzie jest marnie i nigdzie nie ma tak fajnej atmosfery i tak fajnych ludzi jak za dawnych czasów na serwisach sms w MNI. To umocniło mnie w przekonaniu, że dobrze robię trzymając się od dziewięciu lat tej samej branży. ;)

O zdrowiu nie rozmawialiśmy w sumie wcale, bo i nie wiadomo jak o tym rozmawiać, gdy sytuacja jest tak... Napięta. Synek wyrósł, można z nim nawet porozmawiać, pobawić się, choć zdarza mu się też rozrabiać, co podobno jest spowodowane przede wszystkim złym wpływem jakiegoś chłopca z sąsiedztwa, którym głupi rodzice wcale się nie interesują. Wystarczy tylko wspomnieć, że ów chłopiec wpadł na pomysł, by poustawiać kamienie na schodach, po których chodzi inny sąsiad, niewidomy. Skończyło się tym, że sąsiad się przewrócił i się poobijał. Cóż, są fajne rodziny, dobrzy rodzice, którzy dobrze wychowują swoje dzieci i chujowe rodziny, z chujowymi rodzicami i w efekcie chujowymi dziećmi. Wiem coś o tym, bo spędziłem dwa lata z klasą ludzkich odpadów w zawodówce. To od tamtego czasu tak nie cierpię wszelkiego menelstwa, dresiarstwa i tego wszystkiego, co teraz przytaszczą do nas imigranci. ;)

Imigranci, najpopularniejszy obecnie temat, nawet na Sympatii.pl. Chciałem w sobotę iść protestować pod Pałac Kultury, ale kurwy z PO zakazały manifestacji. Faktycznie, demokracja...

Wracając jednak do mojej wizyty u Jacka - po kilku godzinach postanowiłem wracać do domu i musiałem się w końcu na to zdecydować bez względu na padający deszcz. Na szczęście zabrałem ze sobą komplet ubrań przeciwdeszczowych, dzięki któym w ogóle nie zmokłem. Do domu wracałem z wiatrem, ale za to podczas deszczu - pierwszego deszczu, który dopadł mnie tego lata.

Po wizycie miałem takie spostrzeżenia - fajnie jest mieć dziecko, ale jeszcze fajniej jest mieć święty spokój. O ile dwa lata temu po wizycie u Jacka twierdziłem, że zostanie ojcem to naprawdę świetna sprawa, o tyle teraz uważam, że jest to tylko jedna z kilku fajnych opcji. Moje życie jest teraz o wiele wygodniejsze i łatwiejsze właśnie dzięki temu, że nadal jestem bezdzietnym kawalerem. Podobno jest też w jakiś sposób płytsze, ale nie bardzo się tym przejmuje i coraz częściej zastanawiam się nad tym czy w ogóle chciałbym zostać ojcem... Sam nie wiem. I tak nie mam do tego zdrowia, z ciągłymi zawrotami głowy i innymi dolegliwościami. Póki co będę sobie żył swoim starym, wygodnym, łatwym życiem...


2015.09.04 / Piątek / 15:22 - Złoty samochód

Myślałem, że widziałem w swoim życiu już wszystkie możliwe kolory samochodów, ale niedawno przekonałem się, że byłem w błędzie. W Warszawie jeden facet jeździ takim oto złotym, błyszczącym samochodem. Ale mniejsza z tym... Podczas powrotu do domu ów samochód nawinął mi się przed aparat i dlatego jest na zdjęciu.

Piszę te słowa w sobotę, a zdjęcie zrobiłem w czwartek, przed południem gdy wracałem od Gosi, u której spędziłem noc. Wieczorem napiliśmy się piwa na jej dużym balkonie, a wcześnie rano wsiadłem na rower i przejechałem się na Halę Banacha, by kupić tam rogale z makiem, które następnie przywiozłem z powrotem do Gosi i zrobiłem z nich nasze śniadanie. Po południu byłem już w swoim domu, gdzie zastałem leżącą na moim wyrku starszą siostrę, która akurat oglądała kolejny film. Razem obejrzeliśmy takie filmy jak "Birdman" Alejandro Gonzalesa Inarritu, naprawdę dobry, a także cudowny "Wielki błękit" Luca Bessona, który kupiłem na dvd w prawidłowej, reżyserskiej, pełnej wersji ze ścieżką dźwiękową po angielsku. Nowe wersje tego wspaniałego filmu są spartolone, nawet na blu-ray, bo dostępna jest na nich tylko francuska, dubingowana ścieżka dźwiękowa. Wstyd. Ogólnie czwartkowe popołudnie i wieczór spędziłem przed telewizorem, choć zdążyłem także usiąść do komputera, by opisać kolejny dzień mojej rowerowej wyprawy z maja. O tak, powoli mi to idzie, skoro jestem dopiero w połowie... Zresztą nieważne, bo i tak nikt tego nie czyta.

W czwartek pojechałem do pracy na rano i podczas dyżuru zaproponowałem Gosi, że pójdziemy razem na pizzę do mojej ulubionej pizzerii, słynnej La Tomatina. Gosia zawalona pracą zrobiła sobie przerwę i o godzinie 18:00 jechaliśmy już razem na rowerach w kierunku ulicy Kruczej. Zjedliśmy bardzo smaczną pizzę z grzybami i innymi dodatkami, ale bez mięsa i zapewne datego udało nam się wchłonąć ją w całości, mimo że była naprawdę duża. Tym sposobem Gosia zapoznała się z moją ulubioną pizzerią i można powiedzieć, że tak oto uczciliśmy pół roku naszego jakby-związku, lub po prostu pół roku naszej znajomości.

Po skonsumowaniu pizzy ruszyliśmy rowerami na ulicę Foksal, gdzie Gosia pokazała mi swoje poprzednie biuro, oraz na ulicę Dobrą, przy której znajduje się jej obecne biuro. Na Mokotów wrócilśmy ulicą Świętokrzyską, wyposażoną od pewnego czasu w bardzo fajne ścieżki rowerowe. Tak minął mi czwartkowy wieczór, w bardzo przyjemny, gosiowo-rowerowo-pizzowy sposób. ;)

Wczorajszy piątek spędziłem w całości w domu, śpiąc długo, grając w GTA V, oglądając do końca film "Grease" i jadąc z siostrą po zakupy, a także jedząc pyszne pierożki, które siostra mi zrobiła, moje ulubione, z kaszą jaglaną i ryżem. Ach. :)

Za pół godziny wyruszam do pracy, na dyżur od 14:00 do 22:00, a jutro wsiądę na rower i w końcu odwiedzę Jacka w jego Brwinowie, w którym jeszcze nie byłem. Siostra jutro wraca do Puław, a w poniedziałek wraca do pracy, bo minęły już dwa tygodnie jej urlopu.