2017.01.31 / Wtorek / 16:43 - Po oblodzonych szlakach puszczy

Ach, tak bardzo lubię mieć wolne w tygodniu, gdy inni ludzie muszą pracować, a ja mogę robić co chcę. Dzisiaj obudziłem się o słusznej godzinie 10:00 i po zjedzeniu śniadania przejechałem się po zakupy. Niechcący znowu kupiłem kotu karmę Whiskas, więc myślę, że jest on już stracony, zostanie narkomanem. Po raz pierwszy kupiłem mu też tak zwaną mokrą karmę, której porcję zjadł w ciągu pięciu sekund, od razu prosząc o więcej. Po powrocie z zakupów od razu zapragnąłem wsiąść na rower i pojeździć po oblodzonych szlakach Puszczy Kampinoskiej, więc wcisnąłem się w swój, nieco już za ciasny, strój rowerowy, by ruszyć żwawo przed siebie. Po około czterech kilometrach jazdy zaliczyłem glebę, przewracając się efektownie na lewy bok. Było naprawdę bardzoślisko, ale to mnie nie zniechęciło i w sumie przejechałem 25 kilometrów, dojeżdżając do Roztoki. W drodze powrotnej napotkałem wielkiego łosa, a w miejscowości Wólka przy szosie leżała zabita, potrącona sarna. Pojeździłem sobie, nacieszyłem się, wykorzystałem ostatni dzień stycznia, a przez kolejne trzy dni będę oddawał się pracy. W weekend mam wolne, przyjeżdża do nas siostra z Puław, a w sobotę jadę z roztańczoną Anną zawieźć jej niepotrzebne, stare ubrania do PCK w centrum Warszawy. Nie widzieliśmy się już ponad miesiąc, ale Annę jak najbardziej dalej lubię i z przyjemnością zaoferowałem jej podwózkę. Taki ze mnie dobry człowiek...


2017.01.27 / Piątek / 15:52 - Komputer dla taty Anny

Komputer za 99 złotych - porządnie wykonany, dobrze działający, cichy i szybki. Trochę tylko sponiewierany fizycznie, ale powinien dobrze służyć tacie Anny, tej od balonów, która mieszka teraz w Lublinie. Komputer kupiłem na Allegro, od człowieka, który najwidoczniej znajduje zepsute komputery w Niemczech, albo kupuje je za bardzo małe pieniądze, naprawia, a następnie sprzedaje w Polsce. Ciekawe, że obudowa tego komputera jest przystosowana do nietypowej płyty głównej, która jest ułożona odwrotnie niż wszystkie dotychczas znane mi płyty główne. Obudowę otwiera się z prawej strony, a nie z lewej, a procesor obudowany jest tunelem odprowadzającym powietrze do przodu. Firmowa, porządna skrzynka MaxData. Procesor Intel Core2Duo, czyli wystarczający do płynnego odtwarzania filmów w FullHD, czego nie potrafi współczesny, marny laptop mojej młodszej siostry, kupiony w 2015 roku za 1500 złotych. Teraz zapłaciłem 99 złotych, a jeszcze nie tak dawno, w roku 2008, złożyłem komputer o tej samej wydajności za kilka tysięcy złotych. Fajny postęp, fajna taniocha.

Tymczasem zaczynam dyżur, oczywiście w łóżku...


2017.01.27 / Piątek / 12:00 - Co dwa smartfony to nie jeden

Kupiłem sobie drugiego smartfona, dokładnie takiego samego jak ten pierwszy, czyli LG L90. W lutym 2015 roku za nowy zapłaciłem 550 złotych, a teraz na Allegro kupiłem taki sam, w bardzo dobrym stanie, za 150 złotych. Jest to chyba ostatni smartfon, który działa na duże karty sim, a ja nadal właśnie taką mam, podobnie jak moja starsza siostra. Przyda mi się drugi smartfon podczas wszelkich wyjazdów i wypraw rowerowych, o ile na jakiekolwiek w tym roku pojadę. Zobaczymy jak się będę czuł. Możliwe, że w tym roku na wyprawę wybierze się ze mną Zuza, jedyna dziewczyna jeżdżąca na rowerze, która chce jeździć ze mną. Zuza ogólnie jest w porządku. Lubię ją.

Nadal czuję się źle, ale w sumie mnie to nie dziwi, szczególnie gdy posłucham filmów z doktorem Jerzego Jaśkowskiego. Przydałoby mi się mleko bezpośrednio od krowy, dojonej ręcznie, czyli prawdziwe mleko, a nie takie, jakie można kupić w sklepie. Ma ktoś do sprzedania? Będę kupował regularnie. W swojej okolicy nie widziałem żadnej krowy już od dawna.

Czy wiecie, że od czasu Drugiej Wojny Światowej na Ziemii było już niemal 3000 wybuchów bomb atomowych? Doktor Jerzy Jaśkowski twierdzi, że to właśnie z tego powodu rak tak się panoszy w naszym współczesnym świecie. Doktora Jerzego Jaśkowskiego na pewno warto słuchać. Polecam każdemu niegłupiemu człowiekowi, a na pewno są jeszcze tacy.


2017.01.27 / Piątek / 11:19 - Kotek na odwyku

Kotek Tymotek żył sobie u nas szczęśliwie do czasu, aż kupiłem mu na próbę karmę marki Whiskas. Wszystko wskazuje na to, że jest w niej coś co uzależniło naszego kotka i teraz nie myśli on już o niczym innym, tylko o pożeraniu kolejnych granulek. Nieważne ile mu się da, zawsze chce więcej. Nie jada już nic innego, nawet karmy marki, którą wcześniej lubił. Wczoraj karma Whiskas się skończyła i dzisiaj kot szwenda się po domu, zagląda w każdy kąt i jęczy, by dać mu kolejne granulki. Normlanie jak narkoman albo alkoholik. Korporacja zniszczyła życie naszego kotka i teraz jest on szczęśliwy tylko wtedy, gdy wpierdziela Whiskas. Jak tylko zje wszystkie granulki ze swojej miseczki, zaczyna jęczeć, by dać mu więcej, choćby nawet zeżarł ich niemal tyle ile sam waży. Cholera wie co oni tam dodają. Kotek musi pójść na odwyk, by zapomnieć o tym, że coś takiego jak Whiskas w ogóle istnieje. Wyrzuciłem go na dwór, aby pospacerował trochę po śniegu i zastanowił się nad swoim postępowaniem. Nie chce już nawet jeść normalnej kiełbasy dla ludzi, ani nic innego, ciagle tylko Whiskas i Whiskas. Zaczął nawet włazić do mojego pokoju, choć przez wszystkie lata swojego pobytu u nas nigdy tego nie robił. Może wkrótce przegryzie mi aortę za to, że nie chciałem dać mu kolejnych granulek.


2017.01.26 / Czwartek / 08:37 - View from bed

Pracuję już w ciągu dnia, właśnie teraz jestem w trakcie dyżuru, ale to nie znaczy, że pojechałem do Warszawy. Nie ruszyłem się z łóżka, gdyż nie widzę w tym za bardzo sensu. Trzy godziny spędzone w drodze do pracy i z pracy można uznać za stratę czasu. Co innego, gdy do pracy jedzie się rowerem, a co innego, gdy siedzi się w autobusie, stojąc w korku. Zostanę w łóżku aż do wiosny, albo aż do jutra, bo jutro mam na 16:00, a na taką godzinę łatwiej pojechać do firmy niż na 8:00. Nadal źle się czuję...


2017.01.24 / Wtorek / 15:09 - Emma

Obudziłem się już o 3:00 nad ranem, dzięki czemu znowu jestem aktywny w ciągu dnia. Moja aktywność polega głównie na leżeniu w łóżku, ale przynajmniej nie jestem tak odizolowany od wszystkiego i wszystkich jak podczas nocnego życia. W końcu widuję swojego Tatę, z którym wcześniej się mijałem. Od godziny 4:00 do 9:00 obejrzałem pięć odcinków "Bloodline", by stwierdzić ostatecznie, że faktycznie jest to bardzo dobry serial. Obejrzałem cały pierwszy sezon i na koniec było naprawdę emocjonująco, gdy rodzeństwo zabiło swojego własnego brata, czarną owcę w rodzinie. Przede mną drugi sezon, który także chętnie wchłonę. Miałem nie lubić seriali, byłem im przeciwny, a teraz oglądam je jak nakręcony. W dodatku po skończeniu każdego dobrego serialu wpadam w małą depresję, bo smutno mi, że nie będę już obcował z postaciami, do których się przywiązałem. Obejrzałem trzy sezony świetnego "Bates motel" i czekam na kolejne, które są już nakręcone, ale póki co nie ma ich jeszcze na Netflixie. Mam nadzieję, że wkrótce się tam pojawią, bo jak płacę, to wymagam.

Na powyższym zdjęciu najbardziej fotogeniczna dziewczyna jaką znam, Emma. Subskrybuję na YouTube kanał prowadzony przez kilka amatorskich fotomodelek z Wielkiej Brytanii, który poświęcony jest fotografii, a Emma jest tą najładniejszą z nich. Gdyby moje koleżanki potrafiły tak pozować do zdjęć i gdyby w ogóle chciały to robić, byłbym z tego powodu bardzo zadowolony. W ogóle fotografowanie pięknych kobiet powinno być moim zawodem, abym czuł, że robię w życiu to, co jest zgodne z moim przeznaczeniem. Co prawda pracując na czatach sms też czuję, że postępuję zgodnie ze swoim przeznaczeniem, więc chyba wszystko jest w porządku. Dziwne.

Powyższe zdjęcie wyświetliłem na małym monitorze, który postawiłem obok telewizora, gdyż uznałem, że dwa ekrany to jednak za mało. Trzeci, malutki Samsung, który dostałem za darmo od Zuzy w zeszłym roku, posłuży mi jako dodatkowy wyświetlacz, na którym będę mógł sobie coś oglądać, pracując na tym głównym, którym jest telewizor Sony. Gdybym zgromadził w swoim pokoju wszystkie monitory i telewizory, jakie mamy w domu, a następnie każdy z nich podłączył do jakiegoś źródła obrazu, otrzymałbym scenę podobną do tej z filmu "Matrix". Wyglądałoby to ciekawie, istny cyberpunk, ale nie chce mi się tego wszystkiego nosić, więc póki co tak nie zrobię.

Jutro mam dyżur rozpoczynający się o godzinie 9:00 i zastanawiam się czy powinienem pojechać do firmy, czy popracować w łóżku. Już teraz wiem, że niepotrzebnie kupowałem bilet kwartalny, bo nie wykorzystałem go chyba nawet w połowie, a kończy się on już 14 lutego, w Walentynki, które w tym roku ponownie spędzę bez ukochanej kobiety u boku. Nieważne, ostatnio otaczam się samymi wizerunkami kobiet, wyświetlanymi na ekranach, wizerunkami kobiet z lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i współczesnych, na które wystarczy tylko patrzeć, z którymi nie trzeba nic robić. Taka pustka póki co mi odpowiada. Może na wiosnę się to zmieni, choć nie wiem, nie czuję się zbyt dobrze...


2017.01.23 / Poniedziałek / 15:19 - Rowerem po lodzie

Pierwsza jazda rowerem w tym roku zaliczona. Przejechałem tylko dziewięć kilometrów, robiąc małą pętlę po najbliiższej okolicy, ale było fajnie. Temperatura powyżej zera, mnóstwo lodu na szlaku, ale ani jednej wywrotki. Zaświeciło słońce, więc w puszczy od razu zjawiło się dużo spacerowiczów, ale na rowerze poza mną nikt nie jechał. Jutro drugi dzień wolny, tym razem naprawdę dzień, a nie noc, jak to miało miejsce ostatnio. Całkiem fajnie żyć za dnia.


2017.01.23 / Poniedziałek / 10:22 - Jestem już dzienny

Byłem nocny, jestem dzienny, obudziłem się o 5:00 rano i będę dzisiaj człowiekiem żyjącym za dania. Sytuacja ta utrzyma się przynajmniej przez cały tydzień, więc będzie to tydzień jako takiej normalności. Po napaleniu w piecu i zjedzeniu zupy pomidorowej na śniadanie, pojechałem do Izabelina po zakupy. Zastanawiam się czy nie powinienem pojechać do Warszawy, choćby po nowe spodnie, bo we wszystkie stare ledwo się mieszczę. Ważę juz niemal 70 kg, a poprzednie spodnie kupowałem, gdy ważyłem 50 kg. Mam tylko dwie dobre pary, zakupione w poprzednim roku. W sumie jednak jestem zbyt biedny, nie stać mnie na spodnie, mam jeszcze 3000 złotych długu do spłacenia za widoczny na powyższym zdjęciu samochód. Mimo wszystko do Warszawy i tak mógłbym się przejechać, ot tak, dla przyjemności. Może jutro tak postąpię.


2017.01.22 / Niedziela / 02:10 - Dyżur w latach osiemdziesiątych

Ostatnia nocka, po której nastaną mroczne czasy, gdy będę musiał pracować w ciągu dnia. Podczas dyżuru skupiam się w połowie na pracy, a w połowie na filmach z lat osiemdziesiątych. Nie szkodzi mi to za bardzo, bo i tak mam już najlepszy wynik, po kilku godzinach pracy, głównie dzięki napalonemu klientowi, który pisał do sześciu kobiet naraz, czyli tak naprawdę tylko do mnie. Podczas dyżuru oglądam tak nieznane filmy, że na FilmWebie oceniło je tylko po kilka osób, Jestem z tego dumny.

Na ekranie monitora piękna scena ze świetną piosenką "I like boys" w tle. Przyznaję Oskara za reżyserię, zdjęcia, montaż, piosenkę, choerografię i aktorstwo. Powinni też dawać Oskary za klimat. ;)


2017.01.20 / Piątek / 06:06 - Molly Ringwald

Penetrowania lat osiemdziesiątych ciąg dalszy. Moje najnowsze odkrycie to aktorka Molly Ringwald, dosyć dziwna i nietypowa, rudowłosa, z krzywym zgryzem, bardzo dobrze grająca, znana z kultowego "The breakfast club" i "Sixteen candles" w reżyserii Johna Hughesa. Żeby wiedzieć jak ważnym twórcą był John Hughes wystarczy zauważyć, że to właśnie on napisał scenariusze do obu najważniejszych filmów świątecznych na świecie - "Home Alone" oraz "Christmas Vacation". W latach osiemdziesiątych tworzył też kino młodzieżowe, które do dzisiaj jest bardzo cenione, choć wcale nie jest tak łatwe w odbiorze jak typowo rozrywkowe produkcje. "The breakfast club" jest nawet dostępny na Netflixie. Na Wikipedii dopatrzyłem się terminu "80s nostalgia". Zjawisko to polega na idealizowaniu lat osiemdziesiątych i podobno najpowszechniejsze stało się właśnie w roku 2016. Fajnie! Czyli nie tylko ja jestem sentymentalnym, nienormalnym człowiekiem, który idealizuje nie do końca prawdziwy obraz przeszłości.

Przed chwilą skończyłem oglądać "The pick-up artist" z Molly Ringwald i Roberten Downeyem Juniorem, a za chwilę zabieram się za dwa kolejne odcinki współczesnego serialu "Bloodline", który oglądam nie tylko dlatego, że gra w nim Linda Cardellini. Współczesne seriale naprawdę dają radę i na tle filmów naprawdę zdają się być czymś nowym i czymś dobrym. Podobno nawet moi ukochani Bracia Coen zabrali się właśnie za kręcenie serialu.

Zgłodniałem, więc chyba zjem sobie dwa pączki na śniadanie, albo na coś, co można nazwać przed-śniadaniem. W przyszłym tygodniu nie mam żadnego nocnego dyżuru, za to mam kilka dyżurów zaczynających się rano, więc będę musiał zmienić swój tryb życia. Może pojadę do Puław i tam popracuję, siedząc w niewygodnej pozycji przed komputerem siostry?


2017.01.19 / Czwartek / 18:29 - What parents need to know

Obudziłem się, gdy jeszcze świeciło słońce, co jest wydarzeniem dosyć niezwykłym w moim obecnym życiu. Pojechałem po zakupy do Izabelina i teraz jem faworki na śniadanie, choć wcześniej próbowałem zjeść pomarańczę, drugą w swoim życiu. Nie znam się na owocach i warzywach, ale po wykładach doktora Jerzego Jaśkowiaka postanowiłem odżywiać się zdrowiej. Niebawem na świecie w ogóle nie będzie zdrowego jedzenia, gdy pozostanie tylko i wyłącznie GMO, które jest jednym z największych współczsnych zagrożeń dla całej ludzkości. Oczywiście ignoranci nie zdają sobie z tego sprawy...

Penetrując wczoraj Internet w poszukiwaniu wszelkich informacji na temat filmu "Teen witch", natknąłem się na ciekawą stronę amerykańską, która w zwięzły i zarazem dokładny sposób przedstawia rodzicom zawartość filmów fabularnych, aby wiedzieli oni czy filmy te są odpowiednie dla ich dzieci. Niemal każdy znany mi film jest opisany kilkoma zdaniami, a opis zawsze zaczyna się od "Parents need to know...", czyli "Rodzice powinni wiedzieć, że...". Przykładowo w takim oto niewinnym na pozór "Teen witch" dopatrzono się, że film ten przedstawia konsumpcyjny pogląd na piękno i mówi o tym, że zmieniając ubranie na bardziej modne odmienisz całe swoje życie. Pokazuje też młodym dziewczynom, które go oglądają, że mężczyzna nie powinien pokochać kobiety za to jaka ona jest, tylko ona powinna się dla niego zmienić w taki sposób, by jak najbardziej przypominać jego ideał.

To prawda, konsumpcjonizm panoszył się niesamowicie w produkcjach z lat osiemdziesiątych, gdyż to właśnie wtedy wielkie koncerny zorientowały się, że mogą reklamować swoje produkty poprzez filmy, mogą wręcz wychowywać młodych widzów tak, by wprzyszłości byli oni jak najlepszymi konsumentami. Steven Spielberg mówił nawet, że to właśnie w latach osiemdziesiątych nastolatki zaczęły być ogromną grupą konsumencką, dzieci na znacznie większą skalę zaczęły namawiać swoich rodziców na to co mają im kupować. W niemal wszystkich filmach z lat osiemdziesiątych widać puszki i automaty Coca Coli, a wszystkie dzieciaki na nogach noszą buty marki Nike. Czasami aż ciężko na to patrzeć. Dostrzega się to szczególnie podczas oglądania filmu na projektorze lub dużym telewizorze. W niektórych filmach są sceny lunchu w szkole, podczas których wszystkie dzieciaki piją Coca Colę lub Sprite. Tak naprawdę można się zapewne zastanawiać nie nad tym jak bardzo dobre były lata osiemdziesiąte, tylko nad tym jak bardzo były złe. Ale nie można w prosty sposób uogólniać.

Zaraz zabiorę się za kolejny filmy dla młodzieży z lat osiemdziesiątych, a powyższą notkę pisałem wsłuchując się w świetny utwór "Never gonna be the same again" śpiewany przez Lori Ruso, piosenkarkę tak zapomnianą, że na Allmusic pod opisem jej albumu ona sama jest jedyną osobą, która go komentuje i o nim pamięta. Tymczasem z pewnością będzie to jeden z najlepszych utworów jakie usłyszę w tym roku, jeśli nie najlepszy. Pewnie, utwór jest prosty, ale na tym właśnie polega urok tamtych lat.


2017.01.19 / Czwartek / 04:47 - Teen witch

Trzy dni wolne, czy tak naprawdę trzy noce wolne. Znowu budzę się dopiero około 21:00, przez co nawet nie za bardzo czuję, że mamy zimę. W tym roku intensywniej palimy w piercu, ja rozpalam ogień w nocy, dzięki czemu w naszym domu jest cieplej niż zazwyczaj podczas zimy. Wiosna szybko nadejdzie i znów będę mógł wskoczyć na rower. Często czuję jak energia mnie rozpiera i mam ochotę coś zrobić, ale nie robię nic, gdyż siedzę stale w domu, a na rower nie mogę wsiąść, by żyję tylko w nocy. O rowerze stacjonarnym nie myślałem nigdy i nie chciałbym go mieć, bo to dla mnie zbyt głupie.

Po obudzeniu się obejrzałem jeden z fajniejszych filmów z lat osiemdziesiątych jakie dane mi było oglądać, przeznaczony młodzieży, czyli w sam raz dla mnie - "Teen witch" z 1989 roku. Film jest bardzo dobrze wyreżyserowany, w bardzo teledyskowy sposób, co zawsze mi się podoba, ale scenariusz także stoi na wysokim poziomie. Zresztą jak film o nastolatce, która otrzymuje naszynik z symbolem piramidy połączonej z okiem, dzięki któremu spełnia wszystkie swoje marzenia, może być zły? ;)

Po obejrzeniu niemal wszystkich filmów, w których grała Linda Cardellini, przekopuję się przez filmy z lat osiemdziesiątych, odnajdując je właśnie dzięki aktorkom. Jeśli w jednym filmie gra jakaś ładna aktorka, sprawdzam w jakich filmach jeszcze wystąpiła i za nie także się zabieram. Tam zauważam inną aktorkę i sięgam po filmy z jej udziałem. Zapomniane nastolatki z lat osiemdziesiątych, o których dzisiaj już nikt nie pamięta, przyciągają moją uwagę, może dlatego, że zawsze bardziej interesuje mnie przeszłość niż teraźniejszość. Do "Teen witch" przywiodła mnie Tina Caspary, urodzona w 1970 roku, co oznacza, że dzisiaj ma 47 lat. Jak Agnieszka, z którą byłem w zeszłym roku na randce!

Ciekawe czy po śmierci będzie można wrócić do lat osiemdziesiątych, jak w serialu "Czarne lustro", gdzie Niebo było sztuczne i można było sobie wybrać jak ma wyglądać nasze życie po śmierci. Kolejny genialny odcinek. Dwie starsze kobiety, spośród których jedna jest chora na raka, a druga od kilkudziesięciu lat leży sparaliżowana, spotykają się w sztucznym, wirtualnym świecie, w latach osiemdziesiątych, w którym znowu są młode i zdrowe. Po śmierci, a raczej po eutanazji, przenoszą się do niego na stałe, na zawsze, a raczej na tak długo, jak długo będą istniały komputery podtrzymujące ich sztuczne Niebo. Taka piękna wizja...


2017.01.18 / Środa / 04:22 - Hoechst

W moim domu znajduje się hitlerowski kubek. Kto nie wie dlaczego kubek z logo firmy Agfa można tak nazwać ten jest ignorantem i prawdopodobnie nie wie też skąd wziął się Hitler, komu zależało na tym, by stał się potężny i kto dał na to pieniądze. Warto wspomnieć, że ci sami ludzie rządzą nami do dziś. Można powiedzieć, że nas hodują, jesteśmy ich bydłem, a oni są naszymi panami. Świat nie jest taki jak się wydaje, nie jest taki prosty jak uczą w szkole i pokazują w telewizji. Poszukując prawdy natknąłem się na doktora Jerzego Jaśkowskiego, mądrego, doświadczonego człowieka, którego wykłady można znaleźc na YouTube, spośród których najważniejsza jest seria nosząca tytuł "Świat jest inny". Polecam.


2017.01.15 / Niedziela / 03:28 - Cure for cancer

Starsza siostra zostawiła mi lekarstwo na raka. Za dużo o nim myślałem ostatnio i zacząłem odczuwać ból w klatce piersiowej, w szyi i głowie, ale po wypiciu paru łyków ból znikł, a moje myśli skupiły się na muzyce zespołu Air. Soundtrack z filmu "The Virgin Suicides" brzmi po wypiciu wódki cudownie i zacząłem go na nogo odkrywać. Muzyka w sumie zawsze powinna iść w parze z wódką, by była w pełni zrozumiana. Zresztą większość ludzi i tak nie zrozumie dobrej muzyki, nawet po alkoholu. Nie wiem jak jest z filmami, chyba nie powinno się ich oglądać po wódce, bo wtedy każdy może się spodobać. Film Sofii Coppoli "The Virgin Suicides" jest bardzo dobry i klimatyczny, na koniec wszystkie dziewczyny popełniają samobójstwo, czyż to nie piękne? Samobójstwa to bardzo atrakcyjny temat dla filmu. Moje ulubione samobójstwo filmowe znajduje się na początku i na końcu filmu "The Million Dollar Hotel". Czy ja byłbym w stanie kiedyś tak skoczyć z dachu?

Biorąc pod uwagę widok naszej zdychającej kici, samobójstwo jednak niekoniecznie jest atrakcyjne. To na pewno smutny i przygnębiający widok. Atrakcyjne jest życie i wszelka dobra energia, która wiąże się z jasną stroną naszego wszechświata. Czy śmierć też można postawić po tej jasnej stronie?

Właśnie jestem w trakcie dyżuru, do końca pracy zostały trzy i pół godziny. Dobrze, że wódka ma tak okropny smak, bo inaczej zatraciłbym się w niej całkowicie, tak jak ludzie, których widziałem wczoraj rano w metrze na Młocinach, zagubieni w swoich życiach, wiecznie pijani, zasypiający w pociągu metra, z którego musi ich usuwać specjalny pracownik. Jego praca polega na wyrzucaniu pijanych ludzi z metra na ostatniej stacji. W sumie fajne zajęcie... A oni mieszkają tam obok w lasku, zimą w namiotach, bezdomni, chorzy ludzie w chorym systemie.

Włączam płytę od początku i kontynuuję swoją pracę. Mam pół godziny na napisanie ponad czterdziestu smsów. Zaraz się przekonam czy "Moon safari" brzmi równie dobrze...


2017.01.14 / Sobota / 10:15 - Darren Alff i jego rak

W końcu pojechałem na dyżur do Warszawy, podpisałem umowę na kolejne pół roku i popracowałem w ciągu nocy w biurze. Nudząc się nad ranem postanowiłem poszukać na YouTube kanału dowolnego amerykańskiego rowerzysty, który opisywałby swoje podróże rowerem po Europie. Chciałem zobaczyć jak rowerzyści z USA postrzegają Europę i Polskę. Trafiłem na kanał Bicycle Touring Pro, prowadzony przez Darrena Alff'a, młodszego ode mnie o dwa lata, ale za to bardzo doświadczonego. Darren od szesnastu lat jeździ na wyprawy rowerowe, sześć razy przejechał całe Stany Zjednoczone w różnych kierunkach, wiele razy był w Europie, a niektóre jego wyprawy twały ponad rok. Kanał na Yotube prowadzi od dziesięciu lat i wrzucił na niego mnóstwo ciekawych filmów, a w jednym z nich mówi, że krajem, w którym był najczęściej, jest właśnie Polska i uważa on, że jest to bardzo dobry kraj dla rowerzystów, głównie z tego powodu, że jest dosyć płaski. Darren bardzo ciekawie umie relacjonować swoje wyprawy i kręci w czasie nich bardzo dobre filmy, ostatnio także przy użyciu porządnego drona i już po kilku godzinach oglądania nasłuchałem się wielu ciekawych historii. Ogólnie im więcej oglądam filmów ze Stanów Zjednoczonych oglądam, tym częściej dochodzę do wniosku, że jednak nie jest to kraj wypełniony po brzegi samymi idiotami. Najważniejszy okazał się jednak ten film Darrena, na którym wyznaje on, że ma raka. Dowiedział się o nim pod koniec roku 2015, gdy podczas brania prysznica zauważył, że jedno z jego jąder jest znacznie większe od drugiego. Po odczekaniu jednego dnia pojechał do szpitala i wkrótce wiedział już, że ma raka. Szybko skierowano go na operację i nowotwór został wycięty, ale od teraz musi on co trzy miesiące zgłaszać się do szpitala na wizyty, co nie pozwala mu na tak długie wyprawy, jakie wcześniej organizował. Smutny, przejmujący film, kolejne moje natknięcie się na temat raka, które oczywiście nie wpłynęło na mnie uspokajająco. Mówi się, że mężczyźni jeżdżący dużo na rowerze mają większe prawdopodobieństwo na tego typu nowotwór i przypadek Darrena zdaje się to potwierdzać, choć oficjalnie nie ma chyba żadnych statystyk na ten temat. Oczywiście od teraz ja także już mam raka jądra i będę się często macał po jednym i drugim, by przekonać sie, czy któreś z nich nie jest przypadkiem większe, choć z drugiej strony, czytałem kiedyś, że każdy mężczyzna ma jedno trochę większe od drugiego. Najlepiej będę dokonywał dokładnego pomiaru suwmiarką, każdego dnia. Tyle wypraw, tyle doświadczenia, tyle pięknych chwil, tyle pracy włożonej w filmowanie, człowiek ledwo po trzydziestce i nagle wyrok - rak. Cóż, może nie będzie nawrotu, może Darren pojedzie jeszcze na dziesiątki kolejnych wypraw, podczas których ponownie odwiedzi Polskę. Ja już nie mogę się doczekać swojej wyprawy, na którą po obejrzeniu tych materiałów ponownie nabrałem wielkiej ochoty. Może nawet w tym roku ktoś pojedzie ze mną?


2017.01.12 / Czwartek / 11:06 - Toyota nieczysta

Nocka minęła szybko i przyjemnie, a nawet bezboleśnie. Może umrę dopiero za kilkanaście lat, a nie za kilka. Pracowałem w domu, bo poszedłem spać dopiero po godzinie 15:00 i potrzebowałem czasu na wyspanie się. Może dzisiaj uda mi się wreszcie przestawić na bardziej prawidłowe godziny funkcjonowania. Wystartczy, że nastawię sobie budzik mniej więcej na 19:00 i zacznę chodzić spać około 9:00 rano.

Właśnie wróciłem samochodem z Izabelina, gdzie odwiedziłem pocztę i zrobiłem zakupy. Zakupy w sumie zajęły mi jakieś 10 minut, za to na poczcie przesiedziałem ponad pół godziny, mimo że w kolejce było tylko parę osób. Jednemu facetowi zaginęła przesyłka, przez co zaczął bluzgać na pracowników poczty, a drugiemu wydawano przesyłkę przez jakieś 20 minut, bo coś nie działało w systemie, a komputer obsługiwała jakaś młoda praktykantka z plakietką "uczę się". Na pocztę pojechałem tylko po to, by zapłacić abonament RTV za obecny rok, niemal 250 złotych. Kurwa! Dobrze, że to nie z moich pieniędzy, bo bym się wsciekł.

Kupiłem sobie całkiem smaczne faworki i właśnie je wcinam. W środku lastu pomyślałem, że wyjdę z samochodu i zrobię telefonem śliczne zdjęcie swojego nieczystego auta, które prezentuję powyżej. Toyoty nie myśliśmy chyba od jesieni, więc na przedniej szybie nadal widoczne są odciski łapek kici, która w grudniu zeszła z tego świata. Tak czy siak na samochód nie należy patrzeć z sympatią, bo jest to maszyna śmierci, w której bardzo łatwo można rozstać się z życiem. Zawsze miałem przeczucie, że moje życie zakończy się wypadku samochodowym, choć od pewnego czasu mam przeczucie, że przyczyną mojej śmierci będzie jednak rak, w wyniku którego tak się zestresuję, że dostanę zawału serca. Kto wie, może stanie się to w czasie jazdy samochodem.


2017.01.11 / Środa / 08:28 - Szafka kuchenna

Znowu się marnie czuję, znowu powiększyły mi się węzły chłonne i mam zawroty głowy oraz kilka innych dolegliwości. Szkoda, bo od razu żyć się przez coś takiego odechciewa. Spędziłem noc oglądając kolejne odcinki "Bates motel" i wkrótce będę szedł spać. Dzisiaj na noc muszę pojechać do pracy, choć nie chce mi się tego robić, właśnie ze względu na zły stan zdrowia.

Na zdjęciu mebel zrobiony dawno temu przez tatę, szafka kuchenna, która służy nam od kilkudziesięciu lat. To chyba jeden z wcześniejszych mebli Taty, gdy nie miał jeszcze dużego doświadczenia w robieniu mebli, ale i tak jest lepsza niż wszystkie te wiórowe badziewia ze współczesnych sklepów meblowych. Powrzucam na swojego bloga zdjęcia mebli zrobionych przez Tatę, by w przyszłości, gdy już wszystko przeminie i się stąd wyprowadzimy, móc je obejrzeć.

Z roztańczoną Anną doszliśmy chyba do takiego punktu, w którym już wiemy, że nie będziemy parą. Nie jestem pewien jak wygląda nasza sytuacja, ale zarazem nie czuję w sobie jakichś szczególnych chęci, by ją zmieniać na lepsze. Jestem dosyć zobojętniały na wszystko, nawet na to co dobre. To przez te bóle i przeczucie, że za kilka lat i tak już będę trupem.


2017.01.10 / Wtorek / 07:40 - Pomieszany

Poszedłem spać około 14:00, obudziłem się o 22:50, pojechałem po siostrę, by nie musiała iść sama przez las w środku nocy i przy niskiej temperaturze, zjadłem śniadanio-obiado-kolację i obejrzałem trzy kolejne odcinki "Bates motel". Skończyłem je oglądać o 2:30 i wtedy poszedłem spać, wsłuchując się przed snem w rozmowę Paula Josepha Watsona, jednego z moich youtube'owych idoli. Spałem tylko dwie godziny, ale odczułem to tak jakbym zaliczył całą noc porządnego snu. Obudziłem się o 5:00, zjadłem śniadanie, a teraz ściągn z YouTube kilka odcinków RAWtalk, innego mojego idola, żydowskiego Jareda Polina, z wielkim afro na głowie, zajmującego się fotografią. Odcinki te będę mógł oglądać podczas dyżuru, by czas mi szybciej zleciał. Zaczynam o 8:00, więc już za 20 minut. Po dyżurze, o godzinie 16:00, prawdopodobnie pójdę spać, by obudzić się po północy i zaliczyć kolejne odcinki "Bates motel". Przed południem zasnę i obudzę się o 18:30, by w końcu pojechać na dyżur nocny do firmy, gdzie podpiszę umowę na kolejne miesiące pracy. Taki to pomieszany tryb życia ostatnio prowadzę. Nie mam nawet czasu na spotkanie się z roztańczoną Anną, ani z kimkolwiek, żyję głównie w nocy, w dziczy, w środku lasu. Czekam na wiosnę i lato. Chcę być już całkiem siwy na głowie - będę wtedy wyglądał poważniej i dostojniej.


2017.01.09 / Poniedziałek / 07:44 - Nietflix

Wkrótce rozpoczynam trzeci miesiąc z Netflixem, drugi, za który zapłacę, bo pierwszy był darmowy. Na serwisie nadal jest niewiele filmów, ale to co mnie przyciąga to seriale, choć do niedawna w ogóle za serialami nie przepadałem. Po obejrzeniu "Stranger things", "Freaks and geeks" oraz doskonałego "Czarnego lustra", zabrałem się za "Bates motel", który w każdym odcinku bardzo ładnie odkrywa swoje karty. Doszedłem do drugiego sezonu i pewnie obejrzę także trzeci. Inne seriale, spośród których obejrzałem po jednym odcinku, nie są tak łatwoprzyswajalne i ciekawe, ale pewnie jeszcze do nich wrócę, gdy nie będę już miał co oglądać.

Dowiedziałem się jednak o jednej ważnej rzeczy dotyczącej Netflixa. Aby cieszyć się obrazem w jakości Full HD, o rozdzielczości 1920x1080 pikesli, trzeba mieć system Windows 10. Na starszych syetemach nie da się zainstalować aplikacji Netflix, która jest dostępna jedynie w wirtualnym sklepie Microsoft. Oglądanie filmów na Netflixie przy użyciu takich przeglądarek jak Mozilla Firefox, Opera, czy Google Chrome pozwala na oglądanie obrazu jedynie w zwykłym HD, czyli w rozdzielczość 1280x720 pikseli. Nic dziwnego, że siostry, na projektorze, obraz nie był tak dobry jak u mnie. Siostra nadal używa Windows 7 i bardzo dobrze, bo jest to porządny system operacyjny, ale Microsoft dogadał się najwidoczniej z Netflixem, by promować swój najnowszy system, szpiegujący nas na wylot przy każdej okazji. Bill Gates jest podobno wielkim zwolennikiem utworzenia światowego rządu, jest człowiekiem NWO, a my używamy jego oprogramowania. Zresztą czy w dzisiejszych czasach istnieje jeszcze oprogramowanie, który by nas nie szpiegowało?

Netflixa można też oglądać na telewizorach, które mają go zainstalowanego lub pozwalają zainstalować, ale podobno też nie wszystkie z nich pozwalają na oglądanie filmów w maksymalnej rozdzielczości. Najważniejsze jednak jest to, że dostępność filmów z obrazem Full HD na Netflixie jest bardzo marna. Większość znanych produkcji jest tam dostępna jedynie w rozdzielczości 720x480 pikseli, czyli zbliżonej do DVD, co jest naprawdę żałosne. Swoją drogą jeśli ktoś chce się dowiedzieć jaką rozdzielczość ma film, który właśnie ogląda, może nacisnąć kombinację klawiszy SHIFT+CTRL+ALT+D. Natomiast kombinacją SHIFT+CTRL+ALT+S można wymusić konkretną rodzielczość, spośród tych, które są dostępne.

Tyle o Netflixie. Nadeszła godzina 8:00 rano, więc kończę seanse filmowo serialowe i zabieram się za coś innego, choć jeszcze nie wiem za co. Obudziłem się o godzinie 23:00, a spać znowu pójdę po południu. Jutro mam dyżur od 8:00 rano, więć będę musiał obudzić sie około północy, a rano pojechać do firmy lub popracować od 8:00 do 16:00 w domu. Nie podoba mi się za bardzo mój obecny tryb życia, ale może wkrótce się to zmieni. Na pewno nie w tym tygodniu, bo mam jeszcze trzy nocne dyżury w pracy. Ciężko będzie mi pracować nad związaniem się z kobietą i stworzeniem nowego życia jeśli będę żył tylko w nocy, leżąc w łóżku i oglądając seriale na Netflixie.

Tymczasem w tym roku będę już miał 35 lat. Nawet jak odejdę z pracy, by zajmować się czymś innym, to nie będę już tym młodym dwudziestoparolatkiem, którym byłem, gdy ostatnio szukałem pracy, ponad 10 lat temu. To dosyć przygnębiająca wizja, z młodych ludzi przeskoczyłem od razu do starych, ale może nie będzie wcale aż tak źle. Nie ma co rozpaczać na wyrost. Kiedyś w końcu zostanę kurierem rowerowym i spełni się w ten sposób jedno z największych marzeń zawodowych mojego życia. Zaraz po tym znienawidzę jazdę na rowerze.


2017.01.09 / Poniedziałek / 02:35 - Druga połowa roku 2016

Lipiec to kolejne spotkania z Anną od balonów, w tym spacer po okolicznym lesie, podczas którego natknęliśmy się na stado dzików i posiedzieliśmy chwilę nad wodą w Truskawiu. Na początku lipca ruszyłem też wreszcie na wyprawę rowerową, która początkowo miała być spontaniczna, bez żadnego planowania, ale dzień przed wyjazdem zmieniła się w wyprawę na południe Polski, a nawet do Czech i Austrii. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie moje fatalne zdrowie i pogoda. Pierwszy dzień wyprawy był ostatnim, ponownie za mało jadłem i ponownie dopadło mnie totalne wypalenie. Przejechanie ostatnich 25 kilometrów, przez te marne wioski aż do Tomaszowa Mazowieckiego, było jedną z największych męczarni rowerowych mojego życia. Na szczęście przyjechała po mnie Anna, która załadowała mnie do swojego samochodu i przywiozła do domu. Porażka. Dzień później lał deszcz, a przez kilka kolejnych dni wiało paskudnie i było zimno jak na lipiec. Nie trafiłem z pogodą, a przede wszystkim ze swoim zdrowiem, ale trasa, którą wtedy przejechałem i tak zostanie w mojej głowie i chętnie wrócę na nią choćby w tym roku, lepiej się przygotowując. Kolejnym ważnym wydarzeniem lipca był mój samodzielny wyjazd samochodem do Puław. Pierwszy raz w życiu znalazłem się wtedy autem na prawdziwej trasie z dużym ruchem i było to bardzo stresujące doświadczenie. Sporo się wtedy nauczyłem i każdy kto chce jeździć samochodem musi przez coś takiego przejść, ale nie jest to nic przyjemnego. Ciekawy był także powrót z Puław, w towarzystwie starszej siostry, gdy nadłożyliśmy dużą ilość kilometrów, kierując się niepotrzebnie inną trasą niż nakazywałby rozsądek. W lipcu takich wyjazdów samochodem miałem więcej, w tym wyjazd na Wolę, do centrum Warszawy, który także mocno mnie zestresował.

W sierpniu unowocześniłem nieco rower kolegi, męcząc się przy tym przez kilka godzin, a następnie się na nim przejechałem. Dzięki temu dowiedziałem się, że wcale nie chcę mieć roweru kolarskiego, którego zakup planowałem od kilku lat. Pozycja na nim jest niewygodna i ogólnie jest to niezbyt mądre rozwiązanie dla kogoś takiego jak ja, więc kolarzówki raczej nigdy sobie nie kupię. Sierpień to kilka kolejnych jazd samochodem, w tym pierwsza jazda Wisłostradą, a także składanie komputera siostry, który kupiliśmy od kolegi. Pod koniec miesiąca pojechaliśmy ze starszą siostrą do Sójek pod Kutnem, do naszego dawnego domu. Zapamiętam kręcenie się po Sochaczewie, spacer po parku i naszym starym podwórku, pyszne jedzonko w restauracji, która znajduje się w budynku naszej dawnej szkoły, a także powrót do domu po zmroku, gdy zapomniałem włączyć świateł. Pod koniec miesiąca zrobiliśmy sobie ognisko rodzinne na podwórku, podczas którego wypiłem największą ilość piwa w swoim życiu, co poskutkowało paskudnym kacem. Dzień później pojechaliśmy z siostrą do Warszawy, gdzie wpadliśmy na ślub Magdaleny, której nie poznałem w sukni śłubnej i z makijażem, a także pospacerowaliśmy po terenie Wojskowej Akademii Technicznej. W sierpniu wymieniałem się wiadomościami z Justyną, poznaną na Sympatii, która znajdowała się nad morzem, gdzie pracowała. Justyna zaliczyła wypadek w drodze nad morze, gdy w Polskiego Busa, którym jechała, uderzył samochód osobowy. Jego kierowca zginął na miejscu.

Z września zapamiętam spotkanie z Anną, podczas którego zjedliśmy pizzę, a później musiałem bardzo szybko jechać do domu, by skorzystać z ubikacji. Nie cierpię takich przeżyć. Zapamiętam także wycieczkę rowerową podczas której dopadły mnie chmary srzyżaków. Takie doświadczenie rzuca nowe światło na kontakt człowieka z przyrodą. Będę też pamiętał pierwsze granie z siostrą przez Internet, gdy dołączyliśmy do innych ludzi grających w Half-Life i to fajne uczucie, że przecież nie mogę strzelać do własnej siostry, bo to moja rodzina. W sierpniu przenocowała u mnie Ewa, której puściłem kilka fajnych filmów, ale żaden z nich nie przypadł jej do gustu. W końcu, po wielu latach znajomości, mogłem wozić Ewę legalnie swoim samochodem. Z młodszą siostrą pojechaliśmy razem do Puław, przez Wilgę i Dęblin, zatrzymujać się po drodze w parku na dęblińskim osiedlu Lotnisku. Dęblin w roku 2016 został więc przeze mnie dwukrotnie zaliczony, więc nadal trzymam się tej tradycji i nadal daje mi to dużo radości. Z obiema siostrami wybrałem się samochodem do Nałęczowa, po drodze zastanawiając się czy samochód za chwilę się nie rozpadnie, gdy zaczął wydawać z siebie jakieś dziwne dźwięki. Pierwszy raz byłem w nałęczowskim parku i było całkiem przyjemnie. We wrześniu zacząłem też zagłębiać się w temat spisku z 11 września 2001 roku, dzięki wspaniałym książkąm Sławomira M. Kozaka. Chłonąłem to wszystko jak gąbka, gdyż interesuje mnie to wszystko niezwykle i zarazem bardzo denerwuje. Pod koniec września pojechałem samochodem nad morze, by przywieźć stamtąd Justynę. Sama jazda tam była niezwykłym doświadczeniem, kilkanaście godzin spędzonych za kierownicą, wiele problemów po drodze, w tym ten największy - przebicie opony na obwodnicy Trójmiasta. Stresujące doświadczenie, które uzmysłowiło mi, że złe rzeczy naprawdę mogą się przytrafić właśnie mi, że nie zawsze dotyczą one kogoś innego. Szybko sobie poradziłem, wymieniłem sam koło, pojechałem do warsztatu i wieczorem, po zmroku, dotarłem na Półwysep Helski. Jazda nim była wspaniałym doświadczeniem, mimo że prawie nic nie było widać, to jednak miałem świadomość, że jestem w wyjątkowym miejscu. Równie pięknym doświadczeniem, jednym z najpiękniejszych w całym roku, było wyjście w nocy nad morze. Pierwszy raz byłem nad morzem w nocy i jest to coś zachwycającego.

Następnego dnia był już październik, a ja spotkałem się z Justyną, dla któej pojechałem nad morze i spędziliśmy razem wiele godzin, najpierw w Helu, później w drodze do domu, która była długa i trudna, szczególnie gdy zaczął padać deszcz. Przeżyłem wtedy największy stres związany z samochodem jakiego doznałem w życiu, ale udało mi się dowieźć Justynę do jej miejscowości za Wołominem i po kilkunastu godzinach dotarłem wreszcie do domu. Kilka dni później spotkałem się ponownie z Anna, choć miałem się spotkać ze swoją dziewczyną sprzed lat, Asią, która jednak mnie wystawiła. Udało się za to spotkanie z 46-cio letnią Agnieszką, najstarszą kobietą z jaką randkowałem, choć w sumie nasze pierwsze spotkanie było zarazem naszym ostatnim. We wrześniu młodsza siostra kupiła projektor i okazał się on być czymś bardzo fajnym. U siostry w pokoju powstało więc małe kino, które pozwoliło nam na nowo zachwyciś się znanymi nam już filmami. Dzisiaj do niego przywykliśmy i jest ono czymś normalnym, ale przez pierwsze dni wzbudzało w nas wielki zachwyt. To było moje marzenie od wielu, wielu lat i w końcu się spełniło. Pod koniec miesiąca pojechaliśmy z siostrą do Puław, tym razem w ulewnym deszczu, który jednak okazał się być niewielką przeszkodą.

W listopadzie założyłem konto na Netflixie i zacząłem z niego korzystać, na początek wchłaniając serial "Stranger things". W połowie miesiąca spotkałem się z roztańczoną Anną, z którą rozmawiałem wcześniej przez Internet. To Anna napisała do mnie pierwsza, a ja z początku ją spławiłem, twierdząc, że z tak roztańczoną dziewczyną raczej nigdy się nie dogadam. Zapamiętam nasze pierwsze spotkanie, które miało trwać krótko, a przeciągnęło się aż do północy. Poczułem podczas niego, że przypadłem Annie do gustu, a i ona nie zniechęciła mnie niczym do siebie, co jest dosyć rzadko spotykane u kobiet. Zapamiętam męczący dojazd rowerem do Ursusa, by po raz drugi spotkać się z Anną w jej mieszkaniu, a także nocną jazdę rowerem z Zuzą, tej samej nocy. Pod koniec miesiąca pojeździłem rowerem po pięknie zamglonej Puszczy Kampinoskiej, natykając się po drodze na akcję policji, która ścigała zbiega.

Grudzień nie był zbyt wyjątkowy. Rozpieszczałem naszą nową kicie, która lubiła siedzieć na kaloryferze w kuchni, a jakiś czas później kicia rozchorowała się i zdechła, a ja byłem ostatnim człowiekiem, który widział ją żywą. To zapamiętam na zawsze, jako nieprzyjemne doświadczenie, bliski kontakt z realną śmiercią. Zapamiętam też obejrzenie filmu o Laurze Dekker, nastolatce, która sama opłynęła kulę ziemską. Zainspirowało mnie to do dokonania czegoś wielkiego, choć nie sądzę by coś naprawdę miało z tego wyniknąć. Niemniej inspiracja zostałą zaszczepiona. W grudniu spotkałem się po raz czwarty z roztańczoną Anną, która właśnie w tym dniu miała rozmowę o pracę, którą później przyjęła. Pod koniec miesiąca bardzo polubiłem serial "Freaks and geeks" i kilka nocy minęło mi na jego oglądaniu. W rok 2017 wkroczyłem z optymizmem, planując same piękne wydarzenia.


2017.01.09 / Poniedziałek / 01:26 - Pierwsza połowa roku 2016

Skończył się rok 2016, a ja nie napisałem żadnego podsumowania. Kiedyś na koniec każdego roku pisałem długie i nudne podsumowanie, a później odechciało mi się to robić. Teraz postanowiłem do tego wrócić. Dziś pomyślę o najciekawszych chwilach poprzedniego roku, tych, po których zostają w głowie ważniejsze wspomnienia. Przelecę przez te wspomnienia chronologicznie, zaczynając od stycznia, wspomagając się przy tym swoim blogiem.

Ze stycznia będę pamiętam liczne spotkania u Zuzy, w jej fajnym mieszkanku, w którym poza nią mieszkają jeszcze dwie wielkie, rasowe kicie. Poza wspólnym oglądaniem filmów będę pamiętał to, że zawsze do ubrania przyczepiały mi się te kocie kłaki, które ciężko było później zdjąć. Zuza zaprosiła mnie na wspólny wyjazd nad morze, ale ja z niego zrezygnowałem, wybierając spotkanie z inną dziewczyną. Ze stycznia będę też pamiętał robienie pierwszych zdjęć swoim nowym obiektywem, który tak ładnie rozmywa tło. W styczniu obejrzałem najbardziej zachwycający film jaki widziałem w ciągu kilku ostatnich lat, czyli "Przed wschodem słońca". Czułem się po nim zdewastowany uczuciowo i przypomniałem sobie jak bardzo pragnę wielkiej miłości. W pamięci zostanie też Maria Katarzyna, jej Żoliborz i wspólnie spędzona noc podczas naszego pierwszego spotkania. Maria Katarzyna całuje tak intensywnie jak żadna inna dziewczyna, z którą się całowałem, co wcale nie znaczy, że jest to zgodne z moimi upodobaniami, ale na pewno zostanie w pamięci, tak samo jak przygotowane przez nią jedzenie wegetariańskie, które było pyszne. Ze stycznia w pamięci zostanie też bardzo zimna godzina spędzona na Białołęce, nad Wisłą, z aparatem w ręku i przypadkowo poznaną dziewczyną, której zrobiłem zdjęcia. Później, latem, chciała się jeszcze ze mną spotkać, ale ja odmówiłem, bo to jednak nie mój typ.

Z lutego najlepiej zapamiętam swój wypadek samochodowy, przywalenie Fiatem Punto w drzewo, które w efekcie doprowadziło do kasacji auta. Sam moment uderzenia był bardzo wyjątkowy, ale równie ciekawe było pchanie samochodu do domu, które polegało na tym, że ja siedziałem za kierownicą, a zdenerwowany Tata i zdenerwowana siostra mocowali się z ciężkim samochodem. Cóż za niezwykłe chwile. W lutym pracowałem na nockach jako teamleader, a w dwa wolne dni pojeździłem na rowerze, po raz pierwszy zahaczając o tą część Ursusa, w której mieszka roztańczona Anna. Zacząłem też wtedy używać Stravy, do rejestrowana wszystkich swoich przejazdów rowerowych.

W marcu zacząłem pracować na infolinii w naszej firmie i przez chwilę poczułem, że przez dziesięć lat robiłem w pracy coś głupiego. Poczułem, że jest tyle fajnych zajęć, a ja marnuję swoje życie pracując na tych durnych smsach. Żałowałem wtedy, że nigdy nie próbowałem tego zmienić, ale po jakimś czasie te myśli mi przeszły. W pamięci pozostanie mi noc, podczas której wracałem rowerem z pracy do domu, gdy padał okropny, mokry śnieg i było bardzo zimno. Kompletna udręka rowerowa. Fajnym i zarazem smutnym dniem był dzień, w którym oddaliśmy naszego Fiata Punto do kasacji i zobaczyłem go wśród innych martwych samochodów. Dziwnie przygnębiający widok, kojarzący się z ludzką śmiercią. Na zawsze zapamiętam też okropne ataki bólu w klatce piersiowej, brzuchu i plecach, które przydarzyły mi się dwa razy w tym samym miejscu, na Młocinach w Warszawie. Zacząłem po nich badać swoje serce i poczułem, że mój realny koniec może być już bliski. Paskudny, prawdziwy ból, najgorszy w całym roku.

Z kwietnia w głowie zostanie na zawsze noc, którą spędziłem w Warszawie, spacerując po ulicach, pijąc wódkę, spotykając się przy okazji z młodą Ukrainką pracującą u nas w firmie, którą uznałem kilka miesięcy wcześniej za jedną z najpiękniejszych istot jakie widziałem. Pospacerowaliśmy razem, poszliśmy do restauracji, w której wypiliśmy całą butelkę wina, a nad ranem zadzwoniła do niej jej mama, która powiedziała, że jak nie przywiozę jej córki do domu to zadzwoni na policję. Jako grzeczny chłopiec, nie mający złych zamiarów, odwiozłem Julię taksówką na Mokotów, a później wracałem stamtąd pieszo na Dworzec Centralny, by następnie jeszcze przez trzy godziny wracać do domu. Od Mościsk szedłem pieszo, a po drodze uciekły mi dwa autobusy, przez co musiałem dojść aż do domu, robiąc kilkanaście kilometrów. Czułem się okropnie, a jeszcze gorzej było w ciągu następnego dnia, gdy miałem ogromnego kaca, niemniej i tak warto było to wszystko przeżyć. To była bardzo fajna noc, podczas której spotkałem się też z Ewą, z którą poszedłem do Ogrodu Saskiego. Po wódce człowiek czuje się rewelacyjnie, a całe miasto staje się wtedy takie małe. Inne wspomnienia kwietnia to zjedzenie smacznej zapiekanki na Żoliborzu, podczas jednego z pierwszych, ciepłych dni, a także spotkanie z Kasią z Lublina, z którą poznałem fajny bar wegetariański w centrum Warszawy. Nigdy nie zapomnę także spotkania z Anną, kolejną piękną dziewczyną z firmy, którą jakimś sposobem udało mi się zaprosić na spacer. Doprowadziło nas to nad Wisłę, na której dopadło nas trzech mężczyzn wypuszczonych z więzienia, wśród których najgorszy z nich był mordercą. Wypili nasz alkohol, a Anna przeprowadziła z nimi ciekawą rozmowę, choć ja oczyma wyobraźni już widziałem jak moje zwłoki spływają Wisłą do Gdańska. W kwietniu miałem więc dwa spotkania z pięknymi, młodymi dziewczynami i dwa razy upewniłem się, że nie są one dla mnie. Samo piękno nie wystarczy, musi być jeszcze jakieś bliższe porozumienie, jakaś wspólna droga, która naprawdę gdzieś może zaprowadzić. Kolejnym wspomnieniem z kwietnia jest objechanie rowerem Puszczy Kampinoskiej, które zapowiadało wspaniały rok pod względem rowerowym, a także zdanie praktycznego egzaminu na prawo jazdy, na które czekałem siedem lat. Na koniec miesiąca, w parku pod Cytadelą na Żoliborzu, spotkałem się z Anną, tą od balonów, kawiarni i waty cukrowej. Z początku byłem do niej niechętnie nastawiony, z powodu jej poglądów politycznych i tego, że brała udział w marszach KODu. Powiedziałem nawet, że kończymy znajomość i nie bardzo chcę mieć z nią cokolwiek wspólnego, ale Anna tak nalegała, że znajomość jednak się nie skończyła. W dniu, w którym ją poznałem, pojechałem po raz pierwszy rowerem na nadwiślańskie, południowe tereny leżące za Wilanowem. Wycieczki rowerowe zawsze zostają w pamięci.

Dlatego najważniejszym dniem w maju był dzień pięknej, długiej wycieczki rowerowej dookoła Warszawy, bez przekraczania granic miasta. Ponad 200 kilometrów, wiele nowych miejsc, w których wcześniej nie byłem, mnóstwo przyjemności, a na koniec mnóstwo męki, gdy już zacząłem opadać z sił. Zrealizowałem jedno ze swoich rowerowych marzeń, a przy okazji zaliczyłem jedyne w roku 200 kilometrów. Maj przyniosł także mój wyjazd rowerem do Puław, podczas którego miałem zjeździć całą Lubelszczyznę. Sam dojazd do Puław był bardzo ciekawy, bo pojechałe nową trasą, ale mękę, jaką odczuwałem na koniec, zapamiętam na zawsze, bo za mało wtedy jadłem i moja energia uległa kompletnemu wypaleniu. W Puławach bardzo źle się czułem, przez co jeżdzęnie po Lubelszczyźnie sobie odpuściłem, a szkoda, bo była to świetna okazja do małej wyprawy rowerowej. Na szczęście zaliczyłem dwie wycieczki, jedną do Opola Lubelskiego, a drugą po okolicy Puław, które także zapamiętam na zawsze. Najgorszy był jednak sam powrót do Warszawy, podczas którego znowu za mało jadłem, przez co ostatnie 70 kilometrów było dla mnie męką ostateczną. Wiele razy obiecywałem sobie już nigdy nie dopuścić do takiego stanu, a jednak znowu się to stało. Kto nie doznał nigdy takiego wypalenia, połączonego z koniecznością jechania dalej, ten nie wie jak to jest. Polecam takie doświadczenie.

Z czerwca będę pamiętał słuchanie muzyki na drogim sprzęcie audio, który kupiłem, by następnie dosyć szybko go sprzedać. Teraz trochę mi go brakuje, ale myślę, że za te same pieniądze można jednak kupić coś lepszego. Fajnym wspomnieniem jest całkiem długa wycieczka rowerowa z Zuzą, podcza której przejechaliśmy przez część Puszczy Kampinoskiej i pojechaliśmy do Nowego Dworu Mazowieckiego. Zuza dała radę, a ja wreszcie miałem z kim jeździć na rowerze. W ogóle zrobiliśmy sobie także kilka mniejszych wycieczek. Zapamiętam też wizytę w komisie, w którym natknąłem się na tyle gratów, że już na zawsze zniechęciłem się do komisów samochodowych. W połowie miesiąca kupiłem Toyotę Yaris, dosyć szybko i bez większego przemyślenia, ale chyba dokonałem słusznego wyboru, bo do dziś nic się w niej nie zepsuło. Z początku Toyota miałą zepsutą pompę wodną, przez co wydawała z siebie dosyć paskudne dźwięki, ale po wymianie było już w porządku. Zapamiętam nocną jazdę z siostrą po Warszawie, gdy po raz pierwszy pojechaliśmy razem gdzieś dalej, korzystając z tego, że w końcu mam prawo jazdy. Najkrótszą noc w roku, która przypada na czerwiec, także zapamiętam, bo spędziłem ją z Anną od balonów, o której wiedziałem już wtedy, że jest mną zauroczona. Staliśmy razem przy szosie, która prowadzi z Warszawy do mojej gminy i po prostu rozmawialiśmy.


2017.01.05 / Czwartek / 01:34 - Wireless shit

Kupiłem sobie bezprzewodową myszkę i klawiaturę, by obsługiwać komputer z łóżka, bez konieczności ciągnięcia do niego dwóch przedłużaczy usb. Zestaw jako tako działa, ale potrafi stracić zasięg, co w efekcie prowadzi do chaosu. Nie przeszkadza to za bardzo przy obsłudze Netflixa lub innych prostych rzeczy, ale wczoraj w nocy, podczas dyżuru, działy się straszne rzeczy. Do pracy taki zestaw zupełnie się nie nadaje.

Ostatnie dwa dyżury odbyłem w swoim łóżku, bo nie chciało mi się jechać do firmy. Wszystko przez to, że przestawiłem się na późniejsze godziny, to znaczy zasypiam około godziny 13:00, a budzę się około 21:00. Być może dlatego nawiedziły mnie dzisiaj bardzo ciekawe sny wypełnione po brzegi Dorotą. Muszę się przestawić na nieco wcześniejsze godziny, co może uda mi się dzisiaj, gdyż mam wolną nockę, w czasie której mogę spać kiedy tylko zechcę.

Roztańczona Anna podobno nie obraziła się na mnie za bardzo za to co napisałem w ostatnim wpisie na blogu, choć stwierdziła, że niektórych moich wypowiedzi nie warto komentować. Zresztą nie miałem niczego złego na myśli, a ze wszystkich pierwszych lepszych Anna jest najlepsza. Czuję, że wkrótce dostanę kopa i stracę wszelkie szanse na związek i inne takie. Niemniej i tak mam przeczucie, że jestem przeznaczony na śmierć, a nie do małżeństwa i rodzenia dzieci. Szkoda, bo fajnie byłoby być tatusiem i mężusiem.

Z okazji rozpoczęcia nowego roku wróciłem do swojego pamiętnika sprzed dziesięciu lat, przypominając sobie cały rok 2007, po czym stwierdziłem, że obecnie jestem jednak innym człowiekiem. Dużo wtedy pracowałem, miałem dyżury po 11 godzin, pięć lub sześć dni w tygodniu, część swojej pensji oddawałem Mamie, nic mnie ne bolało, prawie na nic nie narzekałem. Szkoda, że mimo dobrego zdrowia nie myślałem w ogóle o tym, by jeździć na wyprawy rowerowe. Nie spotykałem się z żadnymi dziewczynami i w zasadzie o żadnych nie myślałem. Mój sposób pisania był też zupełnie inny, bardzo prosty, choć przecież dzisiejszy też można by tak nazwać. Żyło się wtedy inaczej, to był nieco inny świat niż ten obecny. Dziesięć lat robi jednak swoje. Ciekawe doświadczenie, dawno nie czytałem swojego pamiętnika. Może powinienem przeczytać cały.

Kończę ględzić i zabieram się za Netflixa, bo nastała noc, czas internetowej wolności. Zastanawiam się czy przedłużając umowę na Internet, na kolejne dwa lata, nie wziąć wersji z tabletem. Kosztowałby on w sumie około 800 złotych, ale jego cena byłaby rozłożona właśnie na dwa lata i dodawana do rachunku. Moj tablet Samsung nadal działa, ale wiadomo, że jego bateria będzie wkrótce umierać, a wymienić jej nie można. Tymczasem ja bardzo lubię tablety. Na wyprawach rowerowych i ogólnie, są one czymś bardzo przydatnym i fajnym. Obecnie sprzedają się podobno bardzo słabo, bo ludzie wolą smartfony, za którymi ja z kolei nie przepadam.


2017.01.02 / Poniedziałek / 10:37 - Śnieg na początek roku

Ostatnio musiałem się przestawić z nocek na dni, a teraz przestawiam się z dni na nocki, dlatego wczoraj poszedłem spać po powrocie z pracy, o 18:00, a dzisiaj obudziłem się o godzinie 1:00 w nocy, czyli o godzinie, od której mogę oglądać Netflix. Wchłonąłem ostatni odcinek doskonałego serialu "Czarne lustro" i obejrzałem bardzo fajny film z Katherine Heigl, dokładając do tego kilka odcinków "Bates motel". Seanse skończyłem o godzinie 8:00, kiedy to wylazłem z wyra, by zjeść śniadanie. Po śniadaniu pojechałem do sklepu po zakupy, a teraz znowu będę kładł się spać, bo o godzinie 22:00 zaczynam pracę. Na szczęście w tym tygodniu mam same nocki, więc trochę mi się to wszystko ustabilizuje.

Zaczął sypać śnieg, więc może wreszcie poczujemy, że jest zima. Dawno już nie byłem w Puławach i chętnie bym do nich wkrótce pojechał, więc może zrobię to w przyszłym tygodniu. Rok rozpoczął się całkiem dobrze i nie mogę się już doczekać wiosny, kiedy to znowu zacznę jeździć na rowerze. W maju mamy jechać z siostrami samochodem do urlop, odwiedzając każdego dnia inne miejsce nad morzem, a później może nawet uda mi się pojechać na wyprawę rowerową. To wszystko oczywiście pod warunkiem, że nie wybuchnie Trzecia Wojna Światowa lub Illuminaci nie wdrożą w życie planu zagłady Europy, a nawet całego świata. Niech jeszcze trochę z tym poczekają. Byłoby miło... Tak czy siak taki świat jak ten przedstawiony w "Czarnym lustrze" będzie wkrótce naszym światem, nawet jeśli żadna wojna nie wybuchnie. Ludzie dadzą zachipować swoje durne łby, ot tak, mówiąc jeszcze, że to fajne.

Nadszedł rok, w którym będę miał 35 lat. Żarty się skończyły, pora spłodzić dziecko, nawet bez ślubu, już nieważne z jaką kobietą. Wezmę się za pierwszą lepszą, bo w sumie każda z tych fajnych ma jakieś zalety. Nie rozumiem za bardzo dlaczego tak się z tym ociągam. Do dzieła! Tymczasem idę spać...