2016.03.30 / Środa / 16:21 - Indyk

Koniec świąt. Siostra dzisiaj wróciła do Puław, ale zostawiła pyszne jedzonko, którym skutecznie się pożywiłem. Nawet wydaje mi się, że po napchaniu sobie brzuszka tymi zdrowymi rzeczami, trochę lepiej się poczułem, choć nadal męczą mnie przeróżne dolegliwości. Wczoraj nawet oddałem swój nocny dyżur siostrze, tak marnie się czułem. Ech... Tak w ogóle to po trzech dniach przestałem brać leki na serce, bo stwierdziłem, że są one zbyt mocne dla mojego młodego serca. Żałuję, że w ogóle zacząłem je brać...

Nie przeszkodziło mi to jednak w oglądaniu przez całą noc świetnego kanału podróżniczego na YouTube, słynnego już zapewne "Przez Świat Na Fazie". Wspaniałe, szczere i mega ciekawe podejście do tworzenia filmów podróżniczych. Moja ewentualna wyprawa do Austrii i Czech to w porównaniu z tym nic ciekawego, ale najważniejsze, że swoją wyprawą też jestem podekscytowany. Tylko czy będę miał na nią siłę?

Przede mną dwie nocki, dwa dni wolne, krótki dyżur w niedzielę, a w przyszłym tygodniu mam nawet jazdy doszkalające przed egzaminem na prawo jazdy. Tym razem wybrałem lokalną szkołę jazdy, słynną w naszej gminie i powszechnie polecaną. Tak czy siak prawo jazdy po śmierci i tak za bardzo mi się nie przyda...

Cały poniedziałek spędziłem razem z młodszą siostrą przy swoim retro-komputerze, na którym odpaliłem słynną grę Phantasmagoria z 1995 roku, którą przeszedłem do końca. Dawno już nie spędziłem tyle czasu przy żadnej grze. Czytając o niej w styczniowym numerze Gamblera, w 1996 roku, nie sądziłem, że będę w nią grał po raz pierwszy dopiero dwadzieścia lat później. Kawał czasu...


2016.03.24 / Czwartek / 21:00 - Warum?

Kilka dni temu odebrałem z Empiku oraz z Mordoru zestaw pięciu pomarańczowych książeczek do nauki języków obcych - niemieckiego, czeskiego, hiszpańskiego, francuskiego i włoskiego i uważam je za znakomite źródło wiedzy językowej dla początkujących. Dzisiaj przed dyżurem wstąpiłem do księgarni językowej na stacji Metro Centrum, w której kupiłem dosyć gruby podręcznik do gramatyki języka niemieckiego. Wreszcie zaczynam się w to wszystko wgryzać w odpowiedni sposób. Same słówka zdecydowanie nie wystarczą.

Dwa dni temu przypomniałem sobie piosenkę, którą w dzieciństwie słyszałem tylko przez chwilę, a którą teraz pokochałem tak bardzo, że od dwóch dni słuchałem jej juz pewnie z pięćdziesiąt razy. Piosenka w sam raz na ten czas, bo śpiewana po niemiecku, przez niemieckie dziewczyny o mało aryjskim kolorze skóry. Dawno już się tak nie opętałem żadnym utworem. Nie wiem, język niemiecki wywołuje we mnie jakieś dobre wspomnienia? Może w poprzednim wcieleniu byłem Niemcem? Choć kiedyś twierdziłem, że byłem Żydem, zagazowanym w obozie koncentracyjnym...

Tak naprawdę to nadal jestem na etapie - Ich spreche nur ein bittschen Deutsch, albo nawet Ich spreche kein Deutsch, a przecież wyjazd do Austrii już blisko. Tylko kto go sfinansuje? Chyba muszę jeszcze coś sprzedać...


"Und warum? Und warum?
Nur für den Kick für den Augenblick?
Und warum? Und warum?
Nur für ein Stück von dem falschen Glück?
Und warum? Und warum?
Nur für den Kick für den Augenblick?
Und warum? Und warum?
Du kommst nie mehr zurück - komm zurück!"

Tic Tac Toe "Warum"


2016.03.23 / Środa / 09:21 - Mam chore serduszko

Pani doktor stwierdziła, że to co przeżyłem w autobusie było stanem przedzawałowym i ze zmartwioną miną wysłała mnie na badanie EKG do pokoju obok. Badanie wykazało, że faktycznie z moim sercem nie jest dobrze i dostałem skierowanie do kardiologa, który powinien mnie skierować na zrobienie echa serca. Dostałem też receptę na jakiś lek, który muszę zażywać codziennie rano. Na ulotce tego leku jest napisane, że powinien być zażywany głównie przez osoby po 70 roku życia, więc może moje serce jest już w takim stanie jak u siedemdziesięciolatka? :)

Po wizycie u nowej pani doktor pojechałem do Warszawy, na Bemowo, gdzie zapisałem się na egzamin na prawo jazdy. Odbędzie się on w urodziny mojej młodszej siostry - 11 kwietnia. Wcześniej będę jeszcze musiał zapisać się na jazdy doszkalające, przede wszystkim na naukę jazdy po łuku, bo nie wiem jeszcze jak wykonuje się ten manewr nowym samochodem - Huyndaiem.

Z Bemowa pojechałem do Ożarowa Mazowieckiego, gdzie w Wydziale Komunikacji wyrejestrowałem zlikwidowany samochód. Za coś takiego trzeba zapłacić 10 złotych opłaty skarbowej, więc nawet to nie jest darmowe. Z dokumentem potwierdzającym wyrejestrowanie samochodu przyjechałem ponownie do Izabelina, małym autobusem L-7, który jeździ z Ożarowa Mazowieckiego do Dziekanowa Leśnego, właśnie przez naszą gminę. W Izabelinie wstąpiłem do PZU gdzie anulowałem resztę ubezpieczenia OC, dzięki czemu wkrótce dostanę zwrot nadpłaty.


2016.03.21 / Poniedziałek / 19:30 - Punto skasowane

Stacja demontażu pojazdów mieści się na Białołęce, przy Kanale Żerańskim. Punto na sam koniec spadł z lawety i zawisnął na niej, bo jego rozjechane koła nie pozwalają nim poprawnie sterować. Podpisałem dokumtny i dostałem za samochód 200 złotych. Dowód rejestracyjny został przecięty, a tablice rejestracyjne przedziurawione. Na miejscu porozmawiał ze mną jeszcze starszy facet, także znający się doskonale na samochodach, który polecił mi Skodę Felicię jako tanie, proste auto. Sam taką jeździ i twierdzi, że nie potrzebuje niczego innego, dlatego wezmę ten model poważnie pod uwagę. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Skodą Felicią jeździła moja platoniczna ukochana, bo jej mama taką miała. Pamiętam nawet rejestrację - WXR2909. Jej ojciec miał Opla Vectrę z rejestracją VCX091D. Ech, gdzie jest dzisiaj?

Jutro jadę więc do ośrodka zdrowia, a później do Ożarowa Mazowieckiego, w którym mieści się nasze Starostwo Powiatowe, w którym muszę wyrejestrować ostatecznie skasowany samochód. Pojutrze będę mógł anulować ubezpieczenie pojazdu w PZU, za co otrzymam zwrot nadpłaty - około 200 złotych, bo auto było ubezpieczane we wrześniu. W drodze powrotnej mam jeszcze wstąpić do komisu, w którym obejrzę całkiem ciekawie wyglądający egzemplarz Skody Felicii z 2000 roku. Kupowanie droższego auta chyba nie jest w naszym przypadku potrzebne, bo i tak jeździmy samochodem niemal wyłącznie do Truskawia, po zakupy. Bierzemy pod uwagę nawet kupienie Fiata Cinqecento. Ja osobiście bez prawa jazdy nie będę już jeździł, więc wkrótce powinienem się zapisać na egzamin... Tylko czy moje serce zniesie taką dawkę stresu?

Na powyższym zdjęciu widać jak skończył żywot nasz Fiat Punto. Będzie tam stał jeszcze przez jakiś czas, rozbierany powoli na części, które będą służyć innym ludziom posiadający Punto. W Izabelinie mijaliśmy dzisiaj człowieka, który także był wieziony do kasacji - karawanem spod kościoła. Wszyscy kiedyś skończymy tak jak ten Fiat Punto, a niektórzy z nas nawet będą rozebrani na części. Ktoś chce moje organy?


2016.03.21 / Poniedziałek / 19:13 - Wniebowstąpienie Fiata Punto

Po przebudzeniu stwierdziłem, że słyszę w uszach rytmiczne, przeciągłe dudnienie lub buczenie, powtarzające się co dwie, trzy sekundy. Najwidoczniej coś jeszcze było nie tak z moim krążeniem, z moimi żyłami, głową lub czymkolwiek. Na szczęście po jakiejś godzinie zupełnie mi to minęło. Tak czy siak zadzwoniłem do ośrodka zdrowia, by zapisać się na wizytę do doktora Borowskiego, ale okazało się, że doktor Borowski nie pracuję już od sześciu miesięcy w naszym ośrodku. Możliwe, że przeszedł po prostu na emeryturę, choć w sumie nie wiem ile tak naprawdę miał lat. Zapisałem się więc na jutro na wizytę do pani doktor, której jeszcze nie znam. Opowiem jej o swoich dolegliwościach i może nawet skieruje mnie na jakieś badania...

Po godzinie 14:00 przyjechał do nas człowiek ze stacji demontażu pojazdów. Wcześniej zostałem poinformowany o tym, że będę mógł się z nim udać na Białołękę, na której mieści się stacja, by tam podpisać wszelkie papiery. Po załadowaniu Fiata Punto na lawetę załadowałem swój tyłek do szoferki i ruszyliśmy powoli po naszej dziurawej drodze w stronę Warszawy. Ciekawie było porozmawiać z kimś kto zna się doskonale na samochodach i posłuchac ciekawych historii. Przede wszystkim człowiek ten odradził mi kupowanie jakiegokolwiek samochodu marki Renault, gdyż według niego jest ona najbardziej awaryjna ze wszystkich. Sam miał kiedyś Renaul, w którego ładował nawet po 1000 złotych miesięcznie na naprawy. Polecił mi auta japońskie, Toyoty, Mazdy i Hondy, a z tych naprawdę tanich Fiaty Cinqecento, które podobno były robione z innech blachy niż wszystkie późniejsze i nie rdzewiały tak bardzo jak nasz Punto. Powiedział też, że niektóre auta wyjątkowo często padają łupem złodziei samochodów i przytoczył historię swojego kolegi, który miał piękny model Hondy Civic. Odwiózł on swoje dziecko do szkoły, wrócił pod blok, wszedł do swojego mieszkania na czwartym piętrze, wyjrzał za okno i jego samochodu już nie było. Straszne. Nasz Punto był o tyle dobry, że nie trzeba było się o niego martwić. Nie wiem jak zachowałbym spokój posiadając jakiś droższy samochód.

Fiat Punto został zabrany dokładnie tak samo jak nasza Mama, gdy odjechała z podwórka karetką, by nigdy już nie wrócić. Bardzo podobna scena...


2016.03.20 / Niedziela / 22:07 - Stan przedzawałowy

Dzisiaj wieczorem, gdy wracałem z pracy do domu, przeżyłem coś co najprawdopodobniej było stanem przedzawałowym. Podniosłem się z ławki na Młocinach, by wejść do autobusu, a chwilę później poczułem silny, kłujący ból w górnej części brzucha i dolnej części klatki piersiowej. Nigdy w życiu nie czułem takiego bólu w tej części ciała. Zaczęły mnie boleć okolice serca, zdrętwiała mi lewa ręka, zesztywniała szyja, a kilka minut później mocno zaczęły boleć także plecy. Ogólnie było mi duszno i słabo, więc zacząłem zastanawiać się czy za chwilę nie zemdleję i nie przyjedzie po mnie karetka. Wszystko skończyło się po trzydziestu minutach, ale została mi ogólna słabość i zawroty głowy. Czegoś podobnego jeszcze nigdy nie przeżyłem, a później, w domu, gdy przeczytałem jakie są objawy stanu przedzawałowego, zrozumiałęm, że to najprawdopodobniej były one. Jutro zapiszę się do lekarza, by udać się w na badania serca. Najwidoczniej moje zawroty głowy, bóle w szyi i silne pulsowanie w żyłach mają swoją przyczynę i nie jest to wcale nerwica, jak twierdzą niektórzy. W jednym momencie całe moje obecne życie przestało być ważne i zacząłem się zastanawiać jak bardzo zbliżyłem się do jego końca.

Dwa dni temu sprzedałem swój subwoofer, by mieć pieniądze na nowy-używany samochód, który planuję kupić w kwietniu lub maju. Tata zrezygnował w końcu z głupiego pomysłu kupowania kolejnego Fiata Punto, bo przekonał się, że bardziej sensowny może być zakup Renaul Thalia, który będzie o jakieś siedem lub osiem lat nowszy od Fiata Punto. Niestety mogę nie mieć w tym roku pieniędzy na rowerowy wyjazd do Austrii, ale skoro mam takie problemy zdrowotne, to może lepiej żebym tam nie jechał. Subwoofera już nie mam, więc oglądanie filmów na moim zestawie kina domowego straciło dużo na atrakcyjności, ale trzeba przyznać, że nie był to zbyt rewelacyjny sprzęt. Jeżeli w filmie "300" nie słychać basowego tupotu nosorożca, w "Joannie d'Arc" nie słychać basowego uderzenia dzwonu, a w "Taxi 2" nie słychać basowego pomruku silnika, to znaczy, że subwoofer nie odtwarza tych basów, które były słyszalne w kinie i przez to można go uznać za dosyć marny. JBL E250 taki właśnie jest. Sprzedałem go chłopakowi, który osobiście po niego przyjechał z kolegą.

Dzisiaj zakończył się chyba pewien etap mojego życia. Moje ciało przestało już być młode, wkroczyło w wiek średni, w którym znacznie łatwiej można przenieść się na tamten świat. Może powinienem wreszcie zacząć jadać warzywa i owoce? Chciałem się umówić jutro na ranko-spotkanie z Gabrielą, ale chyba powinienem odpocząć. Nie będę też w stanie ciąć piłą drewna na opał, a w piątek spędziłem w ten sposób dwie godziny, bo Tata dostał swój przydział i trzeba się tym zająć. Wczoraj na Sympatii napisała do mnie pierwsza dziewczyna zainteresowana dołączeniem do mnie podczas rowerowej wyprawy do Wiednia i Pragi. Fajnie, była szansa na towarzystwo, ale teraz nie wiem czy mam szansę na jakikolwiek wyjazd. Kładę się do łóżka, by odpocząć. Jutro przyjedzie laweta po naszego Fiata Punto i mam dostać za niego nawet 200 złotych.


2016.03.15 / Wtorek / 10:01 - Jednak kupię bilet miesięczny

Nie udało się przyspieszyć czasu. Ciepło będzie dopiero od połowy kwietnia - jak zawsze. Kupię sobie jeszcze jeden bilet miesięczny, by nie musieć jeździć rowerem w takich warunkach jakie mieliśmy wczoraj wieczorem, gdy wyszedłem z pracy akurat podczas intensywnych opadów śniegu z deszczem i musiałem przez dwie godziny wracać do domu. Dobrze, że miałem na sobie ubrania przeciwdeszczowe, choć okazało się, że ochraniacze na buty po dwóch godzinach zaczynają jednak przepuszczać wodę. Najdziwniejsze jest to, że w pracy byłem totalnie przeziębiony i dręczony gorączką, a po powrocie do domu te dolegliwości minęły.


2016.03.13 / Niedziela / 12:18 - Od dzisiaj rowerem

Wczoraj skończył mi się bilet miesięczny, a ostatnio jestem bardzo skąpy, więc nie kupuję już kolejnego, tylko zaczynam od dzisiaj dojeżdżać do pracy rowerem. Pogoda jest ładna, a niebo bezchmurne, więc powinno być całkiem fajnie, choć z zachodu wieje nieprzyjemny, zimny wiatr. Obym się nie przeziębił i nie wylądował w łóżku... Dyżury smsowe mogę co prawda obsługiwać z domu, ale na telefoniczne muszę jeździć do firmy.

Wczoraj po raz drugi przyjechał do mnie kolega, który tym razem poradził sobie z wydobyciem całego paliwa z naszego Fiata Punto. Kupił na tę okazję specjalną pompkę chińskiej produkcji, która zepsuła się już w pierwszej minucie użytkowania, więc ostatecznie i tak musiał odciągać paliwo rurką, używając do tego własnych ust. Ponownie trochę się go opił... W każdym razie Fiat Punto jest już gotowy do likwidacji i jutro zadzwonię w odpowiednie miejsce, by dowiedzieć się co i jak. Nawet tablice rejestracyjne ma już zdjęte.

Na przyszły tydzień dostałem mnóstwo dyżurów, więc znowu mam tylko jeden dzień wolny. Po dyżurach telefonicznych zawsze będę siedział jeszcze przez cztery godziny na smsach, więc trochę się umęczę, ale przynajmniej zarobię w miarę porządnie. Trzeba korzystać, póki firma istnieje...


2016.03.10 / Czwartek / 16:21 - Odkryłem zupki chińskie

Kilka dni temu pierwszy raz w życiu spróbowałem zupki chińskiej i od tego momentu stałem się ich fanem. Mój rowerowy idol, dzięki któremu zacząłem jeździć na wyprawy, zawsze wspominał o tym, że najlepszy moment dnia podczas wyprawy rowerowej to ten, gdy wieczorem, w namiocie, może zjeść sobie zupkę chińską z Radomia. Nie wiem czemu akurat z Radomia, być może kiedyś je tam produkowano, ale zupki faktycznie są fajne i naprawdę można się nimi najeść, a nawet rozgrzać od środka, w takim zimnym domu jak nasz. Obym tylko nie przytył od nich jeszcze bardziej...

Dzisiaj mam dzień wolny, który poświęciłem póki co na wyciągnięcie pompy paliwowej z Fiata Punto, by kolega, który wpadnie do nas ponownie, miał łatwiejszy dostęp do baku. Zamieniłem też opony w swoim rowerze, wracając do tych gładkich, które nadają się lepiej do jeżdżenia po szosie. Przejechałem się też do Izabelina po odblask na bagażnik swojego roweru i po klucz do odkręcania wolnobiegu. W drodze powrotnej zrobiłem zakupy spożywcze, oczywiście za pieniądze Taty.

Wczoraj w pracy powróciłem do pisania smsów, żwawo zabierając się za wyrabianie jak najlepszego wyniku. Aby załapać się na najwyższą stawkę, wystarczy teraz po prostu pisać dużą ilość smsów w ciągu godziny, nie przejmując się w ogóle tym czy klienci na nie chętnie odpisują, czy nie. Po wprowadzeniu tych zasad niemal wszyscy pracownicy zaczęli pisać prawie dwa razy więcej smsów niż dotychczas.

Dzisiaj pozdrowię inną czytelniczkę swojego bloga, Malwinę, poznaną przeze mnie na Sympatii. Dziewczyna, którą pozdrawiałem wcześniej, podpadła mi okrutnie, polecając mi piosenkę najbardziej antypolskej piosenkarki ze wszystkich - Marii Peszek. Okropność. Tak w ogóle to ostatnio odkryłem, że najnowsza płyta Tori Amos nie jest wcale taka zła jak myślałem. Dowiedziałem się tego wtedy, gdy ją kupiłem za 12 złotych na Allegro. Tori ma już ponad 50 lat, co niezmiernie mnie dołuje. Najbardziej zdołuję się jednak wtedy, gdy sam będę miał ponad 50 lat.


"Trouble needs a home girls,
trouble needs a home.
She fell out with Satan,
now she's on the run."

Tori Amos "Toruble's lament"


2016.03.08 / Wtorek / 00:55 - Nie jestem już teamleaderem

Koniec mojej kariery na stanowisku teamleadera, którą rozpocząłem w maju zeszłego roku. Wczoraj zostaliśmy z kolegą cofnięci do pisania zwykłych smsów, gdyż firmy nie stać na utrzymanie takiej liczby teamleaderów, jaką obecnie zatrudnia. Nie dziwi mnie to, bo jeszcze miesiąc temu trafiały mi się takie dyżury, podczas których prawie nic nie robiłem, zarabiając za tą bezczynność 14 złotych brutto za godzinę. Z tego co widzę, była to całkiem niezła stawka, gdy porówna się ją z zarobkami w innych firmach. Największe zgorszenie i przerażenie wśród pracowników wywołało wczoraj jednak to, że poza mną i kolegą, na smsy musi się przenieść jeszcze dwóch innych teamleaderów, starszycj stażem od nas. Ogólnie wszyscy przewidują, że będzie coraz gorzej, a nawet, że firma jeszcze w tym roku upadnie, bo nowi właściciele nie są w stanie nad nią w jakiś sensowny sposób zapanować. Mówi się o tym, że wkrótce przyjdzie do nas nowa pani kierownik, która ostatenie rozpieprzy wszystko i nasza firma, najfajniejsza z całej branży, albo przestanie istnieć, albo będzie zatrudniać małą liczbę osób, pracującą w złych warunkach, za marne pieniądze, najprawdopodobniej tylko zdalnie. Póki co nie ma wielkiej tragedii - pisanie smsów na stanowisku zwykłego operatora pasuje mi tak samo jak nic nie robienie na stanowisku teamleadera, choć pieniądze będę jednak zarabiał mniejsze, szczególnie, że możemy dostawać mało dyżurów. W tym miesiącu mam dodatkowe zajęcie na infolinii, które nadal jest bardzo przyjemne i bardzo łatwe, ale w kwietniu już go nie będzie. Dzisiaj przez 10 godzin zarobiłem 105 złotych, odbierając w tym czasie tylko jeden telefon! To się nazywa lekka praca...

Wszyscy w firmie szukają nowego zajęcia, wysyłają CV, na które zazwyczaj nikt nie odpowiada. Nie wiem jak wygląda aktualna sytuacja na rynku pracy, ale zdaje się, że nie jest zbyt dobra, jak zwykle zresztą w naszym kraju. Jednemu koledze próbowałem załatwić pracę pasującą do jego wykształcenia, poprzez dziewczynę poznana na Sympatii, którą tutaj serdecznie pozdrawiam, ale zdaje mi się, że nie będzie on chciał pracować za marne 7 złotych na godzinę, skoro u nas zarabiał dwa razy więcej. Kto w ogóle godzi się na tak niskie zarobki?

Z powodu tego zamieszania mogę być zmuszony do odwołania tegorocznej wyprawy rowerowej do Austrii i Czech. Na razie nie wiem jeszcze jak będzie wyglądać najbliższa przyszłość, bo sytuacja będzie się rozwijać lub zwijać, w ciągu kilku kolejnych miesięcy. Tak czy siak nasze życia skończą się śmiercią, a wszystkie te chwile znikną w czasie jak łzy na deszczu, czy coś takiego.


2016.03.06 / Niedziela / 21:44 - Nowe odcinki The X Files

Oglądam nowe odcinki "The X Files", dziesiąty sezon i muszę przyznać, że jest bardzo dobrze, a nawet świetnie. Oglądanie w roku 2016, w nowych odcinkach, tych samych bohaterów, których się oglądało w dzieciństwie, jest niezwykłym doświadczeniem. Najważniejsze, że twócą nadal jest Chris Carter, który zadbał o to, by wszystko było jak dawniej. Co ciekawe, od razu w pierwszym odcinku padają słowa, że atak na WTC z 11 września 2001 roku to wewnętrzna robota rządu USA, że po nim w imię fałszywego bezpieczeństwa, zaczęto odbierać ludziom wolność, a nawet, że to co się wtedy zaczęło, doprowadzi do trzeciej wojny światowej. Wspomina się też o tym, że rząd szpieguje obywateli, gromadzi o nich informacje i użyje ich w przyszłości. Zastanawiałem się, czy nowe odcinki będą w jakiś sposób nawiązywać do tego wszystkiego i jestem usatysfakcjonowany. To bardzo ważne, że takie treści pojawiają się w mainstreamie. Kto wie, może kiedyś zostanie to wreszcie powrzechnie przyjęte do wiadomości, tak jak w końcu zostało przyjęte, że Wałęsa to kłamca, a Polska to kraj zbudowany na kłamstwach.

Zaliczyłem dopiero trzy odcinki, spośród których właśnie trzeci jest czystą rewelacją, bo jest to odcinek w stylu tych, które lubiłem najbardziej - nakręcony na wesoło, na luzie, z przymrużeniem oka. Dawno już się tak nie ubawiłem, oglądając cokolwiek współczesnego. Opowieść o potworze ugryzionym przez człowieka, który przez to sam zaczyna zmieniać się w człowieka, trzyma poziom najlepszych odcinków z dawnych lat. Sporo fajnych nawiązań do przeszłości, w tym scena nagrana na grobie Kima Mannersa, jednego z dawnych reżyserów serialu, który zmarł na raka płuc w 2009 roku. A jaką melodyjkę Mulder ma ustawioną jako dzwonek swojego smartfona? Którego zresztą nie umie dobrze obsługiwać, kręcac filmik ze swoją przerażoną twarzą, zamiast filmik z atakujacym go potworem... :)

David Duchovny ma obecnie 55 lat, Gillian Anderson 47. Ja mam 33 lata, tyle, ile Mulder w pierwszych odcinkach. Scully w pierwszych odcinkach miała 25 lat. Łezka się w oku kręci, gdy się o tym wszystkim pomyśli. Po raz setny na moim blogu wspominam o tym, że najsmutniejszy ze wszystkiego jest upływ czasu. Najsmutniejszy i najbardziej znaczący. "Czas to wszystko co tak naprawdę mamy", jak powiedział Steve Jobs.


2016.03.05 / Sobota / 15:55 - Fuel

Dzisiaj przyjechał do mnie kolega, z którym chodziłem do szkoły, i którego nie widziałem od ponad dziesięciu lat. Pocieszające jest to, że nie zmienił się z wyglądu prawie w ogóle, a więc jednak nie jesteśmy jeszcze tak bardzo starzy. Kolega kupił ode mnie benzynę, którą miałem w baku Fiata Punto. Niestety udało się przelać tylko 10 litrów, a około 20 litrów nadal jest w moim samochodzie, więc kolega musi wpaść ponownie za tydzień, gdy będę już miał pompkę do przelewania paliwa. Ogólnie w ciągu najbliższych tygodni powinienem się już pozbyć samochodu całkowicie. Nie bardzo będę miał na to czas, bo na najbliższy tydzień dostałem aż sześć dyżurów.

Na zdjęciu były punkt odbioru Merlin.pl, firmy, która upadła, a z którą byłem przez wiele lat związany jako zadowolony klient. Właściciele Merlina twierdzą w jednym wywiadzie, że żyjemy w czasach, w których nie da się prowadzić firmy według uczciwych zasad. Jeśli chce się wychodzić na swoje, trzeba oszukiwać, tak jak oni oszukiwali swoich dostawców, którym nie płacili za zakupiony towar nawet przez rok. Dostawcy zbuntowali się i to właśnie doprowadziło do ostatecznego upadku firmy. Empik stosuje podobno te same praktyki.


2016.03.04 / Piątek / 20:21 - Urodzony, by informować

Jestem najbardziej aktywnym pracownikiem naszej infolinii, co oznacza, że wczoraj odebrałem aż dwie rozmowy z pytaniami i aż dwa razy sam zadzwoniłem do uczestników konkursu. Inni pracownicy, którzy byli ze mną na zmianie, bali się rozmawiać z klientami i chcieli bym to ja do nich dzwonił, więc to robiłem, z czego miałem czerpałem dużo pozytywnej energii. O dziwo bardzo mi się spodobało to zajęcie. Po wielu latach głupiej i złej pracy na smsach miło jest zajmować się czymś normalnym. Może właśnie taka praca jest mi pisana na przyszłość?

Wczoraj spędziłem szesnaście godzin w pracy, bo po dyżurze telefonicznym miałem dyżur liderski, być może ostatni w moim życiu. Nocki liderskie nie są już tak relaksujące jak dawniej, teraz to czysta mordęga, bo trzeba obsługiwać wszystko naraz, nawet ezoterykę, której tak bardzo nie lubię. Przede mną już tylko dyżury na infolinii i normalne dyżury na smsach.

W przerwie między dyżurem na infolinii a liderską nocką odwiedziłem Gosię, której musiałem oddać książkę, a która mi musiała oddać płyty. Gosia jakby wypiękniała, za to jej kotek wcale nie urusł, a nawet bym powiedział, że zmalał. Wychudł jakoś biedaczek i zdziczał trochę od ciągłego siedzenia w domu. Przyjazd do mojego lasu na pewno dobrze by mu zrobił, ale Gosia to już przeszłość, z czego bardzo się cieszę, szczególnie po tym, gdy w jej przedpokoju zobaczyłem naklejkę przeklętego KODu, gromadzącego ogłupiałe marionetki, które ostatnio ośmieszają się bronić kłamcy jakim jest Wałęsa. Oto ich cel - obrona kłamców.

Gosia należy do tych osób, które odrzucają prawdę w imię swojego poczucia bezpieczeństwa lub w imię chuj wie czego, a takich ludzi od pewnego czasu staram się unikać. Gdybym przykładowo pokazał jej zdjęciu budynek Pentagonu z 11 września 2001 roku i zapytał gdzie jest ten samolot, który to niby w Pentagon uderzył, to Gosia mówiłaby, że on tam jest, choć na zdjęciu żadnego kawałka samolotu nie widać. Nie potrafiłaby odpowiedzieć dlaczego go tam nie ma, ale i mnie uważałaby za ślepca, a siebie za nieomylną, albo mówiłaby, że samolot się stopił podczas eksplozji, choć na zdjęciu widać stojące na biurkach, nietknięte komputery, a nawet papiery, które z jakiegoś powodu się nie stopiły i nie spaliły.

Niektórzy ludzie to pieprzeni ślepcy, nienawidzę tego. Szatan nie zbuduje swojego dzieła na ludziach złych, tylko właśnie na tych ślepych, którzy sami staną po jego stronie i będą go bronić. Swiat stoi na głowie.

Tymczasem dzisiaj mam wolny dzień, a raczej wolną noc. Zacząłem ją od obrania ziemniaków i starcia kurzy w moim pokoju. Tata w końcu zgodził się z tym, że samochód trzeba oddać do kasacji i jutro lub pojutrze przyjedzie do mnie kolega, jeszcze z czasów szkolnych, który kupi od nas paliwo znajdujące się w baku Fiata Punto. Kilka tygodni przed wypadkiem zatankowałem przecież do pełna za 150 złotych. Mam tylko nadzieję, że kolega będzie wiedział w jaki sposób przelać paliwo z jednego baku do drugiego, bo ja sam nie do końca wiem jak to zrobić.

Po Tacie widać ostatnio, że gorzej się czuje. Może wkrótce zaczną się jakieś poważniejsze problemy z jego zdrowiem, które przecież są nieuniknione. Taka kolej rzeczy.


2016.03.01 / Wtorek / 23:28 - Drugi dzień na infolinii

Pod koniec dzisiejszego dyżuru miał miejsce cud - ktoś do nas zadzwonił! Tak się akurat złożyło, że rozmowa trafiła do mnie, więc pierwszą konwersację informacyjną mam już za sobą. Ogólnie w konkursie bierze udział już dziesięć osób, więc powoli się rozkręcają. Jutro kolejny dzień spokojnej pracy. Nauczyłem się, że trzeba mieć ze sobą książkę, by się nie zanudzić totalnie.

Po dyżurze przejechałem się na Ursynów, gdzie spotkałem się z Mają, moją byłą dziewczyną sprzed dwóch lat. Ostatnie spotkanie mieliśmy ponad rok temu, więc ucieszyłem się, że Majeczka przystała na moją propozycję spotkania i zaprosiła mnie na spacer. Pogoda co prawda była dziś dosyć okrutna, padał śnieg z deszczem, ale wziąłem ze sobą duży parasol, więc całkiem przyjemnie chodziło się po ursynowskim parku i jego okolicy. Popytałem co tam u Mai ciekawego, opowiedziałem co działo się u mnie przez ostatnie półtora roku i co dzieje się teraz, a na koniec zobaczyłem nawet gdzie Maja mieszka, choć do samego mieszkania nie wchodziłem. Ogólnie byłem zadowolony, bo Maja to jednak fajna dziewczyna, a i ona chyba nadal mnie lubi, bo ogólnie cieszyła się ze spotkania.

Możliwe, że w tym tygodniu spotkam się jeszcze z pewną Kasią, znaną mi wirtualnie już od ponad roku, ale wszystko zależy od tego, czy będzie ona miała czas. Ja czasu mam całkiem dużo, szczególnie w te dni, w których pracuję tylko przez pięć godzin. W zasadzie fajnie byłoby zawsze tylko tyle pracować, by mieć odpowiednio dużo czasu na swoje życie prywatne.