2015.12.03 / Czwartek / 04:31 - Les Visiteurs

Spotkałem się z kotem, a przy okazji zjawiła się też Gosia. Nie widzieliśmy się ponad miesiąc i chyba stęskniliśmy się za sobą. Właściwie mogę mówć tylko za siebie i przyznaję, że byłem stęskniony - zarówno za Gosią jak i za kiciusiem. Gosia wpadła do mnie przede wszystkim po to, by przekonać się jak smakują pierogi jaglane, moje ulubione, zrobione przez moją starszą siostrę. Została akurat ostatnia porcja, którą zjedliśmy wspólnie w moim pokoju. Kiciuś zwiedził ponownie cały dom, wciskając się w każdy jego kąt, a później położył się z nami w łóżku, gdy nadeszła jego faza przytulania i spania. My z Gosią też mieliśmy fazę przytulania, co jest chyba trochę dziwne, bo przecież mieliśmy być i w sumie jesteśmy tylko przyjaciółmi. Dziwne czy nie, przyjemnie było znowu gościć u siebie Gosię, bo jest ona fajnym elementem mojej układanki, którego mi brakowało przez ostatni miesiąc.

W poniedziałek byłem jednak u Zuzy, którą odwiedziłem po raz drugi. Pogoda była na tyle zachęcająca, że postanowiłem pojechać do niej rowerem. To tylko 13 kilometrów, które przejechałem w 55 minut jazdy. Na koniec dopadł mnie co prawda deszcz, ale byłem odpowiednio ubrany, więc nie stało się nic złego. W mieszkaniu Zuzy dokonałem naprawy kina domowego, które było połączone koszmarną plątaniną kabli, a następnie obejrzeliśmy razem film Ghost World. Tutaj mogłem się przekonać jaka jest różnica między porządnym kinem domowym, takim jak moje, a takim plastikowym i archaicznym, jakie ma Zuza. Zuza poczęstowała mnie ciastkami zrobiony przez jej babcię, a nawet dała mi je do domu, pakując w plastikowy pojemnik, który wkrótce będę musiał jej oddać, co będzie dobrym pretekstem do kolejnego spotkania. Dostałem od niej też dwie książki, jedną o bunkrach, a drugą o kolejach. Wypiliśmy razem piwo, obejrzeliśmy film, pogadaliśmy trochę i o godzinie 22:00 wsiadłem ponownie na rower, by wrócić do domu. O dziwo jechało się bardzo przyjemnie, mimo dosyć niskiej temperatury. Może jeszcze w tym roku powinienem przejechać się do pracy rowerem?

Ogólnie wszystko wskazuje na to, że Zuza mnie polubiła, co w sumie niczego nie zmienia między nami, bo ja nie chcę robić kolejnego kroku ku jakiejś większej bliskości. Mimo że jest to dziewczyna na naprawdę wysokim poziomie, co do której właściwie nie mam żadnych zastrzeżeń, to jednak nie czuję do niej niczego szczególnego i nie mógłbym się w niej zakochać. Szkoda, bo gdy los nas połączył to być może zamieszkałbym u niej, a Zuza ma najfajniejsze mieszkanie ze wszystkich dziewczyn, które dotychczas poznałem, znajdujące się w najfajniejszym możliwym miejscu, tuż przy mojej ukochanej Wojskowej Akademii Technicznej. Swoją drogą to ciekawe, ża każda dziewczyna, którą poznaje, ma własne mieszkanie i to zazwyczaj niezłe. Zuza jest taka fajna i wartościowa, a z tego co pamiętam to jest samotna od kilku lat. Co jest nie tak z dzisiejszymi facetami?

Mnie Zuza nie powinna brać pod uwagę, bo ja jestem dziwnym człowiekiem, miłośnikiem dziwnych kobiet. Ostatnio w autobusie ponownie widziałem pewną dziewczynę, która bardzo mi się podoba i jest ona tak dziwaczna, że aż sam się zdziwiłem jak ktoś taki w ogóle może się komuś podobać.

A tak w ogóle to zgadzam się z tym co napisała w tym roku pamiętna Kasia z Lublina, obecnie już mężatka, że Gosia do mnie pasuje. Tak, lubię nas jako parę, mnie i Gosię, tylko jestem zupełnie niezadowolony z faktu, że nie zaspokajam potrzeb Gosi i nie jestem takim mężczyzną, którego ona chciałaby mieć. Cóż na to poradzić? Pewnie nic nie da się zrobić...

Może powinienem odezwać się do tej dziwacznej dziewczyny z autobusu. Czytała ostatnio książkę Pratchetta, więc przynajmniej jest szansa na to, że w jej głowie znajduje się mózg.


2015.12.01 / Wtorek / 12:25 - Pora recenzować

Cztery dni wolne. Obudziłem się o godzinie 7:00, po śnie, w którym zostałem zabity na Żoliborzu przez Muzułmanów. Próbowałem w nim udawać trupa, ale się nie udało, bo strzelili mi w plecy, gdy leżałem i naprawdę zmieniłem się w trupa. Wtedy się obudziłem...

Fajnie, że tak wcześnie wstałem, bo po śniadaniu miałem czas na zabranie się za to, za co zabierałem się od dawna, czyli za stworzenie recenzji płyty blu-ray z filmem "127 godzin". Zamierzam w ten sposób opisać wszystkie płyty z filmami, które posiadam, a "127 godzin" jest pierwszym w kolejności, ze względu na swoją nazwę. Poświęciłem cztery godziny na obejrzenie filmu wraz z komentarzem i dodatkami, podczas którego wypunktowałem wszystkie niezbędne elementy, które powinny się znaleźć we wnikliwej recenzji. Tak się tym zmęczyłem i przy okazji tak zgłodniałem, że za samo pisanie tekstu zabiorę się w innym czasie. W każdym razie film jest znakomity, tak samo zresztą jak jego wydanie na blu-ray, pełne bardzo fajnych i wartościowych dodatków.

Za kilka godzin wybieram się do Zuzy, którą ponownie odwiedzę w mieszkaniu. Chciałem do niej pojechać rowerem, ale lepiej będzie jednak skorzystać z autobusu 729, którym mogę dojechać prawie na sam WAT. Zajmę się u Zuzy jej kinem domowym, a jak uda mi się je złożyć w prawidłową całość to może nawet obejrzymy razem jakiś film.