2016.02.29 / Poniedziałek / 20:45 - Pierwszy dzień na infolinii

Jedna z najpiękniejszych dziewczyn z gminy Izabelin, w stu procentach w moim typie, bardzo podobna do Doroty z Dęblina. :) Nie wiem jak ma na imię, nie wiem ile ma lat, widziałem ją tylko dwa razy w życiu - dzisiaj i 29 czerwca 2013 roku, w swoje urodziny, sześć dni przed śmiercią Mamy, gdy jechałem do Szpitala Bielańskiego, odwiedzić Tatę. Ja to jednak mam gdzieś w mózgu zapisany typ kobiecej urody, oddziałujący na mnie bardzo intensywnie, bardzo konkretnie określony. Wystarczy, że znajdę się w pobliżu takiej dziewczyny, a od razu mam wrażenie, że całe moje życie nabierało sensu, że świat jest piękny i warto żyć. Zarazem w tym samym czasie przechodzę przez istne męczarnie i odczuwam wielki smutek. Czasem nawet zbieram się w sobie, przezwyciężam wewnętrzną blokadę i zaczynam z taką dziewczyną rozmawiać. Później niestety nie wynika z tego nic szczególnie dobrego...

Dzisiaj zacząłem pracę na infolinii, którą będę wykonywał przez cały miesiąc. Podczas pięciogodzinnego dyżuru nikt nie zadzwonił na mój telefon. W sumie przy trzech telefonach siedzą trzy osoby obsługujące infolinię, ale dzisiaj zadzwonił do nas tylko jeden mężczyzna, z którym porozmawiała koleżanka. Może jutro z ja z kimś porozmawiam? Szczerze mówiąc nie sądzę, by ajenci sklepów ABC zainteresowali się konkursem, który przygotowała dla nich firma Eurocash. Mamy łatwą, lekką pracę, tylko trochę nudną. Ja uczyłem się słówek, a dziewczyny bawiły się swoimi smartfonami.

Dzisiaj w Moskwie Muzułmanka zatrudniona jako niania obcięła głowę dziewczynce, którą się opiekowała, chodziła z tą głową po mieści, krzyczała Allahu Akbar oraz jestem waszą śmiercią". Jakiś czas temu imigranci zebrani na swojej własnej manifestacji w Berlinie krzyczeli, że zabiją wszystkich Niemców. Zobaczymy, czy wkrótce w Europie będzie dochodzić do coraz częstszych zamachów zgotowanych nam przez Muzułmanów. Jeśli tak, to będzie oznaczać, że wszystko idzie zgodnie z planem tych ludzi, którzy chcą wprowadzić Nowy Porządek Świata.

Dzisiaj dowiedziałem się od swojej koleżanki, że prawdopodobnie rozstanie się z mężem, za którego wyszła niecałe trzy lata temu, i z którym ma dziecko. Powiedziała mu, że go nie kocha. Kolejne nieudane małżeństwo, kolejne dziecko, które będzie się wychowywać w nienormalnej rodzinie. W tej chwili moja wiara w miłość i związki opiera się na kilku znanych mi parach, którym mocno kibicuję. Ja sam na szczęście nie mam żadnych problemów z miłością, bo po prostu obecnie nie ma jej w moim życiu w ogóle. Kiedy ostatnio byłem naprawdę zakochany? Czy jeszcze kiedyś będę z kobietą, w której się naprawdę zakocham? Lepszy jest związek z mądrości, czy z głupoty, jaką może być zakochanie? Czy zakochanie zawsze jest głupotą? Z pewnością nie.


2016.02.28 / Niedziela / 17:45 - Żyjemy w świecie Illuminatów

Niestety ludzie są ślepi, patrzą, ale niczego nie widzą. Mają oczy szeroko zamknięte. Nie tylko nie dostrzegają zła, ale nawet stają w jego obronie. To jest najgorsze.


2016.02.26 / Piątek / 23:54 - Spitolony

Przejechałem się dzisiaj do Warszawy, by złożyć zeznania podatkowe w Urzędzie Skarbowym na Bielanach. Po drodze towarzyszył mi śnieg, który porządnie mnie zasypał, gdy przechodziłem obok swojego dawnego liceum, które jest widoczne na powyższym zdjęciu. Z Bielan pojechałem na Śródmieście, gdzie wstąpiłem na chwilkę do firmy, a nawet próbowałem pójść do kina na najnowszy film braci Coen. Niestety w moim ulubionym Atlanticu w ogóle tego filmu nie grają, dlatego zrezygnowałem z filmowej rozrywki i poszedłem do Składu Tanich Książek. Długo przeglądałem dostępne tam książki, a ostatecznie kupiłem sobie tylko słownik języka czeskiego, choć już jeden mam. Fajna, sympatyczna wizyta w stolicy. Wspaniale jest nie pracować i mieć dużo wolnego, ale w przyszłym tygodniu odmiana - aż sześć dni pracy!


2016.02.25 / Czwartek / 16:39 - Maszyna do szycia Singer

Tata postanowił oddać naszą maszynę do szycia sąsiadowi z końca naszej wioski. Sąsiad podobno akurat myślał o maszynie do szycia, a my naszej już w ogóle nie używamy, więc przekażemy ją w dobre ręce. Zrobiłem maszynie pożegnalne zdjęcia, a Tata opowiedział jak w latach osiemdziesiątych pojechał z Mamą ją kupić. Mamy już nie ma, maszyny też już nie będzie, ale Tata jeszcze jest.


2016.02.25 / Czwartek / 16:04 - Na szkolenie i na Raków

Czwartek, jeden z licznych dni wolnych w tym miesiącu. Mimo braku dyżuru, musiałem pojechac do firmy, na szkolenie dotyczące nowego działu, który pojawił się w naszym biurze. Myślałem, że będzie to praca na stałe, ale okazało się, że to tylko jeden projekt, na jeden miesiąc. Będziemy obsługiwać infolinię związaną z konkursem w sklepach ABC. Dyżury po pięć godzin, od poniedziałku do piątku, a sama praca lekka, o ile w ogóle ktoś będzie dzwonił. Szkolenie było fajne, prowadzone przez sympatyczne, młode panie, a pracę zaczynamy od poniedziałku. Zdobędę nowe doświadczenie - telefoniczne.

Po godzinnym szkoleniu pojechałem na WKD na Raków, na którym w roku 2005 pracowałem przez cały jeden tydzień. Obecnie w tej okolicy pracuje Ewcia, od której odebrałem PIT, by jak co roku wypełnić jej zeznanie podatkowe. Ewcia akurat miała przerwę obiadową, więc spotkaliśmy sie w bistro, w którym jednak niczego nie zjadłem. W tej samej okolicy, a może nawet w tym samym budynku, pracuje moja była dziewczyna - Asia, która ostatnio nawet powróciła do moich znajomych na Facebooku. Z tego co wiem to żyje ona sobie całkiem dobrze z facetem, na którego mnie zamieniła i mieszkają razem w Błoniu.

Po wizycie na Rakowie miałem odwiedzić Zuzę, ale spacerowała wczoraj niemal do rana ze swoim nowym kolegą i dopiero się budziła, gdy do niej zadzwoniłem, więc przełożyliśmy spotkanie na inny czas. Mimo wszystko pojechałem autobusem na Bemowo, by stamtąd dostać się do Mariewa, autobusem 729, którym bardzo rzadko jeżdżę.

Fajny, miły, ciekawy dzień. Szczególnie szkolenie było interesujące. Być może w przyszłości będziemy obsługiwać inne projekty tego typu. Póki co mam cztery dni wolne. Na rower na razie nie wsiadam, bo po ostatniej wycieczce lekko się przeziębiłem. Szkoda, bo po dwóch dniach tego tygodnia byłem na pierwszym miejscu klubu Szajbajk, na Stravie. Cóż, wrócę do zmagań na wiosnę...


2016.02.23 / Wtorek / 19:35 - Nowolazurowa

Ulica Nowolazurowa, przedłużenie Lazurowej, prowadzące z Bemowa na Ursus. Nie było, a jest. Dzisiaj po raz pierwszy przejechałem się tą ulicą, przekonując się przy okazji jak bardzo zmieniło się końcówka samej Lazurowej, przy skrzyżowaniu z Szeligowską. W sumie przejechałem dzisiaj 72 kilometry i odwiedziłem kilka dzielnic Warszawy. Dzień był paskudny, ale mimo wszystko i tak wsiadłem na rower, by jak najszybciej w tym roku odzyskac kondycję. Pod koniec jak zwykle dopadła mnie czkawka i okropne uczucie związane z rozciąganiem płuc, które pojawia się zawsze tylko na początku sezonu rowerowego. Czuję się dosyć okropnie, ale możliwe, że jutro też się gdzieś przejadę. Na Bemowie zobaczyłem się na chwilkę z Zuzą, która wyszła na swój balkon, gdy do niej zadzwoniłem. Z Sylwią oczywiście się nie widziałem, choć zajechałem nawet na jej Białołękę. Pora wypocząć...


2016.02.23 / Wtorek / 00:58 - W poszukiwaniu mądrej kobiety

Jutrzejsze spotkanie odwołane, bo Sylwia okazała się być typową kobietą-marionetką, wytresowaną przez media, nie potrafiąca samodzielnie myśleć, nie dążącą w jakikolwiek sposób do poznania jakiejkolwiek prawdy. Niełatwo jest znaleźć kobietę, która nie ma wyprawnego mózgu, która nie jest zwykłą wydmuszką, powłoką pozbawioną wnętrza. Unikam takich istot od czasu, gdy poznałem Gosię, nie tylko dlatego, że interesuję się tylko tymi kobietami, które mi imponują, ale choćby dlatego, że idąc z kobietą do łóżka nie chcę się czuć tak, jakbym leżał obok Rothschilda, Rockefellera, Heintza Kissingera, czy zwykłego Michnika. W tym momencie muszę pochwalić Marię-Katarzynę, której obrazów za bardzo nie lubię, ale która jednak wykazywała się sporą dawką świadomości i inteligencji. Skoro ona jedna była mądra, to może trafię kiedyś na inną, mającą w głowie coś więcej niż tylko politycznie poprawną sieczkę. Na zdjęciu kadr z mojego ukochanego filmu Linklatera, reżysera, który bardzo mi imponuje takimi właśnie zdaniami, które pojawiają się w jego filmach. W najnowszym na przykład, jeden z bohaterów mówi, że zburzenie WTC nie miało nic wspólnego z bliskowschodnimi terrorystami. Jedno jest pewne - nigdy nie chcę mieć nic wspólnego z dziewczyną, która stoi po stronie morderców. Z tego też powodu ostatnio całkowicie zakończyłem znajomość z Edytą, która stoi po stronie muzułmańskich gwałcicieli, zamiast bronić europejskich kobiet. Świat stanął na głowie.


2016.02.22 / Poniedziałek / 19:10 - Strava

Porzuciłam aplikację Endomondo, którą przez ostatnie półtora roku monitorowałem swoją rowerową aktywność, bo prawdziwi rowerzyści używają aplikacji Strava. Na Stravie ciekawe jest rywalizownie z innymi rowerzystami, na przykład w grupie utworzonej przez pewnego rowerowego YouTubera, do której dołączyłem. Z tego co widzę to z kilkuset osób ja przejechałem dzisiaj jeden z lepszych odcinków, choć trafiły się dwie inne osoby, które zrobiły dwukrotnie więcej kilometrów ode mnie. Trzeba przyznać, że rywalizowanie dodaje energii. Ciekawe czy kobiety też tak lubią rywalizować, czy to tylko my, mężczyźni, jesteśmy tacy waleczni.

Na deszczowe wycieczki nie mogę zabierać okularów, bo niewiele wtedy widzę, dlatego jeżdżę nieco po omacku. Lepiej jednak jechać po omacku bez okularów, niż w okularach, przez które prawie nic nie widać.

W Puszczy Kampinoskiej panoszą się ostatnio bobry. Mijałem kilka drzew powalnych przez te bestie, a jeszcze kilka lat temu w ogóle takich nie widywałem. Nadal nie widziałem rysia, pumy, ani wilka. Wilki zostały w puszczy zaobserwowane, ale nie sądzę, bym kiedykolwiek natknął się na jednego z nich.

Może na jutrzejszą randkę też pojadę rowerem, bo przecież muszę dbać o to, by mój wynik na Stravie znajdował się w czołówce. Jeśli mam w tym roku dojechać za jednym podejściem nad morze, a mam to w planach, to muszę poważnie trenować. Co ciekawe, dzisiaj, po raz pierwszy w życiu, zaczęło mnie coś boleć w okolicy serca podczas jazdy rowerem. Może kiedyś umrę na zawał na rowerze? Nie zapomnijcie wspomnieć o tym na moim grobie i na Stravie.


2016.02.22 / Poniedziałek / 18:56 - Deszczowe 47 kilometrów

Poniedziałek. Pojechałem do Warszawy, odebrałem woreczki dla Taty, wróciłem do domu i od razu przebrałem się w rowerowe ciuszki, w które ledwo się mieszczę, by po chwili móc wyruszyć na wycieczkę. Padał deszcz, ale założyłem wszystko co mnie przed nim chroni i jechało się całkiem przyjemnie, przynajmniej na początku. Pod koniec dała o sobie znać utrata kondycji i do domu dotoczyłem się już po zmroku, porządnie wymęczony. Pierwszy raz przejechałem się kładką widoczną na powyższym zdjęciu, którą zbudowano w zeszłym roku. Nie jest ona zrobiona z drewna, tylko z tworzywa sztucznego, więc ma być odporna na warunki atmosferyczne. To podobno najnowsza technologia wśród kładek. Jedzie się po niej fajnie, choć jest ona na tyle wysoka, że nieuważny rowerzysta może się porządnie roztrzaskać, gdy z niej zleci. Mi się to na szczęście nie przytrafiło, dojechałem do samego Leszna, z którego wróciłem sobie okrężną drogą. Pierwsze wycieczki, na początku każdego roku, pozwalają mi zrozumieć jak ciężko jest komuś niewytrenowanemu przejechać tak śmiesznie małą odległość jak 40 kilometrów. Później zupełnie o tym zapominam, próbując wyciągać ludzi na zbyt przejażdżki, które są dla nich zdecydowanie zbyt długie.

Jutro moje spotkanie z Sylwią. Taka zwykła randka zapoznawcza, od razu u niej w domu na Białołęce. Chyba nawet od razu poznam jej syna... Skoro o dzieciach mowa to warto zauważyć, że samotne matki nie dostaną 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Tę dotację otrzymają tylko prawdziwe rodziny, w skłąd których wchodzą mamusie i tatusiowie. W sumie jest to dosyć niesprawiedliwe... Według mnie podział powinien być prost - ci, którzy głosowali na PO, nie dostają niczego. :P


2016.02.21 / Niedziela / 14:03 - Przymusowy urlop dobrowolny

Zdjęcie zrobione niebieskim aparatem, podczas mojego dzisiejszego wyjazdu po zakupy. Już nie wożę ich samochodem, tylko ładuję do sakw i transportuje rowerem, co jest zresztą przyjemne, a przy okazji także darmowe.

Do końca miesiąca mam wolne. Firma ma takie problemy z budżetem na ten miesiąc, że zaproponowano wszystkim, aby anulowali swoje dyżury, a grafik na przyszły tydzień jest tak okrojony, że na przykład moja siostra nie dostała żadnej zmiany. Biada wszystkim, którzy utrzymują się sami, czyli praktycznie wszystkim w naszej firmie. Ja na szczęście nadal mam dobrą i wygodną syutację, póki Tata żyw...

Zapisałem się na szkolenie na jakimś nowym dziale telefonicznym, które odbędzie się w czwartek. Jutro jadę do Warszawy po woreczki stomijne dla Taty. Jeśli pogoda będzie ładna to wybiorę się po nie rowerem. Ogólnie mam dużo czasu na oglądanie filmów i pracę nad swoją marną stroną internetową. Mam też czas na spotkania z kobietami, choć taki bezrobotny człowiek jak ja i tak nie ma szansy u żadnej kobiety. ;)

Zaraz zabiorę się za przeczucanie kolejnych miesiący swojego bloga na stronę. Jestem przy wrześniu 2009 roku i zauważyłem, że byłem wtedy naprawdę bardzo chudy. Teraz jestem jednak o wiele bardziej misiowaty. ;)

W marcu podobno ma być trochę lepiej z pracą, ale jakoś w to nie wierzę. Pierwsza firma, w której pracowałem, MNI, przeniosła się podobno już ponad pół roku temu do Ursusa, by oszczędzać na kosztach wynajmu lokalu. Mają tam problemy z regularnym wypłacaniem pracownikom pieniędzy, więc też nie jest dobrze. Najwyraźniej cała branża chyli się ku upadkowi, co jest oczywiście całkowicie normalne, bo niektóre branże po prostu kończą się z czasem.

Za kilka lat będziemy pewnie już tylko wspominać swoją pracę na czatach sms, która mimo całej swojej głupoty i całego zła, które generuje, była całkiem sympatyczna. Niektórzy z nas spędzili w niej kawał czasu, ze mna na czele... Co zrobią klienci i klientki, gdy nie będą mieli z kim pisać i nie będą mieli na co tracić swoich ciężko zarobionych pieniędzy? Może wreszcie zmądrzeją?


2016.02.20 / Sobota / 09:32 - Canon A495 sample photo

Zdjęcie zrobione niebieskim aparatem, podczas mojego dzisiejszego wyjazdu po zakupy. Już nie wożę ich samochodem, tylko ładuję do sakw i transportuje rowerem, co jest zresztą przyjemne, a przy okazji także darmowe.

Do końca miesiąca mam wolne. Firma ma takie problemy z budżetem na ten miesiąc, że zaproponowano wszystkim, aby anulowali swoje dyżury, a grafik na przyszły tydzień jest tak okrojony, że na przykład moja siostra nie dostała żadnej zmiany. Biada wszystkim, którzy utrzymują się sami, czyli praktycznie wszystkim w naszej firmie. Ja na szczęście nadal mam dobrą i wygodną syutację, póki Tata żyw...

Zapisałem się na szkolenie na jakimś nowym dziale telefonicznym, które odbędzie się w czwartek. Jutro jadę do Warszawy po woreczki stomijne dla Taty. Jeśli pogoda będzie ładna to wybiorę się po nie rowerem. Ogólnie mam dużo czasu na oglądanie filmów i pracę nad swoją marną stroną internetową. Mam też czas na spotkania z kobietami, choć taki bezrobotny człowiek jak ja i tak nie ma szansy u żadnej kobiety. ;)

Zaraz zabiorę się za przeczucanie kolejnych miesiący swojego bloga na stronę. Jestem przy wrześniu 2009 roku i zauważyłem, że byłem wtedy naprawdę bardzo chudy. Teraz jestem jednak o wiele bardziej misiowaty. ;)

W marcu podobno ma być trochę lepiej z pracą, ale jakoś w to nie wierzę. Pierwsza firma, w której pracowałem, MNI, przeniosła się podobno już ponad pół roku temu do Ursusa, by oszczędzać na kosztach wynajmu lokalu. Mają tam problemy z regularnym wypłacaniem pracownikom pieniędzy, więc też nie jest dobrze. Najwyraźniej cała branża chyli się ku upadkowi, co jest oczywiście całkowicie normalne, bo niektóre branże po prostu kończą się z czasem.

Za kilka lat będziemy pewnie już tylko wspominać swoją pracę na czatach sms, która mimo całej swojej głupoty i całego zła, które generuje, była całkiem sympatyczna. Niektórzy z nas spędzili w niej kawał czasu, ze mna na czele... Co zrobią klienci i klientki, gdy nie będą mieli z kim pisać i nie będą mieli na co tracić swoich ciężko zarobionych pieniędzy? Może wreszcie zmądrzeją?


2016.02.18 / Czwartek / 19:05 - Canon A560 sample photo 2

Drugie zdjęcie zrobione aparatem Canon PowerShot A560. Aparat ustawił ostrość na napisach za mną, zamiast na mojej twarzy, mimo że ma już funkcję wykrywania twarzy, jako jeden z pierwszych modeli Canona. Jego największą wadą jest mała rozpiętość tonalna, przez co jasne obszary zdjęcia wychodzą często prześwietlone, chyba że mniejszy się ogólnie jasność całego zdjęcia, ale wtedy ciemne obszary mogą być zbyt ciemne. Niemniej zawsze zmniejszam całkowitą jasność o kilka punktów, bo wolę niedoświetlenie od prześwietlenia.

Aparat jest bardzo poręczny i bardzo przyjemny w obsłudze, ale na zdjęciach pojawia się spore ziarno i to nawet przy czułości ISO 200, co zresztą widać na powyższym zdjęciu. Późniejsze kompakty Canona nie sprawiają już takiego milutkiego wrażenia jak te stare i wydaje się, że są ogólnie gorzej wykonane.

Dobrze, ale starczy tego lania wody. Biorę ze sobą drugi kompakcik i jadę na kolejny dyżur nocny. Rano mam się udać razem z sąsiadem do sklepu z częściami do samochodów, po zniszczone elementy naszego auta. Dobrze jedynie, że części Fiata Punto są takie tanie...

Poznałem ostatnio na sympatii pewną Sylwię, która podobno lubi dziwaków, i która zaczęła ze mną rozmawiać w całkiem fajny i naturalny sposób. Szybko okazało się, że zna ona nie tylko moją branże, bo sama w niej pracowała, ale także poprzednią firmę na Białołęce, w której była supervisorką. Zatrudniono ją tam jakiś czas po moim odejściu, więć się nie poznaliśmy, ale mamy wielu wspólnych znajomych. Mamy spotkać się w przyszłym tygodniu. Fajnie.


2016.02.18 / Czwartek / 10:03 - Canon A560 sample photo 1

Wrzucam zdjęcie zrobione starym kompaktem Canon PowerShot A560, podczas dzisiejszej nocki w pracy. Podczas dyżuru obejrzałem samochód kolegi, dużego Renault Megane w wersji kombi, którego chce on sprzedać za jedyne 1500 złotych. Coś musi być naprawdę nie tak z tym samochodem, skoro jest o dwa lata nowszy od naszego Fiata Punto, a zarazem o kilka stówek od niego tańszy. Na oko jest w dużo lepszym stanie niż Punto, ale zło na pewno czai się gdzieś w środku. Tak czy siak Tata woli inwestować w naprawianie Punto. To znaczy inwestycja ta będzie dokonana przy pomocy moich pieniędzy... Ech, a przecież potrzebuję kasy na mój prasko-wiedeński wyjazd rowerowy. Cóż, mimo wszystko i tak powinno mi wystarczyć. Szkoda tylko, że boli mnie szyja... Idę spać.


2016.02.17 / Środa / 17:09 - Canons

Przede mną znowu nocki, same nocki do końca miesiąca. Okazało się, że Jacek jednak nie będzie u nas pracował, bo zarobki nie są tak dobre jak w poprzednich miejscach jego pracy, a także nie ma on już siły pisać wróżb, tak jak za dawnych lat. Tylko mi nic się nie nudzi. ;)

Samochód stoi przed domem, nadal rozwalony. Tata będzie chyba chciał kupić do niego wszystkie uszkodzone części, a jest ich kilka, a następnie zabierze się za wymianę z pomocą sąsiada. Jest to jakaś opcja, być może nawet lepsza od kilku innych, które brałem pod uwagę.

Na zdjęciu dwa aparaty Canon SX220 HS. Ten purpurowy kupiłem jakieś dwa miesiące temu, bo ten czarny ma problemy z mechanizmem w obiektywie, co słychać i widać na filmach, które nim nagrywałem. Obecnie taki aparat można kupić za około 250-300 złotych, a jako nowy, w 2011 roku, kosztował mnie około 1000 zł. Nadal jest to jeden z najfajniejszych aparatów kompaktowych do nagrywania filmów, o tyle lepszy od nowszych modeli, że na jednej baterii nagrywa nawet około godziny filmu. Nowe modele pozwalają tylko na około 5-10 minut nagrywania na jednej baterii, co jest moim zdaniem pozbawione sensu. Baterii mam już pięć, bo z każdym aparatem, który kupowałem, dostawałem jedną.

Ogólnie historia posiadanych przez mnie kompaktów Canona wygląda tak:

1. Canon PowerShot A470 - pierwszy aparat cyfrowy jaki sobie kupiłem. Było to w 2008 roku, na jesieni. Wcześniej używałem bardzo dobrego jak na swoje czasy apratu Olympus mojego Taty, kupionego w 2004 roku, a także aparatu w telefonie Nokia, który to kupiłem w na początku 2008 roku. Za Canona zapłaciłem około 340 złotych i służył mi on do roku 2010, w którym zepsuła się matryca. Wcześniej, w 2009 roku, nasypał się do niego piach, gdy robiłem zdjęcia na plaży nad Wisłą, przez co słychać było zgrzytanie podczas zoomowania.

2. Canon PowerShot A470 - po uszkodzeniu matrycy w pierwszym Canonie, kupiłem drugi taki sam model, używany, na Allegro. Nie pamiętam ile za niego zapłaciłem, ale pewnie około 150 złotych. Działał dobrze do jesieni roku 2011, kiedy to wyzionął ducha, nie pamiętam już w jaki sposób. Ogólnie jednak okazało się, że w tym modelu często psuje się matryca, dokładnie w taki sposób, jak u mnie.

3. Canon PowerShot A495 - kupiony jako nowy, za około 200 złotych, na początku roku 2011. Kupiłem egzemplarz w kolorze białym i sprzedałem go koledze z pracy, po dwóch lub trzech miesiącach używania, bo bardziej spodobała mi się wersja niebieska, a kolega potrzebował akurat aparatu. Ma go do dziś.

4. Canon PowerShot A495 - taki sam model, ale inny egzemplarz, w wersji niebieskiej, także kosztujący około 200 złotych. Mam go do dzisiaj i jest on bardzo poręcznym, sympatycznym kompaktem, niezwykle łatwym w obsłudze, robiącym bardzo dobre zdjęcia przy złym świetle, co wyróżnia go spośród wszystkich innych aparatów jakich używałem. Jedyną jego wadą jest otwierająca się klapka baterii.

5. Canon PowerShot SX210 IS - pierwszy mój aprat z tak dużym, czternastokrotnym zoomem, optyczną stabilizacją obrazu i możliwością nagrywania filmów w HD (ale nie FullHD), za który zapłaciłem około 800 złotych. Wyglądał prawie tak samo jak te, które widać na powyższym zdjęciu, ale jego jakość była jednak sporo gorsza, szczególnie jeśli chodzi o filmy, które były bardzo ziarniste i miały o połowę mniejszą rozdzielczość. Sprzedałem go koledze z pracy za 500 złotych, gdy pożyczył go ode mnie na swój wyjazd do Krakowa, podczas którego wylało mu się na niego piwo. Chciał mi go taki zalany oddać, ale się nie zgodziłem, więc go ode mnie kupił, po okazyjnej cenie. Ale była afera!

6. Canon PowerShot SX220 HS - mój ulubiony model, taki sam jak te na powyższym zdjęciu. Kupiłem nowy za 900 złotych i byłem zachwycony jego jakością. Nagrywał filmy w FullHD, ale mogłem je obejrzeć w pełnej jakośći dopiero wtedy, gdy kupiłem sobie monitor o takiej rozdzielczości. Służył mi wspaniale do czasu aż urwała mu się sprężyna w dźwigni służącej do zoomowania. Wcześniej zrobiła mu sie też rysa na obiektywie, bo ten model ma wadę, polegającą na tym, że klapka zakrywająca obiektyw może go porysować, gdy aparatu nie trzyma się w sztywnym etui. Sprzedałem go w 2013 roku na Allegro komuś kto zajmuje się naprawą aparatów, ale zachowałem sobie baterię.

7. Canon PowerShot SX230 HS - uszkodzony aparat zastąpiłem bardziej zaawansowanym modelem, który kosztował 600 złotych w Euro RTV/AGD. Różni się on od tańszej wersji tylko tym, że ma wbudowany odbiornik GPS, dzięki czemu może nanosić na zdjęcia współżędne geograficzne. Ogólnie jest jednak troszkę gorszy od tańszej wersji, co nie bardzo mi się spodobało. Po niecałym roku porysował mi się w nim obiektyw i sprzedałem go na Allegro, bo rysy były bardzo wyraźne i było to widać na filmach.

8. Canon PowerShot SX220 HS - na Allegro ponownie kupiłem tańszą wersję i jest to ten czarny egzemplarz z powyższego zdjęcia. Zapłaciłem około 350 złotych i do dzisiaj nie ma on żadnej rysy na obiektywie, bo nauczyłem się odpowiednio o niego dbać. Zepsuł się jednak mechanizm w obiektywie, który mocno nim szarpie podczas zoomowania. Na matrycy pojawił się jakiś czarny paproch, który jest widoczny na zdjęciach. Pewnie mógłbym go po prostu z niej zdjąć, ale musiałbym rozkręcić aparat, a nie chcę tego robić.

9. Canon PowerShot A560 - stary model, jeszcze starszy niż mój pierwszy Canon, kupiony przeze mnie z sentymentu za 50 złotych na Allegro na początku 2014 roku. Do dzisiaj sprawny, bardzo dobrze utrzymany, będący już małym zabytkiem. W swoim czasie był dosyć wypasiony, choćby dlatego, że nagrywał filmy w rozdzielczości 640x480 w 30 klatkach na sekundę. Bardzo podobnego modelu, starszego o jeden rok, używała Dorota z Dęblina, w czasach, gdy się spotykaliśmy - dlatego go kupiłem. :)

10. Canon PowerShot SX220 HS - taki sam model, ale purpurowa wersja kolorystyczna. Kupiony pod koniec 2015 roku za około 270 złotych na Allegro, od sprzedawcy, od którego kupiłem najpierw egzemplarz w czarnej wersji kolorystycznej, w którym nie działała bateria podtrzymująca datę i godzinę. Zgodził się on na wymianę i przysłał mi purpurowy, który działa bardzo dobrze, i który zabiorę ze sobą na tegoroczną wyprawę rowerową.

Sporo tego było i sporo mnie to kosztowało, ale najważniejsze, że mam teraz dwa aparaty nagrywające w FullHD, bez których ciężko by mi było żyć. Nie bez znaczenia jest też komplet zapasowych baterii, które w sumie pozwalają mi nagrać kilka godzin filmu. Co prawda mój telefon także nagrywa filmy w FullHD, nie jest to w dzisiejszych czasach nic niezwykłego, ale nie można nim robić zooma, ani nie ma on żadnej stabilizacji obrazu co bardzo wyraźnie przekłada się na uniwersalność. Nadal mam też dwa starsze i prostsze kompakty, którymi rzadko robię zdjęcia, ale których naprawdę przyjemnie się używa. Co ciekawe, gdy kupowałem lustrzankę, zdecydowałem się jednak na największego konkurenta firmy Canon, czyli na Nikona i nie żałuję tego wyboru. Olympus Taty już dawno przestał działać, przez co Tata zupełnie zrezygnował z robienia zdjęć, choć wcześniej jeździł po całej puszczy po to, by fotografować.

Kolejne zdjęcia, które wrzucę na bloga, zrobię każdym z posiadanych aparatów, dzięki czemu będzie można porównać ich jakość. Nie wiem po co, ot tak, z nudy.


2016.02.14 / Niedziela / 11:09 - Rozwaliłem Fiata Punto

Wczorajszy dojazd do pracy był nietypowy - wsiadłem do samochodu, by dojechać nim do Truskawia, ale 150 metrów od domu, nad kanałem, przywaliłem w wystający z ziemi pień. Na zdjęciu widać ślad po tym uderzeniu. Samochód podskoczył w górę, urwało się kilka rzeczy i nie był już w stanie jechać dalej. Musiałem wrócić do domu, wyjaśnić co głupiego zrobiłem, a następnie razem z siostrą i Tatą dopchaliśmy samochód na podwórko. Chwila nieuwagi, złe skręcenie kierownicą i bum. Tata będzie pewnie chciał naprawiać ten samochód, chodź ja będę musiał za tę naprawdę zapłacić, o ile w ogóle jakakolwiek naprawa jest jeszcze możliwa. Na pewno urwały się przewody hamulcowe i coś co ma zwiazek z wałem napędowym, bo napęd nie jest przekazywany na koła, na każdym biegu samochód zachowuje się tak jakby miał wrzucony luz. Masakra.

Przyznaję się do tego, że jestem najgłupszym kierowcą w Truskawiu Małym, a może nawet w całej gminie Izabelin. :) Mi osobiście samochód nie jest do niczego potrzebny i najchętniej po prostu bym go sprzedał, ale dla Taty jest to jedyny sposób na dostanie się gdziekolwiek. Samochód przydaje się też do wożenia zakupów i siostry, która przyjeżdża do nas z Pułąw, choć ja lubiłem te czasy, gdy siostra po prostu musiała przejść przez las pieszo, a ja wiozłem jej ciężkie torby rowerem. Samochód to niebezpieczna bestia - w jednej chwili może odmienić życie człowieka, albo po prostu je zakończyć. Piszę to jako doświadczony powypadkowiec. :)


2016.02.13 / Sobota / 11:28 - The Big Blue

Jeden z moich ukochanych filmów, który od wczoraj mam także na płycie blu-ray. Wczoraj przyjechała do nas siostra. Śnieg już znikł i znowu świeci słońce, ale doładowałem sobie Warszawską Kartę Miejską na jeszcze jeden miesiąc, by nie męczyć się jeszcze na rowerze. Jadę na kolejny dyżur wypełniony lekką pracą...


2016.02.11 / Czwartek / 19:28 - Daddy

Dawno nie fotografowałem Taty, więc wrzucam jego zdjęcie. Tata ma się całkiem dobrze, a przynajmniej taką mamy nadzieję. Mnóstwo czasu spędza przed komputerem, który niestety z jakiegoś powodu często się zacina i trzeba go resetować. Nie wiem czy to jakaś awaria sprzętowa, czy może tak działa marny i denerwujący system operacyjny, jakim jest Windows 10. Nikomu go nie polecam! Komputer jest obecnie wyposażony w bardzo fajny monitor Asus, który w zeszłym roku kupiła młodsza siostra. Zawsze gdy przy nim siądę to ciężko mnie oderwać od przeglądania wszelkich zdjęć. Matryca IPS faktycznie gwarantuje bardzo efektowne kolory. Sam mam nieco gorszy i mniejszy monitor przy swoim komputerze, ze zwykłą matrycą TN, ale w zupełności mi on wystarcza, bo jest bardzo dobrze wykonany. Z biurka, przy którym Tata siedzi, odpada farba. Moja młodsza siosta zabrała się kiedyś za malowanie mebli w tamtym pokoju, ale nie uwzględniła tego, że farba nie trzyma się tak dobrze jak lakier i w miejscu, w którym będzie stale pocierana, zacznie odpadać. Chyba już tak zostanie...


2016.02.11 / Czwartek / 16:29 - Wiosna jednak nie nadeszła

Trzeci dzień wolny. Wiosna jednak nie nadeszła, mimo że przedwczoraj byłem już gotowy na jeżdżenie rowerem do pracy. Wczoraj zrobiło się zimno i przez cały dzień padał deszcz, a w nocy zaczął nawet sypać śnieg. Dzisiaj jest mokro i nieprzyjemnie, więc rower musi jeszcze trochę poczekać na cieplejsze dni.

Zimno mi w głowę, a przez to jest mi ogólnie zimniej w całe ciało. Wczoraj obejrzałem bardzo dobry film "Schmidt" z Jackiem Nicholsonem, opowiadający głównie o starości i emeryturze, czyli o tematach jak najbardziej mi bliskich. Piękne dzieło. Wieczorem odpaliliśmy z siostrą projektor, którego nadal nie naprawiliśmy, by obejrzeć na nim rewelacyjny film Gusa van Santa "To die for" z Nicole Kidman. Obok "Słonia" jest to jego najlepszy twór. Na razie nie wiemy z siostrą czy będziemy naprawiać projektor. Możliwe, że tak, choć to dosyć głupie, bo koszt naprawy wynosi 900 złotych, a za 2300 złotych można mieć nowy projektor, o kilka las lepszy. Ogólnie jednak nadal bardzo lubię oglądać filmy po prostu na swoim telewizorze.

W niedzielę Walentynki, ale ja cieszę się, że w tym roku będę je spędzał po prostu w pracy. Moje dwie kobiety - Zuza i Maria-Katarzyna muszą sobie na ten dzień znaleźć jakieś inne zajęcie. ;) Maria-Katarzyna chyba nadal mnie lubi, bo nawet była gotowa odwiedzić mnie dzisiaj u mnie w domu, ale napisała, że w takim przypadku wzięłaby ze sobą psa, na co nie mogłem się zgodzić, bo nasz dom nie jest miejscem dla psów. W takim przypadku Maria-Katarzyna zaprosiła mnie do swojego mieszkania, ale w taką pogodę nie chce mi się nigdzie jechać... W przyszłym tygodniu odwiedzę za to Zuzę, bo muszę zamontować w jej komputerze kartę graficzną, która pozwoli jej w pełni cieszyć się z nowego monitora, który dostała na gwiazdkę od brata. Ja podobno dostanę od Zuzy jej stary monitor, który dziesięć lat temu był bardzo fajny. Spoko, w naszym domu znajdzie się dla niego miejsce...

Musiałem zamówić nowy akumulator do swojej lustrzanki, bo robienie zdjęć na ślubie koleżanki wymaga posiadania przy sobie przynajmniej dwóch akumulatorów. Dwa akumulatory przydadzą mi się też na wszelkie wyprawy rowerowe, szczególnie, że ten nowy, pozwala zrobić więcej zdjęć niż poprzednia wersja. Najlepsza jednak jest cena takiego czegoś - 190 złotych! Skandal. Nikon ustala bardzo wysokie ceny za wszelkie akcesoria. Podobnie jak Apple.

Zgłodniałem. Idę zjeść pierogi zrobione przez moją starszą siostrę, które przywiozłem z Puław, a później obejrzę jakiś film, albo popracuję nad wrzucaniem zdjęć z mojej pierwszej wyprawy rowerowej. W końcu moja strona internetowa powinna się rozwijać, choć praca nad nią jest taka męcząca... Bleeee.


2016.02.09 / Wtorek / 16:22 - Bez włosów wyglądam młodziej

Teraz wyglądam dużo młodziej. ;) Pora ułożyć jakiś ciekawy plan wypoczynkowych zajęć na najbliższe dwa dni i dzisiejszy wieczór. Jeśli chodzi o dziewczyny to Maria-Katarzyna już mnie za bardzo nie pragnie, bo stwierdziła, że skoro nie lubię jej malarstwa to znaczy, że nie lubię też jej samej. Faktycznie, ja też w podobny sposób postrzegam sympatię do mojego bloga - uważam, że jeśli jakaś kobieta nie lubi mojego bloga to znaczy, że nie lubi samego mnie. :) Tymczasem Zuza nadal mnie lubi i nawet zapraszała do siebie na wspólneg oglądanie filmu "Metro" Luca Besson. Hmm, może faktycznie wpadnę do niej jutro lub pojutrze... Rowerkiem oczywiście, by przy okazji się przejechać. Szkoda tylko, że znowu boli mnie szyja i głowa, przez co tak naprawdę nic mnie w pełni nie cieszy...


2016.02.09 / Wtorek / 14:31 - Pierwsza jazda 2016

Pierwsza wycieczka rowerowa roku 2016 za mną. Pojechałem do ośrodka zdrowia w Izabelinie i do dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, załatwić dwie sprawy dla Taty. Pokręciłem się po okolicy, odwiedzając miejsca, w których jeszcze nigdy nie byłem. Na przykład po raz pierwszy widziałem nową podstawówkę w Izabelinie, której nie było za czasów mojego dzieciństwa. Bardzo fajnie się jeździ, pogoda bardzo przyjemna, jak na luty, a kondycja wcale nie przepadła na amen, jak się spodziewałem. Jutro też się gdzieś przejadę...


2016.02.09 / Wtorek / 10:41 - Jacek w firmie

W pracy ponownie mam normalne, dzienne dyżury. Niewiele mam do roboty, a zarobek całkiem duży, jak się okazało po podpisaniu rachunku za styczeń. W lutym będę miał jednak dużo więcej dni wolnych, takich jak trzy obecne dni wolne, które właśnie się zaczęły. Zaraz wsiadam na rower, by pierwszy raz w tym roku się nim przejechać.

Wczoraj w firmie zjawił się Jacek, który postanowił się u nas zatrudnić. To już trzecia firma, w której razem będziemy pracować, o ile Jacek u nas zostanie. Po krótkim teście został od razu przyjęty i zaproszony na szkolenie, ale jeszcze się zastanawia nad powrotem do starej branży, bo być może ma szansę dostać lepsze stanowisko w innej, poważniejszej firmie.

Jacek powiedział, że wyłysiałem, co tak mnie zdołowało, że zaraz po powrocie z Izabelina chwycę za maszynkę i ogolę się niemal na zero. Podkreślę w ten sposób rozpoczęcie nowego etapu w moim życiu, choć jeszcze nie wiem czym będzie się on różnił od poprzedniego...


2016.02.07 / Niedziela / 09:55 - Time to leave

Przepraszam, że cały czas robię zdjęcia samego siebie, ale to dlatego, że muszę się nacieszyć obiektywem i pilotem. :)

Za godzinę wychodzę z mieszkanka siostry i wracam do Warszawy. Być może podczas mojej kolejnej wizyty w Puławch siostra będzie już miała nową łazienkę? Na razie zastanawia się co ma więcej zalet - prysznic czy wanna. Dla mnie jedno i drugie jest dobre, choć chyba wolę wannę.

Usta mi wyschły, a nie mam pomadki, bo nie stać mnie na nią. Zaraz posmaruję je sobie zwykłym masłem i będzie dobrze. Nie nasiedziałem się w Puławach zbyt długo i nawet nie zdążyłem przejechać się na grób Mamy, ale pewnie wkrótce tutaj wrócę. Może w końcu przejadę się do Puław rowerm, tak dla treningu, już w kwietniu? Póki co kupię sobie jeszcze jeden bilet miesieczny, a rowerem do pracy zacznę dojeżdżać w połowie marca, jeśli pogoda na to pozwoli. Ciężko będzie odzyskać kondycję, która jak zwykle gdzieś się ulotniła w ciągu zimy.


2016.02.06 / Sobota / 11:34 - Relaxing time

Ten obrazek na ścianie wcale nie wisi krzywo, tylko aparat był przechylony podczas robienia zdjęcia. Ostatnio robię sobie dużo zdjęć, bo bardzo pomaga w tym pilot zdalnego sterowania, a raczej zdalnego naciskania spustu migawki, bo niczym innym nie można przy jego pomocy sterować.

Chyba się trochę przeziębiłem, dlatego dzisiejszą sobotę spędzam w mieszkaniu. Wczorajszy piątek też zresztą spędziłem przed komputerem i telewizorem, nie ruszając się nigdzie ani na krok. Jutro niestety będe musiał się spakować, pójść na busa i powrócić do Warszawy. Koniec wypoczynku.

Wczoraj odezwała się do mnie Maja, która zaproponowała wspólną sesję fotograficzną. Maja będzie robić zdjęcia jakiejs parze, ja mógłbym się tam znaleźć w roli drugiego fotografa, robiącego alternatywne zdjęcia portretowe. Fajnie, zgadzam się, bo nie mam na kim ćwiczyć swojego braku talentu. :)

Na powyższym zdjęciu widać, że przytyłem tylko według wagi. Na oko nie dostrzega się prawie żadnych zmian... Zastanawiam się czy włosy powinienem obciąć przed wyprawą rowerową, czy dopiero po niej. Hmm...


2016.02.04 / Czwartek / 18:54 - Michał okrągły jak pączek

Nie zjadłem dzisiaj żadnego pączka, bo muszę dbać o swoją wagę. Nawet siostra zauważyła, że urósł mi brzuch, więc nie jest to tylko moje gadanie. Siostra zauważyła też, że łysieję, co nie podoba mi się jeszcze bardziej od tycia. Najbardziej jednak nie podobało mi się dzisiaj oglądanie współczesnego filmu pod tytułem "Marsjanin". Poświęciłem na tę chałę dwie i pół godziny swojego cennego, wolnego czasu i stwierdzam, że takiego gówna już dawno nie widziałem. To straszne, że takie badziewie jest przez niektórych moich znajomych wysoko oceniane. Brawa należą się Zuzie, która oceniła ten film prawie tak nisko jak ja. Tymczasem z radością wracam na YouTube, do oglądania naprawdę ciekawych rzeczy, które naprawdę mnie intresują. Chyba zacznę wkrótce opisywać swoje ukochane kanały... Na swojej stronie internetowej, za której utrzymanie płacę rocznie ponad 80 złotych...

Późnym popołudniem wyszedłem nawet z mieszkania i pokręciłem się trochę po Puławach. Lekko zmarzłem, zrobiłem kilka zdjęć, a na koniec odwiedziłem siostrę w bibliotece. Na jutrzejszy dzień jeszcze nie mam żadnych planów.


2016.02.03 / Środa / 10:33 - Ucieczka z wietrznej Warszawy

Dziewięć nocek za mną. Jestem po nich porządnie wymęczony, dlatego uciekłem do Puław, gdzie będę starał się wypocząć. W Warszawie wiał taki silny wiatr, że mało nie wyrwał mi telefonu z ręki.

Przez cały dyżur, a także podczas jazdy busem, oglądałem kanał na YouTube, na którym sympatyczna para zaprezentowała swój rowerowy wyjazd do Grecji, mocno amatorski. Zacząłem go oglądać, bo interesuje mnie jazda rowerem przez Czechy i przez Austrię, ale cały kanał okazał się być bardzo fajny. Co prawda owa para jest naprawdę mocno amatorska, bo robili po około czterdzieści kilometrów dziennie, ale dotarli do celu i przeżyli fajną przygodę. Ich kanał, z bardzo małą ilością wyświetleń, nazywa się "DwojeNaBezdrozach".

Szkoda, że ja nie mam tak fajnej dziewczyny do rowerowego towarzystwa... :( Pozostaje mi samotnie odwiedzić w maju Wiedeń i inne zakątki Europy.

Zjem coś i idę spać.


2016.02.01 / Poniedziałek / 09:19 - Siedem nocek za mną

Siedem nocek za mną, dwie przede mną. Na zdjęciu jeszcze mam brodę, ale przed chwilą ją zgoliłem. Włosy zetnę w jakimś przełomowym momencie, na przykład wtedy, gdy porzucę swoją pracę i odejdę do świata bez kłamstw. O ile taki w ogóle istnieje...

Maria-Katarzyna jednak znowu się do mnie odzywa, więc może jeszcze mnie nie nienawidzi. Jeszcze jest szansa na to, że można być na tym świecie bezlitośnie szczerym i zarazem lubianym. Tyję, zaokrąglam się, wkrótce może nawet będę podobny do prawdziwego mężczyzny. Muszę tylko znaleźć sposób na zamianę tłuszczu na mięśnie. Może powinienem zacząć chodzić na siłownię?

Może dlatego często boli mnie głowa. Jadam tak samo jak dawniej, a moje ciało potrzebuje teraz większej ilości składników odżywczych, minerałów, witamin i innych takich. Wiedziałem, że coś się we mnie zmienia, gdy pierwszy raz w życiu zeżarłem cztery parówki podczas jednego posiłku.