2016.04.19 / Wtorek / 21:17 - 150 kilometrów dookoła puszczy

Przejechałem 150 kilometrów dookoła Puszczy Kampinoskiej, odwiedziłem Brochów i Wyszogród, a nawet pokręciłem się po Warszawie. Przez połowę drogi wiatr wiał mi w twarz, ale jakoś dałem radę i przeżyłem, choć pod koniec wycieczki czułem się już marnie. Nie chodzi o ból nóg, czy czegokolwiek związanego z jazdą na rowerze, tylko o ból lewej strony szyi i głowy. W sumie cały dzień spędziłem na rowerze. Mogłem pojechać do Puław, do których wiatr pięknie by mnie pchał. Na zdjęciu Bzura.


2016.04.16 / Sobota / 21:28 - Wegetariańska przejażdżka

Nie pojechałem na usg węzłów chłonnych, bo zaspałem. Nastawiłem sobie budzik na 8:30, ale najwidoczniej wyłączyłem go i poszedłem spać, bo obudziłem się dopiero o 10:50, godzinę przed badaniem. Trudno, wybiorę się tam w innym terminie. Po posadzeniu z Tatą trzech rządków ziemniaków wsiadłem na rower i pojechałem do Warszawy. Odwiedziłem bistro wegetariańskie, w którym ponownie zjadłem pierogi indyjskie, a konkretnie jednego pieroga, bo nie miałem siły wchłonąć dwóch. Ze Śródmieścia pojechałem na drugą stronę Wisły, na Saską Kępę i Pragę Północ, a na Żoliborzu wstąpiłem do Marii-Katarzyny i było to dopiero nasze drugie spotkanie, choć znamy się już ze cztery miesiące, albo i dłużej. Korzystając z gościnności Marii-Katarzyny wskoczyłem do wanny, by się wykąpać, a następnie posiedziałem i pogadałem, jedząc zamówioną pizzę. Nie zostałem na noc, mimo że Maria-Katarzyna robiła wszystko, bym został. Odmówiłem seksu napalonej, upitej winem kobiecie i mimo deszczu wsiadłem na rower, by wrócić do domu. W sumie przejechałem ponad 70 kilometrów.


2016.04.14 / Czwartek / 16:08 - Koziołek

Zdjęcie z wczoraj - nasz budynek gospodarczy, a przed nim koziołek do cięcia drewna, zrobiony przez Tatę. Całe drewno jest już pocięte i porąbane, co w większości także zrobił Tata. Czeka nas jeszcze zakup kilku ton węgla, który trzeba będzie przerzucić do garażu i może przy tym będę już miał siłę popracować? Rok temu nie mogłem się tym zająć, bo Tata kupił węgiel akurat wtedy, gdy byłem na wyprawie rowerowej.

Dzisiaj miałem pracować, ale wczoraj wieczorem jeden kolega zapytał się mnie, czy nie chciałbym przypadkiem oddać mu swojego dyżuru. Musiałbym wstać już o 5:30, aby zacząć dyżur w pracy o 9:00, więc szybko zdecydowałem się swój dyżur oddać koledze i tym sposobem mam dziś wolne. Wcale nie wypocząłem, wcale się dobrze nie czuję, więc możliwe, że tak naprawdę lepiej by mi zrobiło pojechanie do pracy, ale przekonam się o tym jutro, bo jutrzejszego dyżuru nie zamierzam już nikomu oddawać, choćby z tego powodu, że rozpoczyna się o dogodnej godzinie 15:00.

Pogoda jakaś dziwna. Niby ciepło, ale cały czas pochmurno. W każdej chwili może zacząć padać deszcz, który jednak wcale nie pada. Wczoraj odezwała się do mnie Maja, która zapraszała mnie na piwo, a godzinę wcześniej napisała do mnie na Facebooku dziewczyna, której zimą zrobiłem trzy zdjęcia nad Wisłą. Zaproponowałą byśmy się spotkali na wspólne fotografowanie, na wymianę doświadczeń i rozmowę. Czuję, że jestem przez nią podrywany, a jeśli zgodzę się na to spotkanie to tylko dlatego, że naprawdę chcę poćwiczyć fotografowanie. Dziewczyna z pracy, czyli Anna, chętnie wybierze się ze mną na wystawę rzeczy wydobytych z wraku Titanica. Wystawa odbywa się w Pałacu Kultury i Nauki i potrwa aż do jesieni, więc mamy dużo czasu, ale i tak postaram się tam udać już niebawem. Na wszystko mam czas i chęci, na każdą fajną dziewczynę i wspólne spędzanie czasu, ale nadal nie mam zdrowia i to mnie niestety martwi.

Mamy już 14 kwietnia, a ja nadal nie jeżdżę na rowerze, tak jak powinienem. Jeżeli już nawet na to nie mam siły to naprawdę jest ze mną marnie...


2016.04.13 / Środa / 18:34 - I shoot RAW

Myślałem, że jestem na dzisiaj zapisany na usuwanie kamienia nazębnego w gabinecie stomatologicznym, ale okazało się, że pomyliłem daty i zapisany byłem na jutro. Musiałem odwołać tę wizytę, bo jutro będę pracował od rana do wieczora i nie mam na żadne wizyty czasu. Dzisiaj kończy się mój bilet miesięczny, więc czeka mnie dojeżdżanie do pracy rowerem. Wczoraj przejechałem się po lesie i zwykła, krótka wycieczka porządnie mnie wymęczyła. Poczułem się po niej marnie, bo rozbolała mnie szyja po lewej stronie i zrobiło mi się słabo. Może już się nie nadaję na rower?

Dzisiejszy dzień wolny spędzam raczej bezproduktywnie. Przerzuciłem kolejne dwa miesiące swojego bloga na prywatną stronę internetową, a później zacząłem oglądać różne filmy dokumentalne na ipla.tv - o pociągach i wielkich fabrykach. Tata przejechał się dzisiaj z naszym sąsiadem do banku w Izabelinie i był to pierwszy jego wyjazd od czasu, gdy rozwaliłem samochód. Tata jest ostatnio uwięziony w naszym domu.

Późnym popołudniem wyszedłem przed dom, by pokręcić się z siostrą po podwórku, co skończyło się oglądaniem mrówek, które osiedlają się w kilku dziuplach stojących przed naszym domem lip. Ciekawie było ogladać ich przeprowadzkę. Siostra pierwszy raz w życiu przejechała się na rowerze w butach spd (moich oczywiście) i na szczęście nic się jej nie stało. Ja za pierwszym razem, gdy jechałem w spd, mało nie zginąłem pod kołami samochodu.


2016.04.11 / Poniedziałek / 23:39 - Kobieta, która ocaliła mi życie

Anna jest młodsza ode mnie o 12 lat, ale z jej opowieści wynika, że jest dużo bardziej doświadczona życiowo ode mnie. Na początek przeszliśmy się trochę po Śródmieściu, a później przeszliśmy się przez cały most Poniatowskiego, na złą, praską stronę Wisły. Anna bardzo lubi Pragę i twierdzi, że dobrze się na niej czuje, jak wśród swoich ludzi ze swojej miejscowości. Ja mam wprost przeciwne odczucia dotyczące tej mrocznej dzielnicy. :)

Zeszliśmy pod most, by posiedzieć nad Wisłą, w miejscu, w którym spora ilość osób schodzi się na picie alkoholu i palenie ognisk. Usadowiliśmy się przy samej Wiśle, obok mężczyzny łowiącego ryby i popijającego piwko. Wcześniej zakupiłem Whisky, którą moglibyśmy razem pić, ale po jednym łyku wiedziałem już, że jest to najkoszmarniejszy alkohol jaki w życiu piłem. Jego smak jest dla mnie tak obrzydliwy, że nie byłem w stanie go pić, nawet zmieszanego z coca-colą. Anna twierdziła przed spotkaniem, że jest małomówna, nieśmiała i aspołeczna, ale na żywo okazała się być jedną z najbardziej rozmownych dziewczyn ze wszystkich jakie poznałem. Może to przez pracę, którą wykonuje, która polega przecież na rozmawianiu? Najważniejsze, że mówi nie tylko dużo, ale też bardzo ciekawie. Co prawda od jej opowieści włos mi się jeżył na głowie, bo mówiła o wydarzeniach i o ludziach, z którymi ja osobiście nie mam nigdy nic wspólnego, pochodzących ze świata, którego nie znam, i którego w sumie nie chciałbym znać, bo się go boję. :) Myślę, że tych wszystkich rzeczy, które od niej usłyszałem, nie zobaczy się w żadnym filmie, bo taki film byłby po prostu zbyt pojebany, by normalni widzowie mogli go spokojnie przełknąć. :)

Najciekawiej zrobiło się jednak wtedy, gdy podeszło do nas trzech mężczyzn - naznaczony więziennymi dziarami Cygan o mocno niebezpiecznym wyglądzie, łagodniej wyglądający blondyn, który przypominał mi Toma Waitsa oraz dziadek z Pragi Północ, w charakterystycznej dla tej dzielnicy czapce, która pamiętała chyba jeszcze przedwojenne czasy. Okazało się, że panowie znają się z więzienia i podeszli do nas, byśmy poczęstowali ich alkoholem. Mieliśmy jeszcze większość Whisky, więc poczęstowaliśmy każdego z nich, z czego najwięcej wypił Cygan z Krakowa, konkretnie Jacek Cygan, którego tatuaże wskazywały na to, że w przeszłości kogoś zabił. Ogólnie dowiedziałem się, że w Warszawie są aż cztery zakłady karne. Picie alkoholu z mordercą i jego kolegami było niezwykłym i przerażającym przeżyciem, a najciekawsze z tego wszystkiego było podejście samej Anny do tych mężczyzn, których traktowała tak jakby pochodzili z jej świata i świetnie się z nimi dogadywała. Wiedziała jak rozmawiać, by nic złego się nie stało, potrafiła nie tylko pytać o to, czy kogoś zabili, albo czy kradli, ale też żartowała sobie z nich w delikatny sposób. Panowie byli dosyć honorowi, bo tacy ludzie mają podobno swoje zasady, które w sumie jedak opierają się na sile i odwadze. Ja siedziałem cicho i słuchałem tylko tego wszystkiego, zastanawiając się czy za jakiś czas, gdy panowie się upiją, skończę z nożem wbitym w plecy, a moja koleżanka zostanie przez nich zgwałcona. :) W sumie straszny był tylko ten Cygan, po którym było widać, że doświadczył czegoś bardzo złego w przeszłości, co będzie się za nim ciągnęło przez resztę życia, bo w blondynie podobnym do Toma Waitsa tlił się nawet jakiś romantyzm. Wspominał o tym, że nie szuka już żadnej kobiety, bo nadal kocha tę jedną, najważniejszą, ze swojej przeszłości. Całą rozmowę podsumował stwierdzeniem, że kobiet nie da się zrozumieć. Ostatecznie nic złego się nie stało, po wypiciu całej Whisky i przywłaszczeniu sobie mojej butelki wódki, niebezpieczni panowie odeszli w swoim kierunku, dziękując nam i żegnając się z nami kulturalnie. Bardzo dobrze, bo po wypiciu alkoholu Cygan stał się dosyć agresywny, choć nie w stosunku do nas, tylko w stosunku do tego dziadka, którego nazywał swoim ojcem, a który siedział w więzieniu za alimenty. Dziadek podpadł mu tym, że użył przy kobiecie słowa "ruchać", a to niekulturalnie. :)

Były to straszne chwile, ale trzeba przyznać, że ciekawe. Jakbym w jednym momencie opuścił swój bezpieczny świat i przeniósł się do innego, z którym Anna jest już obeznana. Podobno myślała ona o tym, by studiować resocjalizację i zdecydowanie powinna ona to zrobić, bo ma do tego taki talent, jakiego jeszcze nigdy nie widziałem. Znałem kilka dziewczyn, które studiowały ten kierunek i zupełnie się do tego nie nadawały, ale ona prawdopodobnie byłaby w tym zawodzie całkowicie spełniona. Pomimo tego, że mało wypiłem i tak poczułem się niedobrze, pewnie dlatego, że przez cały dzień nic nie jadłem, za to zmieszałem w swoim żołądku trzy różne alkohole - piwo, wódkę i whisky rozcieńczoną coca-colą. Skończyło się tym, że musiałem sobie zwymiotować żółcią, co zresztą dla Anny też jest czymś zupełnie normalnym. Drugi raz wymiotowałem w Izabelinie, gdy autobus pojechał do Sierakowa i miałem parę minut zanim z niego wrócił.

Nad Wisłą siedzieliśmy aż zrobiło się ciemno, a później przeszliśmy się obok Stadionu Narodowego na starcę Metro Stadion Narodowy. Cieszyłem się, że nie musieliśmy iść przez samą Pragę Północ, bo kolejnych spotkań z ciekawymi ludźmi mógłbym już nie przeżyć. :) Odwiozłem Annę na stację Metro Dworzeć Wileński i tam się pożegnaliśmy, a ja wróciłem wymęczony i głodny do domu. Ogólnie to spotkanie było bardzo wyjątkowe i bardzo ciekawe z mojego punktu widzenia, choć dla samej Anny taki człowiek jak ja to jest pewnie jednak dosyć nudny. :) Co ja wiem o prawdziwym życiu? Jestem tylko delikatnym romantykiem z lasu, który przed wszystkimi niebezpiecznymi sytuacjiami i przed wszystkimi niebezpiecznymi ludźmi ucieka na swoim rowerze. Anna powinna mieć zupełnie innego faceta, dużego, silnego, wytatuowanego metala, albo punkowca, który byłby w stanie wypić jeszcze więcej niż ona. Niemniej jest to bardzo fajna, mądra, szczera i naprawdę dobra dziewczyna, a do tego także piękna, jakby na nią nie patrzeć. Morderca Cygan mówił mi, żebym się za nią brał, że jeśli tego nie zrobię to jestem głupi, ale ja jednak potrzebuję całkiem zwyczajnej, może nawet nudnej dziewczyny, bo przy takiej jak Anna nabawiłbym się chyba jakiejś nerwicy. :)

Za jakiś czas mogę się dowiedzieć, że mam raka, a wtedy być może spojrzę na to wszystko inaczej. Powiem, że życie nie jest takie jak myślałem, że nie da się przed nim chować, nie da się zbudować wokół siebie muru, który będzie przed wszystkim chronił. Po raz kolejny zauważam, że jedną z prawdziwszych książek jakie czytałem jest "Fight club" Palahniuka, tylko że jeszcze nie jestem na takim etapie życia, w którym chciałbym obrywać po mordzie. :) Umrę jako tchórz, choć przynajmniej także w przekonaniu, że byłem porządnym, dobrym człowiekiem. Hmm, zastanawiam się o czym w ogóle teraz piszę i sam nie bardzo wiem, więc może zakończę już tę notkę. :)


2016.04.11 / Poniedziałek / 23:32 - Najlepszy z najgorszych dni

Poniedziałek był dniem pełnym wrażeń. Wstałem o 5:20, by wcześnie rano być w Warszawie. Pierwszą atrakcją było echo serca u kardiologa, w prywatnej przychodni na Żoliborzu. Zapłaciłem 240 złotych za to, by dowiedzieć się, że moje serce wygląda i pracuje całkiem normalnie. Kardiolog powiedział mi jednak, że powinienem zająć się przebadaniem węzłów chłonnych u onkologa, bo fakt, że są powiększone od ponad roku jest bardzo niepokojący i wskazuje na jakieś nowotworowe problemy. Zaleca mi też zrobienie badań wysiłkowych, by sprawdzić czy z moimi żyłami jest wszystko w porządku. Pewnie wkrótce się na nie zapiszę, choć kosztują pewnie jeszcze więcej niż echo serca. Zanim umrę, zostanę ogołocony przez prywatną służbę zdrowia...

Jeszcze przed wizytą u kardiologa zauważyłem, że pomyliłem godzinę egzaminu praktycznego na prawo jazdy. Myślałem, że jestem zapisany na 11:00, a okazało się, że mam się na Bemowie stawić już o 10:00. Myślałem, że nie zdążę i egzamin mnie ominie, ale badanie trwało w sumie tylko około 20 minut, więc na spokojnie dotarłem do WORDu pieszo. Ostatecznie i tak byłem ostatnią osobą, którą wylosowano, więc spędziłem na poczekalni WORDu niemal godzinę. Trafiłem na bardzo sympatycznego i wesołego egzaminatora, z którym już kiedyś oblałem egzamin na placu manewrowym. Tym razem poszło mi dużo lepiej, przejechałem bezbłędnie po łuku, podjechałem po górkę i ruszyłem na miasto. Jeździłem przez 30 minut i szło mi bardzo dobrze, przejechałem prawidłowo wielkie skrzyżowanie na Broniewskiego, na którym oblałem kilka lat temu. Tym razem egzamin zakończyłem parę kilometrów dalej, gdy wymusiłem pierwszeństwo na samochodzie, który nadjeżdżał z lewej strony, na skrzyżowaniu z warunkową, zieloną strzałką w prawo. Zatrzymałem się prawidłowo przed strzałką, ruszyłem do przodu, przepuściłem jeden samochód, ale nie zauważyłem, że za nim, w pewnej odległości, jedzie drugi, z dosyć duża prędkością. Wjechałem przed niego i egzaminator musiał mocno nacisnąć na pedał hamulca, przerywając w ten sposób egzamin. Mówił, że dobrze jeździłem i był przekonany, że zdam egzamin, ale jednak się nie udało. Od razu zapisałem się na kolejny termin, pod koniec kwietnia. W sumie dobrze mi teraz idzie na egzaminie i już się tak nie stresuję jak dawniej, ale powinienem bardziej uważać na to co może się wydarzyć na ulicy.

Po egzaminie spotkałem się z kolegą Łukaszem i przeszliśmy się z Muranowa na Stare Miasto, a nawet dalej, by posiedzieć trochę w Harendzie. Wypiłem piwko, porozmawialiśmy, a później wróciłem na Muranów, by stamtąd udać się pod budynek firmy, bo tam umówiłem się z Anną, z którą miałem spędzić popołudnie i wieczór. Na miejscu spotkałem kolegę, który zaczynał dyżur o 15:00, pogadaliśmy trochę, a kilka minut przed 15:00 zjawiła się Anna, jak zwykle ubrana na czarno i w glanach.


2016.04.10 / Niedziela / 19:27 - Spotkanie z Kasią po latach

Kasia zmieniła się na lepsze, nawet jakośwyładniała i wcale nie przybyło jej zmareszczek. Przypomniałem sobie, że jest w niej coś z Milli Jovovich. Nie widzieliśmy się ze trzy lata, albo nawet dłużej, a dzisiaj spędziliśmy razem dwie godziny. Mieliśmy iść do La Tomatina i faktycznie tam poszliśmy, ale nie było już wolnych miejsc, więc ruszyliśmy na spacer przez Śródmieście, w poszukiwaniu jakiegoś lokalu z jedzeniem. Znaleźliśmy wegetariańskie bistro SmaczneGO, przy ulicy Poznańskiej. Zamówiłem bardzo smaczne pierożki indyjskie, po które chyba będę tam wracał co jakiś czas. Tanie i dobre.

Z Kasią porozmawiałem trochę o wszystkim o czym warto było rozmawiać, choć mam wrażenie, że pominąłem jakieś ważne tematy z ostatnich trzech lat mojego życia. Najfajniejsze jest to, że Kaia ma mądre poglądy polityczne, nie jest taką wydmuszką intelektualną jak inne dziewczyny, z którymi miałem okazję się spotykać. Przydałoby się nam więcej takich ludzi w Polsce, bo inaczej marnie widzę nasz los...

Po raz pierwsy od dawna naprawdę poczułem się najedzony. Może po prostu w mojej diecie powinno być znacznie więcej warzyw, bo to właśnie ich najbardziej brakuje mojemu organizmowi? Czuję się tak, jakby każda komórka mojego ciała się najadła. Ciekawe co jutro wyniknie z badania echa serca. O ile pamiętam to pewnej mojej koleżance, z którą raz czy dwa poszedłem do łóżka, wyniki echa serca wyszły bardzo złe, a mimo wszystko zyła ona bardzo aktywnie i miała się dobrze.

Ciekawe jak mi pójdzie jutro egzamin na prawo jazdy. Mój zmysł jasnowidzenia podpowiada mi bardzo oczywisty wynik. Na szczęście niezależnie od wyniku po egzaminie czeka mnie spotkanie z Anną, a najlepsze jest to, że dwa kolejne dni mam wolne. Wystarczy przetrwać badanie i przeżyć jakoś egzamin, a później czeka mnie sama radość.


2016.04.10 / Niedziela / 19:19 - W miejscu mojego wypadku

W miejscu mojego wypadku ustawiono takie oto znaki ostrzegawcze. Jutro mam egzamin praktyczny na prawo jazdy, a nie wiem przed czym konkretnie te znaki ostrzegają. Są to po prostu znaki ostrzegające przed miejscem, w którym Michał Górka rozwalił swojego Fiata Punto.

Wczoraj popracowałem w domu, a dzisiaj miałem dzień wolny. Pojechałem do Warszawy, by spotkać się z Kasią z Lublina. Jutro będę miał dzień pełen wrażeń, a najgorsze jest to, że muszę wstać już o godzinie 5:00. Ech...


2016.04.08 / Piątek / 21:55 - Olej Lorenza

Wolny piątek. Zresztą ostatnio większość moich dni jest wolna, co mnie bardzo cieszy. Dzisiaj pomogłem Tacie przy paru rzeczach, w tym przy wycięciu siekierą paru drzewek, co porządnie mnie wymęczło. Później poszedłem z taczkami po nową butlę z gazem, do miejscowości, która znajduje się obok. Kilometr w jedną stronę i kilometr z powrotem, ale nie było to nic trudnego. Po południu przerzuciłem kolejne dwa miesiące swojego bloga na własną stronę, bo z tego co widzę to sprawy tu na Photoblog.pl zaczynają przybierać zły obrót.

Właśnie skończyłem oglądać bardzo interesujący film Georga Millera, tego od Mad Maxa. "Olej Lorenza" opowiada bardzo bolesną i przykrą, a zarazem ważną historię z prawdziwego zdarzenia. Jest to historia małżeństwa i ich syna, który w wieku 6 lat zaczął chorować na ciężką, genetyczną chorobę, w efekcie której przestał się poruszać, stracił wzrok i żył w męczarniach przez wiele lat. Wszystko to działo się w latach osiemdziesiątych, gdy nie było jeszcze opracowanej żadnej skutecznej metody zatrzymania tego procesu chorobowego lub jego leczenia. Specjaliści zajmujący się tym tematem byli bezradni, nikt nie umiał pomagać ludziom dotkniętym tą chorobą. Ojciec Lorenza nie poddał się jednak, sam zaczął się uczyć chemii, zaczął poszukiwać leku dla swojego syna. Po kilku latach, z pomocą kilku dobrych ludzi, opracował odpowiednie lekarstwo, które po pewnym czasie zostało uznane na całym świecie i do dzisiaj jest ono używane w leczeniu ALD. Za ten czyn otrzymał on honorową nagrodę Nobla. Film jest tak bolesny, jak mało który i w piękny sposób pokazuje on, że nie warto się poddawać, że dążąc do czegoś z uporem, naprawdę można to osiągnąć, choćby wszyscy mówili, że nie ma się żadnych szans. Dzisiaj zarówno chłopiec jak i jego rodzice już nie żyją. Pierwsza zmarła matka, w roku 2000, na raka płuc, sam Lorenzo zmarł dwa dni po swoich trzydziestych urodzinach, a ojciec, Augusto Odone, zmarł w roku 2013.

Ja póki co próbowałem się leczyć substancją widoczna na powyższym zdjęciu. Przez jeden wieczór faktycznie nic mnie już nie bolało i byłem przepełniony błogością, ale dwa dni później dopadł mnie drugi stan przedzawałowy, więc chyba jednak nie była to dobra metoda.

Jutro zwykły dyżur w pracy, a pojutrze spotkanie z Kasią z Lublina, której nie widziałem już kilka lat, i która jest teraz szczęśliwą mężatką. Dzisiaj są urodziny Mai, która skończyła 27 lat. Życzę jej wszystkiego najlepszego tak szczerze jak nikomu innemu, bo zdecydowanie zasługuje na dobre życie. Przerzucają bloga na swoją stronę internetową przypominam sobie czas, gdy miałem 27 lat. Jedną notkę zatytułowałem "Złote lata Pana Michała". Miałem rację, to były dobre, bezbolesne czasy, najlepsze z całego mojego życia. Nie wykorzystywałem wtedy swojego potencjału, bo jeszcze go nie rozwinąłem, ale i tak było fajnie. Co prawda właśnie wtedy zaczęły kiełkować problemy zdrowotne, bo właśnie w roku 2010 po raz pierwszy dopadły mnie problemy związane z sercem, ale były one tak delikatne, że obecnie każdego dnia czuję się kilka razy gorzej niż wtedy. Serce to, czy guz, czy inne cholerstwo. Taka lekkość jak tamta, nigdy już nie wróci.


2016.04.07 / Czwartek / 01:13 - Koniec starego Pana Michała

Postanowiłem zacząć otwarcie głosić swoje poglądy na Facebooku i od kilku dni próbuję jakoś wpłynąć na mózgi swoich znajomych. Chociaż trochę pobudzić ich do myślenia. Większość ludzi zaczęła mnie zapewne uważać za wariata, ale nie należy się nimi przejmować, gdyż nie są to ludzie myślący, są to puste skorupy, sterowane przez tych, którzy planują sterować wszystkim i wszystkimi. Najciekawsze jest to, że dziewczyna, z którą jestem umówiony na poniedziałek, mimo wszystkich moich radykalnych wpisów na Facebooku, nadal z tego spaceru nie zrezygnowała. Myślę ostatnio poważnie o zwolnieniu się z pracy, do której zresztą i tak już nie mam zapału. Wystarczyło parę dyżurów na infolinii, bym posmakował pracy, która nie jest na stałe związana z grzechem, i dzięki temu zrozumiał jak łatwo się żyje, gdy jest się uczciwym człowiekiem. Na przyszły tydzień podałem dyspozycje jedynie na trzy dni, więc będę miał dużo wolności i mało pieniędzy. Dziwny zamęt zapanował w moim życiu w tym roku. Tym bardziej mam ochotę wsiąść na rower i ruszyć daleko przed siebie. Może wyprawa zmieni coś w mojej głowie i w moim życiu, a może nie będę nawet miał siły, by na nią wyruszyć.

Ciekawa sprawa z tą Apokalipsą. Jeszcze kilkanaście lat temu ciężko było zrozumieć o jakie znamię nadanę przez Bestię chodzi, a dzisiaj wydaje się to takie oczywiste. Chipy RFID, bezgotówkowy obrót pieniędzmi, pomysł Rockefellera i jego kolegów po fachu, specjalistów od zwodzenia i okradania mieszkańców Ziemi.


2016.04.05 / Wtorek / 18:40 - Drugi stan przedzawałowy za mną

Dwa dni temu, podczas powrotu z pracy do domu, po raz drugi dopadł mnie atak stanu przedzawałowego. Jest to o tyle ciekawe, że zaczął się on na tej samej ławce na Młocinach, na której zaczął się ostatnio, gdy siedziałem w takiej samej pozycji. Ponownie przeżyłem pół godziny męczarni, tym razem troszkę tylko lżejszych i odczuwalnych bardziej po lewej stronie. Przez chwilę żałowałem, że nie zacząłem na serio brać leków przepisanych mi przez panią doktor, ale później stwierdziłem, że jednak nie powinienem ich brać, póki się nie przebadam i nie będę wiedział co mniej więcej mi dolega. Spodziewam się nawet jakiegoś wrednego guza przy tętnicy, za sprawą którego przeniosę się niebawem na tamten świat. Przejdę na wyższe częstotliwości...

Dzisiaj właśnie zapisałem się na echo serca, a także na usg węzłów chłonnych, w tym samym, prywatnym ośrodku zdrowia, przy ulicy Żerosmkiego. Badanie echa serca będę miał dwie godziny przed egzaminem praktycznym na prawo jazdy, więc nie jest to może dobry termin, ale trudno, innych za bardzo nie było. W tym samym dniu będę miał spotkanie z dziewczyną z pracy, która ostatnio, podczas rozmów na Facebooku, zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wygląda na to, że jest nie tylko piękna, ale także bardzo fajna, ale dopiero na spotkaniu przekonamy się jak w ogóle na siebie reagujemy. Póki co jestem mile zaskoczony.

Dzisiejszy dzień był dla mnie wyjątkowy nie tylko dlatego, że zapisałem się wreszcie na badania i nie tylko dlatego, że pierwszy raz w życiu zjadłem zapiekankę, ale przede wszystkim z tego powodu, że pojeździłem ponownie samochodem po mieście, podczas dwóch godzin doszkalających przed kursem na prawo jazdy. Poznałem samochód Hyundai, który niezwykle lekko sie prowadzi, dowiedziałem się jak wykonać nim prawidłowo jazdę po łuku i podjeżdżanie pod górkę, a robi się to inaczej, bo podczas zaliczania górki nie naciska się w ogóle pedału gazu. Samochód sam podjeżdża pod górę na popuszczonym sprzęgle. Ogólnie pan instruktor z Hornówka to całkiem profesjonalny człowiek, który uczy ludzi jeździć już od czterdziestu lat. Często powtarzał, że za mocno szarpię dźwignią zmiany biegów, ale nie było w tym nic dziwnego, bo mam nawyki pochodzące z naszego Fiata Punto, w którym biegi zmieniało się zdecydowanie ciężko. Tak czy siak w poniedziałek i tak obleję. Ogólnie to nie powinienem chyba podchodzić do stresujących egzaminów, skoro mam problemy z sercem. Powinienem unikać wszelkiego stresu już do końca życia, ale chyba nie jest to możliwe...

Przeczytałem dzisiaj w Izabelinie ofertę pracy na wieży obserwacyjnej w naszej Puszczy Kampinoskiej. Wieża taka jest bardzo wysoka, siedzi się na niiej ponad szczytami drzew i wypatruje dymu. Praca bardzo spokojna, dosyć wyjątkowa, dziwna, a zarazem relaksująca. Podobno jest tak nudna, że pracownicy po prostu zasypiają podczas swoich dyżurów. Wszystko nieważne, bo ze swoim marnym zdrowiem nie byłbym chyba w stanie wejść po drabinie tak wysoko, a poza tym Tata mówi, że zarobki tam są słabe.

Pogoda była dzisiaj cudowna i wspaniale spacerowało mi się po Bielanach, które bardzo lubię. Wstąpiłem do księgarni przy swoim dawnym Liceum Księgarskim i kupiłem podręcznik do gramatyki języka angielskiego. Ostatnio zdałem sobie sprawę jak wielkie mam problemy, gdy chcę ułożyć jakieś konkretne zdania, choćby w komentarzach pod angielskimi i amerykańskimi filmami na YouTube. Znam mnóstwo słów, a zdań nie potrafię poprawnie układać, bo nigdy w życiu nie uczyłem się gramatyki. Postanowiłem to wreszcie zmienić.


2016.04.03 / Niedziela / 03:27 - Samobójca

Dzień minął mi na leczeniu kaca, przymierzaniu nowych spodni i martwieniu się o moje węzły chłonne. Przed chwilą skończyłem oglądać film "Salę Samobójców" ma dvd, który dzisiaj jeszcze bardziej przypadł mi do gustu, a nawet totalnie mnie zachwycił. Znam go oczywiście już od kilku lat, ale teraz zrobił na mnie większe znaczenie i chyba nie stało się tak tylko dzięki temu, że oglądałem go z dźwiękiem przestrzennym na swoim zestawie kolumn. Poza tym Roma Gąsiorowska ma taki fajny akcent, jakby pochodziła zza wschodniej granicy. Zawsze bardzo mi się podobał ten jej dziwny głos i dziwny sposób mówienia. Ja w każdym razie z Ukrainką już nie planuję się spotykać, bo nie jestem w stanie tyle pić, ale za to zaprosiłem na spotkanie inną najpiękniejszą dziewczynę z naszej firmy, z działu telefonów 0700, która z jakiegoś powodu przyjęła moje zaproszenie bez wahania. Cóż, przynajmniej pospotykam się przed śmiercią z kilkoma najpiękniejszymi. Jeszcze trochę takich zostało... Później popełnię samobóstwo w bardzo nietypowy sposób - nie lecząc się, nie naświetlając, nie ładując w siebie chemii. Zawsze lubiłem postępować inaczej niż wszyscy...


2016.04.02 / Sobota / 07:16 - Nocne picie z Ukrainką

Wróciłem do domu o godzinie 7:00 rano, całkowicie wyniszczony przez ukraińskie siły pod postacią Julii. Poddaję się, z Ukrainkami już nigdy nie piję. Zresztą i tak niedługo umrę.